Camino nie zaczyna się od nóg. W Bydgoszczy o drodze, która przywraca wolność
Chrystus ukazujący rany w centralnym tympanonie Portyku Chwały w katedrze w Santiago de Compostela. Fot. P. Lameiro/Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0
Pielgrzym nie idzie po to, by kolekcjonować kilometry. Idzie, ponieważ odkrył coś, dla czego warto zostawić dotychczasowy porządek, wziąć plecak i ruszyć. Podczas II Festiwalu Camino w Bydgoszczy pielgrzymowanie ukazało się jako szkoła modlitwy, wolności i spotkania z drugim człowiekiem.
Inne z kategorii
[NIEDZIELA Z TYGODNIKIEM] Czy Sobór powiedział: rób, co ci sumienie podpowiada?
Czy o Kościele można mówić, stojąc daleko od niego i próbując wychwycić dochodzące ze środka odgłosy? Można. Tyle że łatwo wówczas pomylić właściwy głos z pogłosem.
Od takiego obrazu rozpoczął homilię ks. prof. Piotr Roszak podczas Mszy św. otwierającej II Festiwal Camino w Bydgoszczy. Eucharystii w bydgoskiej katedrze przewodniczył biskup Krzysztof Włodarczyk. Uczestniczyli w niej pielgrzymi Dróg św. Jakuba oraz katecheci przygotowujący się do rozpoczęcia nowego roku szkolnego.
Podróż do wnętrza Kościoła
Zdaniem ks. prof. Roszaka Camino jest „podróżą do wnętrza Kościoła”. Nie tylko dlatego, że prowadzi do katedry w Santiago de Compostela. Pielgrzym, wychodząc z codziennego rytmu, uczy się słuchać tego, czego zazwyczaj nie słychać w kakofonii informacji, opinii i obowiązków.
Średniowieczni pątnicy pytani o powód wyprawy odpowiadali krótko: causa orationis – dla modlitwy. Nie szli przede wszystkim po cud ani po niezwykłe przeżycie. Szli, aby się modlić.
Oczywiście modlić można się także w Bydgoszczy. Kilkaset czy kilka tysięcy kilometrów nie sprawia automatycznie, że modlitwa staje się lepsza. Droga pozwala jednak zobaczyć własne życie z innej perspektywy. Proste sprawy – nocleg, posiłek, rozmowa, pomoc otrzymana od obcego człowieka – odzyskują właściwą wagę. Modlitwa podnosi umysł ku Bogu, a pielgrzymka pomaga oderwać go od spraw, które na co dzień przyciągają wzrok wyłącznie ku ziemi.
Nie chodzi o to, że życie jest złe
Kaznodzieja przywołał ewangeliczną przypowieść o kupcu, który znalazł drogocenną perłę i sprzedał wszystko, co posiadał, aby ją kupić. Nie uczynił tego dlatego, że jego dotychczasowy majątek był zły. Odkrył po prostu coś cenniejszego.
Podobne doświadczenie może stać się udziałem pielgrzyma. Nie musi on uciekać przed życiem. Może wyruszyć, ponieważ przeczuwa, że jego życie może być pełniejsze. Turysta ogląda miejsca. Pielgrzym ma cel. Nie chodzi jedynie o kierunek zaznaczony żółtymi strzałkami, lecz o porządek, który stopniowo rodzi się wewnątrz człowieka.
– Camino sprawia, że zaciągnięty przez nas hamulec ręczny ulega uwolnieniu – mówił ks. prof. Roszak.
Takim hamulcem mogą być przyzwyczajenia, lęk, dawne urazy, nieuporządkowane pragnienia albo sprawy, które z czasem urosły do rozmiarów przeszkody oddzielającej człowieka od Chrystusa. Pielgrzymka nie wykonuje pracy za człowieka. Pomaga jednak zobaczyć, co niesie on niepotrzebnie i dlaczego, mimo podejmowanych wysiłków, wciąż trudno mu ruszyć naprzód.
4600 kilometrów w jednej intencji
O tym, że najważniejsza część Camino nie daje się zmierzyć licznikiem, mówiła Dominika Kiprowska. Wyruszyła z Legionowa, aby dotrzeć do Santiago de Compostela, a następnie do Muxíi i Finisterry. W ciągu 175 dni pokonała blisko 4600 kilometrów.
Drogę podjęła w intencji dziadka. Podczas pielgrzymki otrzymała wiadomość o jego śmierci. Wróciła do Polski na pogrzeb, a następnie ponownie stanęła na szlaku.
– Za każdym razem był powód modlitwy: żeby o coś prosić albo podziękować za to, co wydarzyło się w moim życiu – opowiadała.
W jej świadectwie równie ważni jak mijane miejscowości okazali się ludzie: rodziny otwierające przed nią domy, osoby udzielające pomocy i inni pielgrzymi pojawiający się w najtrudniejszych chwilach. Samotne wędrowanie nie musiało oznaczać osamotnienia.
Najtrudniej nie dojść, lecz wyruszyć
Filozof prof. Krzysztof Stachewicz przypomniał, że człowiek ze swej natury jest istotą w drodze. Rozwija się, poszukuje pełni i potrzebuje celu. Pielgrzym różni się więc od ponowoczesnego spacerowicza, włóczęgi czy turysty poszukującego przede wszystkim kolejnych wrażeń.
– Początek jest zawsze najtrudniejszy. Nie dojść, ale ruszyć. Dać ten pierwszy krok. Bo ten pierwszy krok nie jest krokiem nóg, ale serca – przywołał słowa Wiesława Myśliwskiego.
Droga wyrywa człowieka z pośpiechu. Pozwala myślom wybrzmieć do końca, bez natychmiastowego zagłuszania ich kolejną wiadomością czy obowiązkiem. Niektórych spraw rzeczywiście nie sposób rozwiązać przy biurku. Trzeba je – jak ujął to kapelan Bydgoskiej Drogi św. Jakuba ks. dr Wojciech Ciołek – „wychodzić”.
Próg może stać się stopniem
O terapeutycznym wymiarze wędrowania mówił dr Przemysław Gorzelak. Przywołał historię wspólnej drogi z Marcinem, mężczyzną opuszczającym więzienie. Camino stało się dla niego częścią powrotu do normalnego życia: nauką odpowiedzialności, odbudowywania zaufania i podejmowania decyzji.
– Próg nie był przeszkodą, tylko stopniem – mówił psycholog.
Nie istnieje jednak cudowny skrót, dzięki któremu można przejąć cudze doświadczenie. „Mądrości nie można pożyczyć” – podkreślał Gorzelak. Pewne drogi trzeba przejść osobiście, łącznie ze zmęczeniem i pęcherzami na stopach.
Camino pozostaje przy tym doświadczeniem wspólnoty. Ks. Dariusz Doburzyński opowiadał o gospodarzach przyjmujących pielgrzymów, towarzyszach szlaku i przyjaźniach rodzących się pomimo różnic języka i pochodzenia.
– Szlak pielgrzymi jest tam, gdzie jest pielgrzym – zauważył.
Pokaż mi swoje rany
Końcową część homilii ks. prof. Roszak poświęcił Portykowi Chwały w katedrze w Santiago de Compostela. Średniowieczne dzieło mistrza Mateusza przez stulecia witało pielgrzymów u kresu wędrówki. W centrum portyku znajduje się Chrystus ukazujący rany. Droga do chwały nie jest bowiem lekka ani pozbawiona wysiłku.
Kaznodzieja przywołał przypisywaną Charles’owi Péguyemu opowieść o pytaniu, jakie człowiek może usłyszeć na sądzie Bożym: „Pokaż mi swoje rany, a zobaczę, o co walczyłeś”.
Rany pielgrzyma nie muszą więc oznaczać przegranej. Mogą świadczyć, że zmierzał ku czemuś wartościowemu. Także codzienny, niezauważony przez innych wysiłek nie ginie. Symbolizują go apokaliptyczni starcy trzymający instrumenty oraz naczynia wypełnione modlitwami świętych. U podstaw kolumn portyku znajdują się natomiast bestie – obraz tego, co człowiek musi w sobie opanować, aby odzyskać wolność.
Festiwal poprzedził pokaz filmu „Camino dla opornych”, opowiadającego o młodym człowieku, który zamiast więzienia podejmuje dwutysięczną wędrówkę do Santiago. Filmowa historia, świadectwa pielgrzymów oraz homilia w bydgoskiej katedrze spotkały się w jednym punkcie.
Camino zaczyna się bowiem jeszcze przed pierwszym krokiem – w chwili, gdy człowiek odkrywa, po co chce iść.