Religia Dzisiaj 09:33 | Redaktor
Jordan nie był dla Jezusa. Był dla nas. Teologia chrztu wyłożona w Ewangelii

Andrea del Verrocchio, Chrzest Chrystusa ok. 1472–1475, tempera na desce

Chrzest Chrystusa bywa dziś traktowany jako symboliczny początek Jego publicznej działalności. Ojcowie Kościoła widzieli w nim jednak coś znacznie głębszego: wydarzenie ściśle związane z Objawieniem Pańskim, objawienie sensu Prawa, sakramentu chrztu oraz sprawiedliwości, która nie potępia, lecz zbawia.

Chrzest Pański i Objawienie: jedno przesłanie

W tę niedzielę zreformowany kalendarz liturgiczny przewiduje święto Chrztu Pańskiego. W kalendarzu dawnym – nazywanym czasem przedsoborowym, choć określenie to nie jest ścisłe, ponieważ reforma została przeprowadzona kilka lat po Soborze – Chrzest Pański wspominano 13 stycznia, w ostatni dzień Oktawy Objawienia Pańskiego.

To zestawienie nie było przypadkowe. Wydarzenie Chrztu Pańskiego jest bowiem ściśle związane z Objawieniem – nie chronologicznie, lecz teologicznie. Choć w życiu Jezusa oba te momenty dzieli trzydzieści lat, niosą one to samo przesłanie zbawcze: Bóg się objawia. Do tej samej logiki należy także trzecie wydarzenie, tradycyjnie łączone z Objawieniem Pańskim – cud w Kanie Galilejskiej, w którym objawienie zostaje potwierdzone znakiem.

„Wtedy przyszedł Jezus” – moment teologiczny

Ewangelia czytana w zreformowanej liturgii opisuje Chrzest Chrystusa w sposób lapidarny. Warto sięgnąć po przekład ks. prof. Dąbrowskiego, który dobrze oddaje sposób, w jaki ten fragment komentują Ojcowie Kościoła:

„Wtedy przyszedł Jezus z Galilei nad Jordan do Jana, aby był ochrzczony przez niego…”

Dla Ojców Kościoła owo „wtedy” nie jest jedynie określeniem czasu. Jest momentem teologicznym. Chrystus wychodzi z ukrycia, kończy okres milczenia i pozwala się rozpoznać światu – nie przez cud, nie przez słowo, lecz przez posłuszeństwo.

Zwracają oni uwagę, że Jezus ma wówczas trzydzieści lat – wiek dojrzałości. Nie jest to detal biograficzny, lecz zasada: nikt nie naucza ani nie przewodzi w imieniu Boga bez pełni odpowiedzialności. Chrystus nie przychodzi wcześniej, choć mógł. Nie spieszy się z objawieniem. Cierpliwość Boga jest częścią Objawienia.

Prawo wypełnione, nie zniesione

Jan Chryzostom wydobywa w tym miejscu motyw kluczowy dla zrozumienia chrztu Chrystusa. Jezus przyjmuje chrzest nie jako grzesznik, lecz jako Ten, który chce doprowadzić Prawo do pełni.

Chrystus nie znosi Prawa dlatego, że nie jest w stanie go zachować,
lecz zachowuje je do końca, aby jego późniejsze przekroczenie (transcendowanie) było wypełnieniem, a nie ucieczką.

Dzięki temu, gdy Prawo ustąpi miejsca Ewangelii, nikt nie będzie mógł powiedzieć, że zostało unieważnione z powodu niemożności jego zachowania. Ewangelia nie rodzi się z buntu wobec Prawa, lecz z jego wypełnienia.

Galilea i Jordan: droga uniżenia

Ojcowie odczytują także symbolikę miejsc. Galilea oznacza „przejście”, Jordan – „zstąpienie”. Droga Chrystusa ku chrztowi jest więc drogą przejścia i uniżenia. Kto chce być ochrzczony, musi – jak mówią Ojcowie – przejść od wady do cnoty i zejść w dół.

Jordan, przypomina Ambroży, jest rzeką cudów. Niegdyś jego wody cofały się przed Arką Przymierza, teraz cofają się grzechy. Eliasz rozdzielił wody – Chrystus oddziela grzech od człowieka.

Chrystus nie zostaje oczyszczony – Chrystus oczyszcza

Najważniejsze jednak jest to, że Chrystus nie przychodzi nad Jordan, by otrzymać oczyszczenie. Przychodzi, by nadać wodzie nową skuteczność. Ojcowie są tu jednoznaczni: Jezus nie zostaje oczyszczony – On oczyszcza.

Od momentu, gdy zanurza się w wodzie, woda otrzymuje nową moc: moc sięgającą sumienia i wnętrza człowieka. Sakrament nie działa magicznie, lecz realnie – ponieważ działa w nim Chrystus.

Sprzeciw Jana i granica religijnego rozumu

Sprzeciw Jana Chrzciciela nie jest grzecznościową formułą. Musi on wybrzmieć, aby nikt nie pomyślał, że Chrystus przychodzi nad Jordan jako grzesznik. Jan rozumie porządek teologiczny: wszelkie dobro zstępuje z nieba na ziemię, nie wstępuje z ziemi do nieba.

I właśnie dlatego ten porządek musi zostać przekroczony. Jan odrzuca chrzest Chrystusa jako Boga. Chrystus domaga się go jako człowiek. To napięcie jest fundamentalne: Jezus nie rezygnuje ani z boskości, ani z człowieczeństwa. Chrzest dotyczy przyjętej natury ludzkiej.

„Wypełnić wszelką sprawiedliwość”

Słowa: „bo tak nam przystoi wypełnić wszelką sprawiedliwość” stanowią centrum perykopy. Ojcowie konsekwentnie odrzucają ich moralistyczne odczytanie. Chrystus nie „staje się sprawiedliwy” przez chrzest. Sprawiedliwość, którą wypełnia, nie jest jedną normą, lecz całym porządkiem zbawienia.

Skoro Chrystus przyjął chrzest z rąk sługi, pycha ochrzczonych nie ma żadnego usprawiedliwienia.

Otwarte niebiosa i Duch w postaci gołębicy

Otwarcie niebios nie oznacza zmiany po stronie Boga, lecz dar dla człowieka. Chrzest otwiera dostęp do nieba. Bez Chrystusa dostęp ten pozostaje niemożliwy.

Zstępujący Duch w postaci gołębicy nie oznacza wcielenia, lecz objawienie. Gołębica jest znakiem miłości – jedynej cnoty, której duch nieczysty nie potrafi podrobić. Obraz ten zostaje dopełniony przez echo arki Noego: tam gołębica przyniosła znak końca gniewu, tutaj przynosi synostwo.

Głos Ojca i objawienie Syna

Na końcu rozlega się głos Ojca: „To jest mój Syn umiłowany”. Nie jest to zapowiedź, lecz publiczne wskazanie. Synostwo Chrystusa nie jest adopcją, lecz naturą. Trójca objawia się nie w teorii, lecz w wydarzeniu: Syn w wodzie, Duch zstępujący, Ojciec mówiący.

Sprawiedliwość, która zbawia

Chrzest Chrystusa nie jest sentymentalną inauguracją działalności. Jest teologicznym rdzeniem sakramentu chrztu.
Chrystus nie potrzebuje wody – to woda potrzebuje Chrystusa.
Nie przychodzi po oczyszczenie – przynosi oczyszczenie.
Nie uczy przez słowa – uczy przez posłuszeństwo.

Dlatego przeciwstawianie sprawiedliwości miłosierdziu jest bez sensu. Sprawiedliwość, która zbawia, to synteza całej działalności Odkupiciela.

Maksymilian Powęski

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor
-->