Religia 19 kwi 09:27 | Redaktor
[NIEDZIELA Z TYGODNIKIEM] Patrzyli na Jezusa… i Go nie poznali. Co naprawdę wydarzyło się w drodze do Emaus?

Caraviaggio, Wieczerza w Emaus

Można kochać Boga i jednocześnie Go nie rozpoznać. Ewangelia o uczniach idących do Emaus to nie tylko opis wydarzenia sprzed dwóch tysięcy lat, ale przenikliwa diagnoza ludzkiego serca. Ojcowie Kościoła pokazują, dlaczego uczniowie nie poznali Chrystusa — i dlaczego my często robimy dokładnie to samo. „Kochali i wątpili — dlatego Go nie poznali.” — to zdanie Grzegorz Wielki trafia w samo sedno. Każdy z nas nosi w sobie ten rozdźwięk.

To wszystko zawiera się w Ewangelii o uczniach idących do Emaus. Przypomnijmy ją pokrótce.

Uczniowie Jezusa, będący pod wielkim wrażeniem Jego śmierci krzyżowej i pogrzebu swego Mistrza, idą z Jerozolimy do Emaus. Ewangelista nie ujawnia, po co i dlaczego tam szli. Przyłącza się do nich mężczyzna, rozmawiają o wydarzeniach właśnie minionych. I tu zacytujmy kluczowy fragment:

„O, nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swojej chwały?”. I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków, wykładał im to, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego.

To był Jezus Zmartwychwstały, ale oni Go nie poznali — aż do kolacji w gospodzie, kiedy to zaczął łamać chleb.

Jak można nie poznać człowieka, z którym się przebywało przez trzy lata? Święty Grzegorz Wielki nawet nie próbuje wyjaśniać tego jakąś tanią psychologią. Od razu podaje sens duchowy. Bardzo ciekawe jest to jego wyjaśnienie:

„Na zewnątrz nie ukazał im postaci, którą mogliby rozpoznać, bo wewnątrz sami byli podzieleni: kochali i wątpili.”

To jest niezwykle trafne psychologicznie. Nie chodzi o „magiczne ukrycie” Jezusa, ale o stan serca uczniów. Człowiek widzi Boga tak, jak jest wewnętrznie uporządkowany, nastawiony.

Ciekawie komentuje ten fragment Teofilakt z Ochrydy. Najpierw czyn, potem słowo; żadne słowo nauki nie jest uznane, dopóki ten, kto naucza, nie okaże się najpierw jego wykonawcą. To zdanie spokojnie mogłoby być zasadą całej apologetyki. I uderza dziś – kiedy słów jest nadmiar, a świadectwa deficyt. A Chrystus najpierw dał świadectwo swojego życia, śmierci i zmartwychwstania, dlatego Jego słowa mają nieprzemijającą wartość.

Przełomowym komentarzem wydaje się ten, który czytamy u wielkiego nauczyciela Zachodu, świętego Augustyn z Hippony. Zdanie proste, a jednak kapitalne w swoim znaczeniu:

„Nie poznali Go przy wyjaśnianiu Pism, ale poznali przy łamaniu chleba.”

Św. Jan Paweł II nazwał tę Ewangelię ikoną Eucharystii. I rzeczywiście — oddaje ona istotę tego sakramentu: pozwala wniknąć w najtrudniejsze prawdy wiary tam, gdzie rozum ludzki nie wystarcza.

Nie doceniamy tego. Najpierw chcemy zrozumieć, a dopiero potem — być może — uwierzyć. Tymczasem chrześcijaństwo odwraca ten porządek. „Uwierz, abyś zrozumiał” — mówi św. Augustyn, dodając jednak, by nie popaść w irracjonalizm: „zrozum, abyś uwierzył”.

Święty Jan Chryzostom stawia nas tu natomiast przed pewnym paradoksem:

„Nie ukazał się [Jezus] wszystkim naraz, aby zasiać ziarna wiary.”

To jest zaskakujące. Bóg działa powoli, etapami, pedagogicznie, jak dobry nauczyciel. Nie chodzi o efekt spektaklu, lecz o wzrost — jak ziarno, nie jak oślepiająca błyskawica.

Niesamowicie mocny obraz przedstawia Izydor z Peluzjum. Komentując konieczność cierpienia Chrystusa, pisze:

„Ich czyn był bezbożny — ale zamysł Boga był najmądrzejszy, który przemienił ich nieprawość w błogosławieństwo dla ludzkości, niejako wykorzystując ciało żmii do stworzenia uzdrawiającego antidotum.”

Krzyż — bo o to chodzi — nie jest tylko tragedią ani nawet tylko planem zbawienia. Jest miejscem, gdzie zło zostaje przechwycone i użyte przeciwko sobie. Podobnie zapowiadał to obraz z Księgi Liczb: wąż wywyższony przez Mojżesza stawał się narzędziem ocalenia dla tych, którzy na niego spojrzeli.

Najbardziej uderzające w tych komentarzach jest jedno: nie opisują tylko wydarzenia, ale diagnozują człowieka.

Widzimy Boga tak, jak wierzymy. Rozumiemy dopiero, gdy żyjemy tym, co słyszymy. Poznajemy naprawdę dopiero w spotkaniu — zwłaszcza sakramentalnym — nie w analizie. A Bóg nie działa spektaklem. Działa drogą. Taką jak ta droga do Emaus.

Maksymilian Powęski

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor
-->