Religia Dzisiaj 09:30 | Michał Jędryka
[NIEDZIELA Z TYGODNIKIEM] Pięć razy wygnany. Święty Atanazy przeciw cesarzom w obronie wiary

Pięciokrotnie wypędzano go z Aleksandrii, oskarżano o morderstwo i czary, ścigano cesarskimi żołnierzami. Przez kilkanaście lat żył na wygnaniu lub w ukryciu. A wszystko dlatego, że nie chciał zgodzić się na kompromis w sprawie, która wielu wydawała się jedynie subtelnością teologiczną. Święty Atanazy bronił prawdy, że Jezus Chrystus jest prawdziwym Bogiem. Bez niej bowiem, jak uważał, chrześcijaństwo traci samą istotę swojej nauki o zbawieniu. Jego historia jest tematem drugiego odcinka naszego cyklu „Przedsoborowie”.

Jest noc z 8 na 9 lutego 356 roku. W jednym z kościołów Aleksandrii trwa nabożeństwo. Biskup Atanazy siedzi otoczony duchowieństwem i wiernymi. Nagle świątynię otaczają cesarscy żołnierze. Rozlega się hałas, do wnętrza wdzierają się uzbrojeni ludzie. Wybucha panika.

Atanazy zachowuje jednak spokój. Poleca rozpocząć śpiew psalmu, w którym lud odpowiada słowami: „Bo Jego łaska na wieki”. Dopiero gdy wierni zaczynają opuszczać świątynię, współpracownicy wyprowadzają biskupa. Udaje mu się wymknąć żołnierzom. Scena ta nie pochodzi z powieści sensacyjnej. Znamy ją między innymi z relacji samego Atanazego, jednego z najwybitniejszych Ojców Kościoła.

Dlaczego jednak chrześcijańskiego biskupa ścigało wojsko chrześcijańskiego cesarza? Dlaczego człowiek broniący postanowień soboru powszechnego musiał uciekać przed władzą, która oficjalnie troszczyła się o jedność Kościoła? Odpowiedź prowadzi nas do jednego z największych sporów w dziejach chrześcijaństwa.

Sobór rozstrzygnął. Spór dopiero się zaczynał

W roku 325 w Nicei, na terenie dzisiejszej Turcji, zebrał się pierwszy sobór powszechny. Jego zasadniczym zadaniem było rozstrzygnięcie sporu wywołanego nauczaniem aleksandryjskiego prezbitera Ariusza. Ariusz głosił, że Syn Boży nie jest odwieczny i nie posiada tej samej boskiej natury co Ojciec. Jest istotą przewyższającą wszystkie inne stworzenia, ale sam również zawdzięcza swoje istnienie Bogu Ojcu.

Ojcowie soborowi odrzucili tę naukę. W wyznaniu wiary określili Syna jako „zrodzonego, a nie stworzonego, współistotnego Ojcu”. Grecki termin homoousios, czyli „współistotny”, miał wykluczyć możliwość rozumienia Chrystusa jako stworzenia, choćby najdoskonalszego. Wśród uczestników wydarzeń w Nicei znajdował się młody diakon Atanazy, współpracownik biskupa Aleksandra. Trzy lata później, po śmierci swojego przełożonego, sam objął stolicę biskupią w Aleksandrii.

Mogłoby się wydawać, że sprawa została zakończona. Sobór wypowiedział się przecież jednoznacznie, a cesarz Konstantyn poparł jego rozstrzygnięcie. Tak jednak nie było.

W następnych dziesięcioleciach spory rozgorzały z nową siłą. Część biskupów nie godziła się na nicejskie sformułowanie. Nie wszyscy byli zwolennikami Ariusza w ścisłym znaczeniu. Niektórzy obawiali się, że słowo „współistotny” zaciera różnicę między Ojcem a Synem. Inni poszukiwali formuł pośrednich, które mogłyby pogodzić zwaśnione strony.

Do teologicznych kontrowersji szybko dołączyła polityka. Cesarze pragnęli religijnego pokoju w imperium, a biskupi coraz częściej szukali na dworze poparcia dla własnych stanowisk. Atanazy nie zamierzał jednak poświęcać nauczania Nicei na ołtarzu politycznego kompromisu.

Oskarżony o morderstwo człowieka, który żył

Konflikt wokół biskupa Aleksandrii przybierał niekiedy formy, które bardziej przypominają kryminalną intrygę niż spór teologiczny. Atanazego oskarżono między innymi o zamordowanie Arseniusza, biskupa związanego z melicjanami — egipską grupą kościelną pozostającą w konflikcie z hierarchią aleksandryjską. Co więcej, oskarżyciele twierdzili, że odciętą ręką zamordowanego posługiwał się podczas praktyk magicznych.

Według późniejszych historyków kościelnych podczas zgromadzenia w Tyrze w 335 roku Atanazy doprowadził do przedstawienia oskarżycielom samego Arseniusza. Rzekomo zamordowany człowiek żył i miał obie ręce. Biskup pokazał je zgromadzonym, pytając ironicznie, skąd wobec tego miałaby pochodzić trzecia.

Szczegóły tej widowiskowej sceny znamy z późniejszej tradycji i należy traktować je z historyczną ostrożnością. Nie zmienia to jednak faktu, że atmosfera wokół Atanazego była niezwykle napięta. Ostatecznie jego przeciwnicy doprowadzili do usunięcia go z urzędu. Przed cesarzem pojawiło się również oskarżenie, że biskup grozi zakłóceniem dostaw egipskiego zboża do Konstantynopola.

Dla władcy była to sprawa poważniejsza niż najbardziej zawiłe kwestie teologiczne. W 335 roku Konstantyn zesłał Atanazego do Trewiru, na zachodnich krańcach imperium. Było to pierwsze z pięciu wygnań, których miał doświadczyć aleksandryjski biskup.

Dlaczego Atanazy nie mógł ustąpić?

Warto w tym miejscu zostawić na chwilę cesarskie pałace, synody i procesy. Bez zrozumienia teologii Atanazego jego niezwykła biografia pozostanie bowiem jedynie historią człowieka uparcie broniącego własnego stanowiska.

Tymczasem Atanazy uważał, że w sporze z arianizmem chodzi o samą możliwość zbawienia człowieka. W traktacie O wcieleniu Słowa zapisał słynne zdanie: „On bowiem stał się człowiekiem, abyśmy my zostali przebóstwieni”. Dla współczesnego czytelnika może ono zabrzmieć zaskakująco. Jak to? Człowiek ma stać się Bogiem?

Nie chodzi oczywiście o przemianę człowieka w odrębne bóstwo ani o zrównanie stworzenia ze Stwórcą. Chodzi o przebóstwienie — udział człowieka w życiu samego Boga dzięki łasce. To jedna z fundamentalnych idei teologii Ojców greckich.

Chrystus nie przyszedł na świat wyłącznie po to, aby wskazać ludziom właściwe zasady postępowania. Jego Wcielenie, śmierć i Zmartwychwstanie otwierają człowiekowi drogę do rzeczywistej wspólnoty z Bogiem.

I tutaj pojawia się zasadniczy problem. Czy stworzenie, nawet najdoskonalsze, może obdarzyć inne stworzenia życiem samego Boga? Atanazy odpowiadał przecząco. Jeżeli Syn Boży sam byłby stworzeniem, nie mógłby być ostatecznym źródłem naszego zbawienia. Sam potrzebowałby przecież Boga, od którego otrzymał istnienie. Między stworzeniem a Stwórcą pozostawałaby przepaść, której żadne stworzenie nie jest w stanie pokonać własną mocą.

Jeżeli natomiast Syn jest prawdziwym Bogiem, współistotnym Ojcu, to we Wcieleniu sam Bóg przychodzi do człowieka i jednoczy nas ze sobą. Spór o Bóstwo Chrystusa był więc w istocie sporem o to, czy człowiek może naprawdę zostać zbawiony. To właśnie dlatego Atanazy nie traktował nicejskiego wyznania wiary jako jednej z wielu możliwych formuł teologicznych.

Biblia przeciw Biblii?

Przeciwnicy nauczania nicejskiego nie odrzucali Pisma Świętego. Przeciwnie, starali się uzasadniać swoje stanowisko przy pomocy tekstów biblijnych. Przywoływali między innymi fragment Księgi Przysłów, w którym uosobiona Mądrość mówi o swoim początku, a także słowa Jezusa z Ewangelii św. Jana: „Ojciec większy jest ode Mnie”. Czy nie wynikało z nich, że Syn jest w jakiś sposób niższy od Ojca?

Atanazy wskazywał na konieczność odczytywania poszczególnych fragmentów Biblii w świetle całego objawienia. W Prologu Ewangelii św. Jana czytamy przecież, że Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo. Wszystko przez Nie się stało. Skoro więc wszystko zostało stworzone przez Słowo, samo Słowo nie może należeć do porządku rzeczy stworzonych.

Wypowiedzi mówiące o uniżeniu Chrystusa i Jego posłuszeństwie trzeba natomiast odczytywać w świetle tajemnicy Wcielenia. Odwieczny Syn Boży przyjął prawdziwą ludzką naturę. Nie wolno więc na podstawie fragmentów dotyczących Jego człowieczeństwa zaprzeczać temu, co Pismo Święte mówi o Jego Bóstwie. Była to nie tylko obrona dogmatu, ale również ważna lekcja interpretacji Biblii.

Pięć wygnań i cesarze, którzy przemijali

Po śmierci Konstantyna Atanazy powrócił z pierwszego wygnania do Aleksandrii. Nie na długo. Już w 339 roku musiał ponownie opuścić swoją stolicę biskupią. Tym razem udał się do Rzymu, gdzie znalazł poparcie papieża Juliusza I. W 346 roku wrócił do Aleksandrii, ale dziesięć lat później doszło do wspomnianego na początku nocnego najazdu żołnierzy na kościół.

Trzecie wygnanie, za panowania Konstancjusza II, trwało kilka lat. Atanazy ukrywał się między innymi wśród egipskich mnichów. Nie zaprzestał jednak działalności. Pisał dzieła teologiczne, polemizował z przeciwnikami i bronił nicejskiego wyznania wiary. Po śmierci Konstancjusza mógł powrócić. Wkrótce jednak cesarz Julian Apostata ponownie nakazał mu opuścić Aleksandrię. Było to czwarte wygnanie.

Piąte nastąpiło w 365 roku, za panowania Walensa. Trwało już stosunkowo krótko. Dopiero ostatnie lata życia Atanazy spędził spokojniej, kierując Kościołem aleksandryjskim. W sumie przez około siedemnaście lat pozostawał poza swoją stolicą biskupią, na wygnaniu lub w ukryciu.

Ale jego historia ma jeszcze jeden aspekt, często pomijany w popularnych opowieściach. W 362 roku, po jednym z powrotów do Aleksandrii, Atanazy przewodniczył synodowi, który próbował doprowadzić do pojednania chrześcijan posługujących się różnymi sformułowaniami teologicznymi. Okazało się wówczas, że człowiek tak bezkompromisowy w obronie wiary potrafił odróżniać rzeczywistą różnicę doktrynalną od zwykłej różnicy terminologicznej.

Nie chodziło mu o zwycięstwo jednego słowa nad innymi. Chodziło o zachowanie prawdy, którą to słowo wyrażało. W tej postawie widać coś, o czym warto pamiętać również współcześnie: wierność doktrynie nie musi oznaczać niezdolności do dialogu. Ale dialog nie może polegać na rezygnacji z samej prawdy.

Zwycięstwo, którego nie doczekał

Atanazy zmarł 2 maja 373 roku w Aleksandrii. Nie doczekał Soboru Konstantynopolitańskiego w 381 roku, który potwierdził naukę Nicei i rozwinął wyznanie wiary w Trójcę Świętą.

Pozostawił jednak po sobie dorobek znacznie wykraczający poza polemikę z arianizmem. Napisał słynny Żywot świętego Antoniego, który odegrał ogromną rolę w rozpowszechnianiu ideałów monastycznych. Bronił także Bóstwa Ducha Świętego, przygotowując grunt pod późniejsze rozstrzygnięcia trynitarne.

W liście wielkanocnym z 367 roku wymienił dokładnie dwadzieścia siedem ksiąg Nowego Testamentu — tych samych, które znajdują się w dzisiejszym kanonie biblijnym. Jest to najstarszy zachowany wykaz odpowiadający w całości obecnemu kanonowi Nowego Testamentu.

Ale największym dziedzictwem Atanazego pozostaje obrona prawdy o Chrystusie. Dzisiaj, kiedy podczas niedzielnej Mszy świętej wyznajemy wiarę w Jezusa Chrystusa jako „Boga prawdziwego z Boga prawdziwego, zrodzonego, a nie stworzonego, współistotnego Ojcu”, wypowiadamy słowa, których prawdziwości Atanazy bronił przez niemal całe dorosłe życie.

Czy jego spór ma jeszcze jakieś znaczenie? Owszem. Również dzisiaj można przecież przedstawiać Jezusa przede wszystkim jako nauczyciela moralności, proroka, reformatora społecznego czy wzór szlachetnego życia. Taki obraz Chrystusa może budzić podziw. Ale jeśli na nim poprzestaniemy, chrześcijaństwo zaczyna przypominać jedynie system etyczny.

Tymczasem jego istotą nie jest przekonanie, że dwa tysiące lat temu żył niezwykły człowiek, który nauczył nas, jak należy postępować. Istotą chrześcijaństwa jest wiara, że sam Bóg stał się człowiekiem, aby nas zbawić. Atanazy bronił właśnie tej prawdy. Nie dlatego, że był szczególnie przywiązany do jednego greckiego słowa. Ale dlatego, że rozumiał, co się stanie, jeśli Kościół z tego słowa zrezygnuje, odrzucając jego znaczenie.

Cesarze, którzy skazywali go na wygnanie, dawno przeminęli. Ich religijne kompromisy są dziś przedmiotem badań historyków. A wyznanie wiary, której bronił Atanazy, nadal rozbrzmiewa w katolickich kościołach całego świata. I być może to jest najbardziej niezwykłe zakończenie całej tej historii.

Michał Jędryka

O losach świętego Atanazego, jego pięciu wygnaniach i teologicznym sporze o Bóstwo Jezusa Chrystusa opowiadamy szerzej w drugim odcinku cyklu „Przedsoborowie” na youtube. Zapraszamy do obejrzenia filmu który wkrótce zostanie opublikowany na kanale Katolicka Bydgoszcz.

-->