„Już cuchnie”. Ewangelia, która zaczyna się tam, gdzie po ludzku kończy się nadzieja
„Już cuchnie” – mówi Marta przy grobie Łazarza. To jedno zdanie prowadzi nas w sam środek jednej z najmocniejszych scen Ewangelii. Nie chodzi tylko o śmierć ciała, ale o moment, w którym człowiek uznaje, że dla niego nie ma już ratunku. Ojcowie Kościoła widzą w tej historii coś więcej niż cud – widzą objawienie boskości Chrystusa, odpowiedź na problem cierpienia i mapę nawrócenia człowieka.
Inne z kategorii
Ślepota, która widzi. O cudzie z Ewangelii i dramacie faryzeuszów
Ewangelia, która stawia nas w sytuacji bez wyjścia
W piątą niedzielę Wielkiego Postu, zwaną dawniej pierwszą niedzielą Męki Pańskiej, w zreformowanej liturgii czyta się Ewangelię o wskrzeszeniu Łazarza z 11. rozdziału Ewangelii św. Jana.
To jedna z najbardziej dramatycznych scen Nowego Testamentu. Jej ciężar skupia się w jednym zdaniu: „Już cuchnie”. Ewangelista nie pozwala nam uciec w pobożną abstrakcję. Stawia nas wobec realności śmierci – nieodwołalnej, rozkładającej się, nie do zakwestionowania.
I właśnie w tym momencie przychodzi Chrystus.
„Na chwałę Bożą” – czyli dowód boskości
Kluczem do zrozumienia całej sceny są słowa Jezusa: „Ta choroba nie jest na śmierć, ale na chwałę Bożą, aby przez nią był uwielbiony Syn Boży”.
Święty Augustyn zwraca uwagę na coś fundamentalnego: w tym zdaniu dochodzi do utożsamienia chwały Boga i chwały Chrystusa. Nie są to dwie różne rzeczy. Chwała Boga objawia się w uwielbieniu Syna.
To nie jest tylko teologiczna subtelność. To jeden z najważniejszych argumentów za boskością Jezusa. Jeśli chwała Boga i chwała Chrystusa są tym samym, to Syn nie jest tylko posłańcem czy prorokiem – jest Bogiem.
Czy Bóg „posłużył się” cierpieniem?
Pojawia się jednak trudne pytanie: czy Bóg nie dopuścił cierpienia Łazarza tylko po to, by objawić swoją chwałę?
Ojcowie Kościoła nie unikają tej kwestii. Święty Jan Chryzostom odpowiada jasno: choroba ma przyczyny naturalne. Słowa o „chwale Bożej” nie opisują jej przyczyny, lecz skutek.
Nie oznaczają, że Bóg wywołał chorobę, ale że potrafi ją włączyć w swój plan. To, co zwyczajne – jak cierpienie – zostaje włączone w historię objawienia. Nie jako jego źródło, ale jako miejsce, w którym objawia się sens.
Płaczący człowiek i rozkazujący Bóg
W tej scenie szczególnie wyraźnie ujawnia się napięcie, które Ojcowie Kościoła chętnie podkreślają: Chrystus jest prawdziwym człowiekiem i prawdziwym Bogiem.
Jezus płacze. To gest głęboko ludzki, znak emocji, które należą do naszej natury. Chrystus nie udaje człowieka – On nim jest naprawdę.
Ale chwilę później wypowiada słowa: „Łazarzu, wyjdź na zewnątrz”.
I natura słucha.
To nie jest już tylko działanie człowieka. To jest rozkaz, który przekracza wszelkie ludzkie możliwości. Jan Chryzostom zauważa, że modlitwa Jezusa ma charakter pedagogiczny wobec tłumu, natomiast sam rozkaz ujawnia boski autorytet.
„Ja jestem zmartwychwstaniem”
Święty Cyryl Aleksandryjski zwraca uwagę na jeszcze jeden kluczowy element: Chrystus nie tylko mówi o zmartwychwstaniu, ale mówi: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem”.
To nie metafora ani obraz. To definicja.
Dlatego właśnie pojawiają się znaki i cuda – aby pokazać, że słowa Chrystusa mają pokrycie w rzeczywistości. Boskość Syna nie jest tylko ogłoszona, ale objawiona w działaniu.
Zwłoka, która nie jest przypadkiem
Jednym z najbardziej zastanawiających elementów tej historii jest fakt, że Chrystus się spóźnia.
Przychodzi dopiero wtedy, gdy Łazarz od czterech dni leży w grobie. Wydaje się, że jest już za późno.
Ojcowie Kościoła widzą w tym działanie celowe. Zwłoka podkreśla realność śmierci i usuwa wszelkie podejrzenia pozoru. To nie jest omdlenie ani pomyłka – to prawdziwa śmierć.
I właśnie wtedy przychodzi Chrystus.
Cierpienie nie jest dowodem opuszczenia
Historia Łazarza jest odpowiedzią na jedno z najstarszych pytań: dlaczego dobrzy cierpią?
Ojcowie Kościoła pokazują jasno: przyjaźń z Chrystusem nie jest gwarancją braku cierpienia. Nie jest ubezpieczeniem od tragedii.
Jest drogą, na której cierpienie może zostać włączone w sensowną całość. W plan, który przekracza ludzkie rozumienie.
Modlitwa, która nie poucza Boga
Siostry Łazarza nie wydają Jezusowi poleceń. Nie mówią, nie proszą: „przyjdź i uzdrów”. Przekazują jedynie fakt: „ten, którego miłujesz, jest chory”.
Święty Augustyn widzi w tym wzór modlitwy. Nie trzeba mówić Bogu, co ma zrobić. Wystarczy Mu zaufać.
Najgłośniejszy cud Jezusa
Augustyn nazywa wskrzeszenie Łazarza „najgłośniejszym” cudem Jezusa. Nie dlatego, że jest najbardziej spektakularny, ale dlatego, że najpełniej objawia, kim jest Chrystus.
Skoro Ten sam stworzył człowieka, to przywrócenie życia nie jest dla Niego trudnością. Cud ma nas przygotować do przyjęcia jeszcze większej prawdy – zmartwychwstania wszystkich ludzi.
Łazarz jako obraz człowieka
Ojcowie Kościoła odczytują tę scenę również w sensie duchowym.
Łazarz symbolizuje człowieka pogrążonego w grzechu – nie jednorazowym, ale utrwalonym, który stał się nawykiem. „Cztery dni w grobie” oznaczają stan, w którym człowiek sam uważa się za straconego.
Grzegorz Wielki wyróżnia trzy etapy: grzech ukryty, grzech jawny i wreszcie życie całkowicie przytłoczone przyzwyczajeniem.
I właśnie do takiego człowieka dociera Chrystus.
Kamień i łaska
Kamień zamykający grób ma swoje znaczenie symboliczne. Augustyn widzi w nim obraz prawa, które pokazuje winę, ale nie daje życia.
Dlatego Chrystus mówi: „usuńcie kamień”.
Najpierw łaska, potem życie.
„Rozwiążcie go” – rola Kościoła
Chrystus nie robi wszystkiego sam. Każe ludziom odsunąć kamień, a potem mówi: „rozwiążcie go”.
Ojcowie widzą w tym obraz Kościoła. Chrystus daje życie, ale człowiek potrzebuje jeszcze uwolnienia od skutków grzechu.
To zadanie zostaje powierzone wspólnocie.
Cud, który prowadzi do... śmierci
Wskrzeszenie Łazarza nie jest zakończeniem historii, lecz jej punktem zwrotnym.
To właśnie po tym wydarzeniu zapada decyzja o zabiciu Jezusa. Kajfasz wypowiada słowa: „lepiej, żeby jeden umarł za lud” – nie rozumiejąc, że stają się one proroctwem.
Chrystus daje życie Łazarzowi, ale jednocześnie rozpoczyna drogę ku własnej śmierci.
Logika Ewangelii
Ta scena odsłania paradoks chrześcijaństwa: życie przychodzi przez śmierć, a chwała objawia się przez krzyż. Krzyk „Łazarzu, wyjdź!” staje się zapowiedzią czegoś jeszcze większego – głosu, który kiedyś zabrzmi nad całym światem. I wtedy nikt już nie powie: „już cuchnie”. Bo śmierć przestanie mieć ostatnie słowo.
Maksymilian Powęski