[NIEDZIELA Z TYGODNIKIEM] Misjonarz ma pomagać, ale nie nawracać? Tego Sobór nie powiedział!
fot. Pixabay
Szkoły, szpitale, studnie, pomoc ubogim i zwyczajna obecność wśród ludzi innych kultur. Sobór Watykański II uznał to wszystko za ważną część działalności misyjnej Kościoła. Nie powiedział jednak, że ma ona zastąpić głoszenie Ewangelii. Dekret Ad gentes mówi wprost o przepowiadaniu Chrystusa, wolnym nawróceniu, chrzcie i budowaniu miejscowych Kościołów.
Inne z kategorii
[NIEDZIELA Z TYGODNIKIEM] Czy Sobór powiedział: rób, co ci sumienie podpowiada?
[NIEDZIELA Z TYGODNIKIEM] Czy Sobór Watykański II umniejszył Matkę Bożą?
Sobór poświęcił misjom osobny dokument
Po Soborze Watykańskim II rozpowszechniło się przekonanie, że misjonarz powinien przede wszystkim „być z ludźmi”. Może prowadzić szkołę, szpital, pomagać ubogim i uczestniczyć w rozwoju miejscowej społeczności. Głoszenie wiary zaczyna się natomiast przedstawiać jako coś podejrzanego. Jeszcze bardziej podejrzane staje się samo słowo „nawrócenie”, jakby było ono sprzeczne z szacunkiem dla drugiego człowieka.
Problem polega na tym, że Sobór powiedział coś innego. Vaticanum II poświęciło działalności misyjnej osobny dekret Ad gentes. Już na początku dokument przypomina, że Kościół jest posłany do narodów i dlatego ma głosić Ewangelię wszystkim ludziom. Jeszcze wyraźniej brzmi definicja samych misji. Misjonarze idą do ludów, które nie wierzą jeszcze w Chrystusa, aby głosić Ewangelię i budować miejscowy Kościół. Celem misji pozostaje więc ewangelizacja.
Nie oznacza to oczywiście, że działalność społeczna jest czymś drugorzędnym albo nieistotnym. Sobór chciał jedynie zachować właściwy porządek. Szkoła nie zastępuje Ewangelii, a szpital nie zastępuje chrztu. Jedno i drugie należy do misji, ale nie jest tym samym.
Szpital nie może być przynętą
Mit nie powstał jednak zupełnie z niczego. Ad gentes rzeczywiście bardzo mocno podkreśla rzeczy, które wcześniej nie zawsze znajdowały się w centrum popularnego wyobrażenia o działalności misyjnej. Misjonarz ma szanować miejscową kulturę, poznawać język i tradycję ludzi, wśród których pracuje, oraz dostrzegać obecne w ich życiu dobro. Sobór posługuje się nawet tradycyjnym określeniem „ziarna Słowa”, wskazując na to, co w kulturach narodów może przygotowywać człowieka na przyjęcie Ewangelii.
Bardzo ważne miejsce zajmuje również miłość. Chrześcijańska pomoc ma być bezinteresowna. Nie wolno uzależniać leczenia, edukacji czy pomocy materialnej od przyjęcia chrztu. Chorego leczy się dlatego, że potrzebuje pomocy. Głodne dziecko karmi się dlatego, że jest głodne. Szkoła nie może być zapłatą za wysłuchanie katechezy. Sobór zachęca misjonarzy do walki z głodem, chorobami, analfabetyzmem i niesprawiedliwością. Wszystko to należy do działalności misyjnej i wszystko to ma własną wartość. Na tym jednak Ad gentes nie kończy.
Po świadectwie przychodzi głoszenie
Właśnie tutaj zaczyna się różnica między tekstem Soboru a jego późniejszą, zredukowaną interpretacją. Dokument mówi najpierw o obecności, świadectwie i miłości, a następnie przechodzi do głoszenia Ewangelii i gromadzenia Ludu Bożego. Sobór stwierdza, że gdy pojawia się możliwość głoszenia, należy z ufnością przedstawiać ludziom Boga żywego i Jezusa Chrystusa, aby mogli uwierzyć i dobrowolnie się nawrócić.
Słowo „dobrowolnie” jest tu równie ważne jak słowo „nawrócić”. Sobór nie rezygnuje z nawrócenia, ale odrzuca przymus. Ad gentes surowo sprzeciwia się zmuszaniu kogokolwiek do przyjęcia wiary i potępia nieuczciwe sposoby pozyskiwania konwertytów. Akt wiary ma być wolny, ponieważ bez wolności nie byłby prawdziwym aktem wiary.
Nie wynika z tego jednak zakaz zapraszania człowieka do Chrystusa. Sobór zakazał wymuszać nawrócenie. Nie zakazał wzywać do nawrócenia.
Dalej jest katechumenat i chrzest
Struktura Ad gentes nie pozostawia tutaj większych wątpliwości. Człowiek słyszy Ewangelię, odpowiada na nią wiarą, rozpoczyna katechumenat, przyjmuje sakramenty inicjacji i przez chrzest zostaje włączony do Ludu Bożego. W ten sposób powstaje miejscowa wspólnota Kościoła, która z czasem powinna dojrzewać i sama podejmować działalność misyjną.
Soborowa wizja misji ma więc wyraźną ciągłość. Zaczyna się od obecności i świadectwa, prowadzi przez miłość i głoszenie Chrystusa, a następnie przez wolną odpowiedź człowieka prowadzi do chrztu i budowania Kościoła. Nie da się uczciwie skrócić tego programu do działalności społecznej.
Skoro można zbawić się bez znajomości Chrystusa?
Tutaj pojawia się argument bardziej subtelny. Sobór naucza przecież, że człowiek, który bez własnej winy nie zna Ewangelii, może zostać zbawiony. Można więc zapytać, czy działalność misyjna nie staje się przez to zbędna.
Ad gentes odpowiada na to pytanie wprost. Bóg może sobie znanymi drogami doprowadzić do zbawienia człowieka, który bez własnej winy nie zna Chrystusa. Nie znosi to jednak obowiązku Kościoła głoszenia Ewangelii. Możliwość zbawienia poza widzialnymi granicami Kościoła nie oznacza, że poznanie Chrystusa jest czymś obojętnym.
Chrześcijaństwo nie jest jedynie sposobem zabezpieczenia człowieka przed potępieniem. Wiara jest dobrem. Chrzest jest dobrem. Eucharystia jest dobrem. Świadome życie w relacji z Chrystusem jest dobrem. Jeżeli chrześcijanin naprawdę w to wierzy, nie głosi Ewangelii po to, aby poprawić kościelne statystyki. Dzieli się tym, co sam uważa za najcenniejszy dar.
Prozelityzm nie jest tym samym co ewangelizacja
Późniejszą dyskusję skomplikowało dodatkowo słowo „prozelityzm”. Papież Franciszek wielokrotnie przypominał, że Kościół nie rośnie przez prozelityzm. Zdanie to bywa odczytywane tak, jakby chrześcijanin nie powinien próbować prowadzić nikogo do wiary.
Takiego wniosku wyciągać jednak nie można. Franciszek równocześnie mówił, że ludzie mają prawo usłyszeć Ewangelię, a chrześcijanie mają obowiązek ją głosić. Prozelityzm oznacza manipulację, nacisk, kupowanie przychylności, wykorzystywanie zależności albo traktowanie Kościoła jak organizacji prowadzącej rekrutację. Ewangelizacja oznacza coś innego. Jest świadectwem, głoszeniem Chrystusa i zaproszeniem człowieka do wolnej odpowiedzi.
To rozróżnienie jest bardzo bliskie samej logice Ad gentes. Sobór odrzuca przymus, ale nie odrzuca misji.
Mit, którego Sobór nie stworzył
Jan Paweł II w encyklice Redemptoris missio zauważył, że po Soborze zaczęto pytać, czy misje są jeszcze potrzebne, czy nie wystarczy dialog i czy działalność na rzecz rozwoju człowieka nie może zastąpić ewangelizacji. Sam fakt, że papież musiał odpowiadać na takie pytania, pokazuje, że problem pojawił się rzeczywiście w posoborowej recepcji.
Nie znajduje jednak podstaw w Ad gentes. Vaticanum II chciało misji bardziej świadomej godności człowieka, jego wolności i kultury. Chciało działalności naprawdę bezinteresownej i wolnej od przymusu. Nie chciało natomiast misji pozbawionej Chrystusa.
Misjonarz ma więc budować szkołę, jeśli jest potrzebna. Ma leczyć chorych, pomagać ubogim i bronić ludzkiej godności. Ma także głosić Ewangelię, ponieważ właśnie po to Kościół został posłany do narodów.
Miłość bez Ewangelii nie wyczerpuje misji, a Ewangelia bez miłości zaprzecza własnej treści. Sobór chciał jednego i drugiego.
Twierdzenie, że po Vaticanum II misjonarz powinien pomagać, ale nie prowadzić nikogo do wiary, jest więc jednym z tych zdań, których Sobór Watykański II nigdy nie wypowiedział.