[NIEDZIELA Z TYGODNIKIEM] Chrystus odchodzi, żeby być bliżej. Komentarz do Ewangelii przed Wniebowstąpieniem
Rembrandt, „Wniebowstąpienie Chrystusa” (1636). Fragment.
Dzisiejsza Ewangelia pochodzi z mowy pożegnalnej Pana Jezusa w Wieczerniku. Historycznie jesteśmy więc jeszcze przed Męką, przed krzyżem i przed porankiem Zmartwychwstania. A jednak sens tej mowy prowadzi nas już dalej: ku Wniebowstąpieniu. Chrystus mówi uczniom o swoim odejściu, ale nie jako o porzuceniu. Mówi o niewidzialnej obecności, która będzie głębsza niż obecność widzialna.
Inne z kategorii
Pan Jezus mówi:
„Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania”.
To zdanie jest bardzo proste, ale od razu ustawia całą Ewangelię w porządku trzeźwym, nie sentymentalnym. Miłość do Chrystusa nie polega najpierw na wzruszeniu, nie polega na przeżyciu, nie polega nawet na tęsknocie za Jego widzialną obecnością. Miłość do Chrystusa sprawdza się w posłuszeństwie.
Święty Jan Chryzostom zauważa, że uczniowie byli zaniepokojeni zapowiedzią odejścia Jezusa. Chcieli, żeby został z nimi tak, jak dotąd: widzialnie, fizycznie, po ludzku blisko. Chrystus odpowiada im jednak inaczej, niż by oczekiwali. Nie mówi: „Nie martwcie się, wszystko będzie po staremu”. Mówi raczej: „Jeśli Mnie miłujecie, zachowujcie moje przykazania”.
To znaczy: nie próbujcie zatrzymać Mnie na sposób ziemski. Nie sprowadzajcie wiary do posiadania widzialnej obecności. Prawdziwa więź ze Mną objawia się w tym, że wierzycie i jesteście posłuszni.
To jest pierwsza mocna myśl tej Ewangelii: Chrystus nie chce być tylko przedmiotem ludzkiej tęsknoty. Chce być Panem ludzkiego życia.
„Dam wam innego Pocieszyciela”
Dalej Jezus mówi:
„Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze”.
Ojcowie Kościoła zatrzymują się tutaj nad słowem „Pocieszyciel”, czyli Paraklet. Augustyn przypomina, że Parakletem, czyli Orędownikiem, nazwany jest także sam Chrystus. Skoro więc Duch Święty jest „innym Pocieszycielem”, nie znaczy to, że jest kimś obcym wobec Chrystusa, jakby Bóg posyłał zastępstwo niższej rangi. Didym wyjaśnia: Duch Święty jest inny nie co do natury, ale co do działania.
Syn Boży działa jako Pośrednik, Kapłan i Orędownik. Duch Święty działa jako Ten, który pociesza, umacnia, wprowadza w prawdę, zamieszkuje w duszy. Różnica działania nie oznacza różnicy boskiej godności.
To ważne, bo Chrystus nie obiecuje uczniom jedynie psychicznej ulgi po rozstaniu. Nie mówi: „Będzie wam smutno, więc otrzymacie religijne pocieszenie”. Obiecuje im Ducha Prawdy. To znaczy: obecność Bożą, która pozwoli im zrozumieć to, czego nie mogli pojąć, dopóki patrzyli tylko oczami ciała.
Duch Prawdy, którego świat przyjąć nie może
Jezus mówi o Duchu Świętym:
„Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna”.
To zdanie jest niezwykle przenikliwe. Świat nie może przyjąć Ducha, bo Go „nie widzi”. Ale nie chodzi tu tylko o brak widzialności fizycznej. Grzegorz Wielki wyjaśnia, że Duch Święty zapala w człowieku pragnienie rzeczy niewidzialnych. Świat natomiast kocha rzeczy widzialne. Im bardziej człowiek rozszerza swoje pragnienia ku rzeczom ziemskim, tym bardziej zwęża w sobie miejsce dla Boga.
To jest paradoks: można mieć szerokie zainteresowania, wielkie ambicje, rozbudowane plany, można zajmować się tysiącem spraw, a duchowo stawać się coraz ciaśniejszym. Serce może być pełne rzeczy, a puste wobec Boga. Jak stara izba zagracona do tego stopnia, że nie da się już wnieść do niej nic cennego.
Augustyn dodaje, że „świat” oznacza tutaj miłośników świata. Tacy ludzie nie mogą przyjąć Ducha, ponieważ miłość świata nie ma oczu zdolnych widzieć to, co niewidzialne. To nie jest problem inteligencji. To jest problem miłości. Człowiek widzi naprawdę dopiero to, co jest gotów pokochać.
„Z wami przebywa i w was będzie”
Chrystus mówi do Apostołów:
„Wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie”.
Ojcowie podkreślają tu przejście od obecności zewnętrznej do obecności wewnętrznej. Chryzostom ujmuje to jasno: Duch Święty nie będzie mieszkał z uczniami tak, jak Chrystus mieszkał z nimi dotąd, chodząc obok nich po drogach Galilei i Judei. Duch będzie mieszkał w ich duszach.
Augustyn dopowiada: nie chodzi o przebywanie takie, jak gość przebywa w domu. Chodzi o zamieszkanie wewnętrzne. Duch Święty jest poznawany w nas, w sumieniu, w przemienionym wnętrzu człowieka.
To jest drugi zasadniczy moment tej Ewangelii: Bóg nie tylko prowadzi człowieka z zewnątrz. Bóg chce zamieszkać w człowieku od wewnątrz. Chrześcijaństwo nie jest więc wyłącznie naśladowaniem zewnętrznego wzoru. Jest uczestnictwem w życiu Boga.
„Nie zostawię was sierotami”
Potem Pan Jezus mówi:
„Nie zostawię was sierotami. Przyjdę do was”.
Augustyn zauważa, że greckie słowo oznacza tu osieroconych, pozostawionych bez opieki. Chrystus mówi więc do uczniów z czułością ojca, ale zarazem z powagą Boga. Syn Boży uczynił nas przybranymi dziećmi Ojca, a jednak sam objawia wobec nas ojcowską troskę: nie zostawię was bez obrony, bez obecności, bez życia.
Chryzostom dodaje, że Jezus nie obiecuje powrotu do dawnego sposobu bycia z uczniami. Nie mówi, że po zmartwychwstaniu znów będzie z nimi codziennie tak jak wcześniej. Mówi: „Jeszcze chwila, a świat nie będzie Mnie oglądał, ale wy Mnie widzicie”.
Świat widział Chrystusa według ciała. Widział człowieka z Nazaretu. Ale nie widział Słowa ukrytego pod zasłoną ciała. Po zmartwychwstaniu Chrystus ukazuje się już nie światu, lecz swoim. Jest to obecność prawdziwa, ale nie powszechnie dostępna dla ciekawości, sensacji czy politycznego widowiska.
Bóg nie jest eksponatem. Nie daje się oglądać każdemu spojrzeniu. Daje się poznać miłości, wierze i posłuszeństwu.
„Ponieważ Ja żyję, i wy żyć będziecie”
Chrystus mówi:
„Ponieważ Ja żyję, i wy żyć będziecie”.
Te słowa mają sens paschalny. Chrystus umrze, ale zmartwychwstanie. Uczniowie przejdą przez lęk, rozproszenie i żałobę, ale widok Zmartwychwstałego przywróci im życie.
Chryzostom widzi tu jednak coś więcej niż tylko pociechę po Wielkim Piątku. Krzyż nie oddzieli uczniów od Chrystusa na zawsze. Ukryje Go tylko na chwilę. Augustyn idzie jeszcze dalej: Chrystus mówi o swoim życiu jako już obecnym, ponieważ Jego zmartwychwstanie jest bliskie; o życiu uczniów mówi jako przyszłym, bo ich pełne zmartwychwstanie nastąpi dopiero na końcu czasów.
„Ponieważ Ja żyję, i wy żyć będziecie” — to nie jest tylko obietnica przetrwania trudnych dni. To jest zasada całej chrześcijańskiej nadziei. Życie ucznia nie opiera się na sile ucznia. Opiera się na życiu Chrystusa.
„Ja jestem w Ojcu, wy we Mnie, a Ja w was”
Dalej Jezus mówi:
„W owym dniu poznacie, że Ja jestem w Ojcu moim, a wy we Mnie i Ja w was”.
Tutaj Ewangelia wchodzi już w samą głębię tajemnicy. Nie chodzi tylko o to, że Chrystus będzie wspominany. Nie chodzi tylko o to, że zostawi naukę. Nie chodzi nawet tylko o to, że uczniowie będą kontynuowali Jego dzieło.
Chodzi o wzajemne zamieszkanie: Chrystus w Ojcu, uczniowie w Chrystusie, Chrystus w uczniach.
Hilary widzi w tym również odniesienie sakramentalne: Chrystus jest w Ojcu przez naturę swojej Boskości; my jesteśmy w Nim przez Jego narodzenie w ciele, bo przyjął naszą ludzką naturę; On zaś jest w nas przez tajemnicę sakramentu, zgodnie ze słowami: „Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, trwa we Mnie, a Ja w nim”.
To niezwykle ważne: więź z Chrystusem nie jest tylko moralna ani psychologiczna. Jest realna. Ma wymiar sakramentalny. Chrystus nie tylko mówi do człowieka z zewnątrz, ale daje mu udział w swoim życiu.
Miłość sprawdza się w przykazaniach
Na końcu Jezus powraca do myśli początkowej:
„Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje”.
Augustyn komentuje to bardzo konkretnie: ma przykazania ten, kto ma je w pamięci; zachowuje je ten, kto wprowadza je w życie. Ma je w słowach, zachowuje w czynach. Ma je przez słuchanie, zachowuje przez wykonywanie. Ma je przez działanie, zachowuje przez wytrwanie.
To zdanie warto zapamiętać, bo ono rozbraja wiele złudzeń. Można mieć przykazania w książce, w notatkach, w pobożnym języku, w deklaracji, w tradycji rodzinnej, a nie zachowywać ich w życiu. Sama znajomość prawdy nie jest jeszcze miłością do prawdy.
Augustyn mówi krótko: miłość musi być okazana przez uczynki, inaczej jest bezpłodnym imieniem.
To jest bardzo mocne. Miłość niepotwierdzona czynem staje się nazwą bez treści. W chrześcijaństwie słowo „miłość” nie jest watą cukrową dla duszy. Jest próbą rzeczywistości.
Sens alegoryczny i duchowy
W sensie alegorycznym dzisiejsza Ewangelia mówi o przejściu od widzialnej obecności Chrystusa do obecności niewidzialnej, ale głębszej. To przejście obejmuje całą drogę Kościoła po Wniebowstąpieniu. Uczniowie muszą nauczyć się, że Chrystus nie znika. Zmienia się sposób Jego obecności.
Przed Męką był z nimi widzialnie. Po Zmartwychwstaniu ukaże się swoim. Po Wniebowstąpieniu będzie obecny przez Ducha Świętego, przez wiarę, przez sakrament, przez zamieszkanie w duszy. To jest tajemnica Kościoła: Chrystus odchodzi, aby być bliżej.
Brzmi to paradoksalnie, ale taki właśnie jest sens tej mowy. Gdyby Chrystus pozostał wyłącznie w widzialnej postaci, byłby obecny w jednym miejscu. Przez Ducha Świętego jest obecny w całym Kościele. Gdyby był tylko obok uczniów, można by Go widzieć, słyszeć, dotknąć, ale nadal pozostać wewnętrznie nieprzemienionym. Przez Ducha Świętego chce być w uczniach. To przejście od „obok” do „wewnątrz” jest jednym z najważniejszych kluczy do tej Ewangelii.
Dzisiejsza Ewangelia prowadzi nas od lęku przed odejściem Chrystusa do zrozumienia Jego nowej obecności. Uczniowie mogli myśleć: jeśli Pan odejdzie, zostaniemy sami. Chrystus odpowiada: nie zostawię was sierotami. Dam wam Ducha Prawdy. Będę w was. Wy będziecie we Mnie. Ponieważ Ja żyję, wy także żyć będziecie. To nie jest łatwa pociecha. To jest wielka teologia nadziei.
Chrześcijanin nie żyje dlatego, że wszystko rozumie. Nie żyje dlatego, że wszystko widzi. Nie żyje dlatego, że świat stał się przyjazny. Żyje, ponieważ Chrystus żyje. A drogą do tej obecności nie jest ciekawość, nie jest sentymentalna tęsknota, nie jest samo wspomnienie Wieczernika. Drogą jest miłość, która zachowuje przykazania. Bo tam, gdzie przykazanie Chrystusa zostaje przyjęte i spełnione, tam miłość przestaje być słowem, a staje się miejscem objawienia Boga.
Maksymilian Powęski