[NIEDZIELA Z TYGODNIKIEM] Święto, które zniknęło. Co tracimy bez dawnego Wniebowstąpienia?
Przez wieki Wniebowstąpienie Pańskie miało swój wyraźny dzień w kalendarzu: czwartek, czterdziesty dzień po Wielkanocy. Dziś w Polsce uroczystość obchodzona jest w niedzielę. To rozwiązanie praktyczne, ale rodzi pytanie: czy wraz z tą zmianą nie utraciliśmy czegoś ważnego — świadomości rytmu liturgicznego i sensu czasu między Zmartwychwstaniem, Wniebowstąpieniem a Pięćdziesiątnicą?
Inne z kategorii
Święto czterdziestego dnia
W kalendarzu Kościoła katolickiego przez stulecia Wniebowstąpienie Pańskie obchodzono w czwartek, czterdziestego dnia po Wielkanocy. Nie był to przypadek ani wyłącznie utrwalony zwyczaj. Ten dzień nawiązywał bezpośrednio do Dziejów Apostolskich, gdzie czytamy, że zmartwychwstały Chrystus ukazywał się uczniom przez czterdzieści dni i mówił im o królestwie Bożym.
Liczba czterdzieści ma w Biblii szczególne znaczenie. To czas próby, oczyszczenia, przygotowania i przejścia. Czterdzieści dni potopu, czterdzieści lat wędrówki Izraela przez pustynię, czterdzieści dni Mojżesza na górze, czterdzieści dni Eliasza w drodze na Horeb, czterdzieści dni postu Chrystusa na pustyni — wszystkie te wydarzenia układają się w głęboki rytm biblijnego myślenia.
Wniebowstąpienie obchodzone czterdziestego dnia po Wielkanocy wpisywało się właśnie w ten rytm. Pokazywało, że po czasie spotkań ze Zmartwychwstałym następuje przejście do nowego etapu: Chrystus odchodzi do Ojca, a uczniowie mają oczekiwać na zesłanie Ducha Świętego.
Kiedy święto stapia się z niedzielą
W Polsce Wniebowstąpienie Pańskie zostało przeniesione z czwartku na VII niedzielę wielkanocną. Zapewne intencja była duszpasterska: skoro czwartek nie jest dniem wolnym od pracy, większa liczba wiernych może uczestniczyć we Mszy świętej właśnie w niedzielę.
To argument zrozumiały. A jednak coś przy tej zmianie zostało utracone.
Kiedy święto wypada w osobny dzień tygodnia, człowiek musi je zauważyć. Ono wyrywa go z codziennego rytmu i przypomina, że kalendarz liturgiczny nie jest tylko dodatkiem do zwykłego terminarza. Czas Kościoła biegnie własnym porządkiem.
Gdy natomiast uroczystość zostaje przeniesiona na niedzielę, wielu wiernych przestaje przeżywać ją jako osobne święto. Ona niejako stapia się z niedzielą. Z punktu widzenia praktyki parafialnej może to być wygodniejsze, ale z punktu widzenia świadomości religijnej bywa mniej czytelne.
Dawniej kalendarz mówił: „zatrzymaj się, dziś jest czterdziesty dzień”. Dziś mówi raczej: „w najbliższą niedzielę będą inne czytania”. Różnica wydaje się subtelna, ale w praktyce to właśnie takie znaki kształtują wyobraźnię religijną. Kalendarz liturgiczny bywa katechizmem zapisanym w czasie.
Dlaczego Ewangelia z VII niedzieli wielkanocnej?
W związku z tym pojawia się pytanie: którą Ewangelię komentować — tę z uroczystości Wniebowstąpienia czy tę, która w lekcjonarzu przypada na VII niedzielę wielkanocną?
W najnowszym komentarzu wybrana została druga możliwość: Ewangelia według św. Jana 17, 1–11a, czyli początek wielkiej modlitwy arcykapłańskiej Chrystusa.
To wybór nieprzypadkowy. Ten tekst znakomicie pasuje do czasu między Wniebowstąpieniem a Pięćdziesiątnicą. Jezus mówi w nim:
„A teraz już nie jestem na świecie, ale oni są na świecie, a Ja idę do Ciebie”.
To zdanie opisuje sytuację Kościoła po Wniebowstąpieniu: Chrystus odchodzi do Ojca, uczniowie zostają na świecie, a Duch Święty ma dopiero zostać zesłany. Jest to czas oczekiwania, skupienia i modlitwy.
Chrystus modli się za swoich
Modlitwa arcykapłańska nie jest tylko prywatną modlitwą Jezusa. To modlitwa wypowiedziana wobec uczniów. Chrystus nie tylko zwraca się do Ojca, ale zarazem uczy swoich, jak należy przeżywać godzinę próby.
Św. Jan Chryzostom zauważał, że po słowach zapowiadających ucisk Jezus przechodzi od pouczeń do modlitwy. W ten sposób pokazuje, że w doświadczeniu cierpienia i niepewności człowiek powinien zwrócić się ku Bogu.
Jezus mówi: „Ojcze, nadeszła godzina”. Nie chodzi tu jednak o ślepy los ani bezosobową konieczność. Św. Augustyn przestrzegał przed takim rozumieniem. Godzina Jezusa nie jest triumfem przypadku ani fatalizmu, lecz godziną Bożego zamysłu. To nie gwiazdy skazują na śmierć Stwórcę gwiazd.
Z zewnątrz męka Chrystusa wygląda jak zwycięstwo chaosu: zdrada, fałszywy sąd, przemoc, polityczny cynizm. Od wewnątrz jest jednak godziną posłuszeństwa Syna wobec Ojca.
Chwała, która przechodzi przez krzyż
W tej samej modlitwie Jezus prosi: „Otocz swego Syna chwałą”. To zdumiewające, bo zaraz potem przyjdą pojmanie, biczowanie i krzyż.
Ojcowie Kościoła zwracali uwagę na ten paradoks. Chwała Chrystusa nie omija krzyża, ale przez krzyż przechodzi. Właśnie w godzinie największego poniżenia objawia się prawda o Synu Bożym.
Św. Augustyn porównywał mękę do zasiewu ziarna pokory, którego owocem będzie chwała zmartwychwstania i wywyższenia. Dla chrześcijanina to jedna z najtrudniejszych prawd Ewangelii: chwała Boga nie zawsze wygląda jak zewnętrzny sukces. Czasem objawia się najpełniej tam, gdzie Syn jest najbardziej posłuszny Ojcu.
Życie wieczne to poznanie Boga
W Ewangelii pada też jedno z najważniejszych zdań św. Jana:
„A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa”.
Życie wieczne nie zostaje tu opisane jedynie jako nieskończone trwanie. Nie chodzi po prostu o życie bez końca. Chodzi o poznanie Boga — ale poznanie rozumiane biblijnie: jako komunia, uczestnictwo, wejście w relację.
Nie wystarczy wiedzieć coś o Bogu. Chrześcijaństwo nie jest zbiorem religijnych informacji. Życie wieczne zaczyna się tam, gdzie człowiek naprawdę poznaje Boga w Chrystusie.
Kościół między Wniebowstąpieniem a Pięćdziesiątnicą
Właśnie dlatego Ewangelia z VII niedzieli wielkanocnej tak dobrze pasuje do niedzieli po Wniebowstąpieniu.
Wniebowstąpienie mówi: Chrystus odchodzi do Ojca. Modlitwa arcykapłańska dopowiada: odchodząc, nie zostawia uczniów samych. Dzieje Apostolskie pokazują: uczniowie trwają jednomyślnie na modlitwie, oczekując na Ducha Świętego.
Zanim Kościół zacznie działać, zanim Apostołowie zaczną głosić, zanim ruszą na krańce świata, najpierw Chrystus modli się za swoich. Kościół nie zaczyna się od strategii, struktur ani planów działania. Zaczyna się od modlitwy Syna do Ojca.
To ważna prawda również dziś. Kościół trwa nie dlatego, że jego uczniowie są silni, doskonale zorganizowani i zawsze odważni. Trwa dlatego, że Chrystus modli się za swoich.
Odzyskać sens czasu
Warto pamiętać o dawnym czwartku Wniebowstąpienia. Nie po to, by prowadzić kalendarzową archeologię ani spierać się o samą zmianę daty. Raczej po to, by odzyskać sens czasu liturgicznego.
Czterdzieści dni od Wielkanocy, Wniebowstąpienie, dni oczekiwania, Pięćdziesiątnica — to nie są tylko kolejne punkty w kalendarzu. To rytm wiary. Kiedy gubimy rytm czasu świętego, łatwo gubimy także sens wydarzeń, które ten czas miał nam przypominać.
