Hosanna i krzyż. Co naprawdę pokazuje Niedziela Palmowa?
Niedziela Palmowa to jedno z najbardziej przejmujących wydarzeń w całym roku liturgicznym. W jednej celebracji spotykają się dwa obrazy: triumfalny wjazd Jezusa do Jerozolimy i opis Jego Męki.
Inne z kategorii
Prawo bez Boga? Biskup Tyrawa w Bydgoszczy o fundamentach cywilizacji [ZAPROSZENIE]
Zobacz też film https://www.youtube.com/watch?v=k_pcqGfcp5E
Mamy Niedzielę Palmową. Wchodzisz do kościoła z palmą. Słyszysz: Hosanna Synowi Dawida. Uroczysty wjazd Króla. A chwilę później… słyszysz opis Męki. I pojawia się pytanie: czy to tylko zmienny nastrój tłumu — czy objawienie czegoś znacznie głębszego?
W liturgii tej niedzieli dzieje się coś niezwykłego. Mamy dwie Ewangelie: o triumfalnym wjeździe do Jerozolimy i o Męce Pańskiej, dziś według św. Mateusza. To nie jest pomieszanie. To jest świadome zderzenie. Liturgia nie pozwala nam zatrzymać się na poziomie religijnej parady. Pokazuje natychmiast, że korona jest z cierni, a tron jest z krzyża.
Powiedzmy jasno: nie chodzi tylko o ludzką przewrotność — że jednego dnia „Hosanna”, a kilka dni później „Ukrzyżuj Go”. Tu odsłania się coś znacznie głębszego: Jezus naprawdę jest Królem. Nie jednym z wielu, ale Królem królów — Boskim Władcą, w którego ręku są losy wszystkich władców ziemskich. Dlatego przysługuje Mu najwyższy splendor. Ten splendor widzimy już w Apokalipsie św. Jana: „Godzien jesteś, Panie Boże nasz, otrzymać chwałę i cześć, i moc…”. Ale — i to jest klucz — tej chwały nie da się oddzielić od krzyża. „Godzien jest Baranek, który był zabity…”. Chwała i ofiara są nierozłączne.
Dlatego Niedziela Palmowa nie jest rekonstrukcją wydarzeń. To jest dzień, który stawia pytanie o zbawienie. A skoro kluczem do zbawienia jest Męka Jezusa, to pytanie brzmi: czy Jezus jest jedną z wielu dróg — czy jedyną drogą, przez którą Bóg realnie zbawia?
Postawmy to bez ucieczki w ogólniki: czy można powiedzieć, że Bóg zbawia na wiele niezależnych sposobów, a Jezus jest tylko jedną z propozycji? Dzisiejsze teksty — Ewangelia, Tradycja i Magisterium — odpowiadają jasno: nie.
Nie da się czytać Męki według św. Mateusza jako historii „tragicznego, dobrego człowieka”. To jest narracja teologiczna: o grzechu, przymierzu i dostępie do Boga. W kluczowym momencie — podczas Ostatniej Wieczerzy — Jezus mówi: „to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów”. To zdanie rozsadza każdą próbę zredukowania Jezusa tylko do nauczyciela. Nauczyciel powiedziałby: „to jest moja nauka”. Oczywiście nasz Pan jest także nauczycielem i wzywa do przestrzegania swojej nauki. Ale tu Jezus mówi coś o wiele ważniejszego: „to jest moja krew”. I mówi to w logice przymierza oraz odpuszczenia grzechów. To nie jest metafora rozwoju duchowego. To jest realne działanie zbawcze.
Mateusz notuje jeszcze jeden znak: zasłona przybytku rozdziera się na dwoje — z góry na dół. To nie jest detal scenograficzny. To jest teologia w obrazie: to, co oddzielało człowieka od Boga, zostaje rozerwane. I kiedy to się dzieje? W chwili śmierci Jezusa. Czyli dostęp do Boga nie dokonuje się obok Chrystusa, nie „równolegle”, nie „alternatywnie”. Dokonuje się w Nim i przez Jego krzyż.
Na końcu Ewangelii Mateusza Zmartwychwstały mówi: „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi” i posyła uczniów do wszystkich narodów. To nie jest propozycja dla zainteresowanych. To jest opis rzeczywistości: Chrystus ma władzę powszechną — a więc Jego zbawcze pośrednictwo jest powszechne i jedyne.
Dokładnie tak rozumiał to Kościół od początku. Meliton z Sardes mówi: Chrystus jest Tym, który realnie przeprowadza człowieka — ze śmierci do życia. Święty Augustyn dodaje: Bóg jest „Bogiem waszym — ludzi, między którymi ja jestem jako pośrednik”. Chrystus nie jest dodatkiem. Jest pomostem. Św. Atanazy ujmuje to najkrócej: „On stał się człowiekiem, abyśmy zostali przebóstwieni”. Zbawienie jest możliwe, bo Bóg wszedł w nasze człowieczeństwo.
I to jest logika Niedzieli Palmowej: zbawienie nie dzieje się wieloma równoległymi drogami. Dokonuje się w jednej drodze: we Wcieleniu i w Passze Chrystusa. Dlatego krzyż nie jest dodatkiem do chrześcijaństwa. Jest jego centrum. Palma nie jest znakiem triumfu obok krzyża. Jest zapowiedzią zwycięstwa, które dokona się właśnie na krzyżu.
Maksymilian Powęski