Religia Dzisiaj 12:43 | Redaktor
Kielich, który nie szkodzi. Dlaczego w dzień św. Jana święci się wino

El-Greco, Święty Jan Ewangelista

27 grudnia, tuż po Bożym Narodzeniu, Kościół obchodzi wspomnienie św. Jana Apostoła i Ewangelisty. W kalendarzu liturgicznym to dzień szczególny: radosny, jeszcze zanurzony w świetle Wcielenia, a zarazem naznaczony bardzo konkretną, dziś już rzadko praktykowaną tradycją — błogosławieństwem wina.

Zwyczaj ten bywa dziś traktowany jako osobliwość z dawnych czasów, tymczasem jego korzenie sięgają starożytności, a sama tradycja wyrasta z przekazów, które — nawet jeśli mają charakter apokryficzny — przez wieki były traktowane jako istotna część chrześcijańskiej pamięci.

Wino w dniu umiłowanego ucznia

Błogosławieństwo wina w święto św. Jana nie jest wytworem ludowej fantazji ani dodatkiem „spoza liturgii”. Przez stulecia należało ono do oficjalnej praktyki Kościoła łacińskiego. Jeszcze w Rituale Romanum z 1614 roku znajduje się osobna formuła zatytułowana Benedictio vini in festo Sancti Ioannis Apostoli et Evangelistae. Kapłan modli się w niej, aby wino, spożywane z wiarą, było dla wiernych znakiem Bożej opieki, ochrony przed chorobą i duchowej pomyślności.

W praktyce wino przynoszono do kościoła 27 grudnia, błogosławiono po Mszy, a następnie spożywano w domach — często w gronie rodziny, z krótką modlitwą. Był to gest prosty, ale znaczący: codzienny napój zostawał włączony w przestrzeń wiary. Kościół przypominał w ten sposób, że łaska nie unosi się ponad rzeczywistością, lecz dotyka jej właśnie tam, gdzie jest najbardziej zwyczajna.

Opowieść o zatrutym kielichu

Dlaczego jednak właśnie wino? Odpowiedź prowadzi nas do bardzo starej tradycji, której źródłem jest legenda o zatrutym kielichu św. Jana. Jej najpełniejszą wersję znajdujemy w apokryficznych Dziejach Jana (Acta Iohannis), powstałych prawdopodobnie w II wieku. Według tego przekazu Jan został zmuszony do wypicia kielicha wina zatrutego przez swoich przeciwników. Apostoł uczynił jednak znak krzyża, wypił wino bez żadnej szkody, podczas gdy sam truciciel poniósł śmierć.

Dla współczesnego czytelnika jest to opowieść wyraźnie legendarna, ale w starożytności nie była traktowana jako literacka fantazja. Przeciwnie — motyw cudownej ochrony Jana był powszechnie znany i przywoływany. Tertulian, św. Hieronim czy św. Augustyn nie zawsze cytują samą historię wprost, ale nawiązują do przekonania, że Jan cieszył się szczególną Bożą opieką i że żadne niebezpieczeństwo nie mogło mu zaszkodzić. Apokryf, nawet jeśli nie miał statusu Pisma Świętego, stał się nośnikiem treści, które Kościół uznał za zgodne z wiarą.

Kielich i wąż — obraz, który nauczał

Legenda szybko znalazła swój wyraz w sztuce. Kielich stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych atrybutów św. Jana. W ikonografii bizantyjskiej i zachodniej Apostoł niemal zawsze trzyma naczynie z winem, z którego często wychodzi wąż — symbol trucizny i śmierci. Jan nie odwraca wzroku, nie cofa się, nie zdradza lęku. Pije spokojnie, ufając Bogu.

Sztuka chrześcijańska przez wieki pełniła rolę katechezy. Motyw kielicha św. Jana nie był dekoracją, lecz obrazowym streszczeniem tradycji, znanej wiernym nawet wtedy, gdy nie potrafili jej odtworzyć słowami. Wino, które nie szkodzi, stawało się znakiem wiary silniejszej niż śmierć.

Sens teologiczny, nie magia

Kościół nigdy nie uczył, że wino św. Jana ma magiczne właściwości. Jego znaczenie jest znacznie głębsze. Wino w Biblii jest znakiem radości i błogosławieństwa stworzenia: „wino rozwesela serce człowieka” — mówi Psalm 104. Jan jest natomiast tym uczniem, który podczas Ostatniej Wieczerzy spoczywał na piersi Chrystusa i który do końca pozostał świadkiem miłości.

Zatruty kielich symbolizuje świat dotknięty grzechem, nieufnością i przemocą. Błogosławieństwo wina w dzień św. Jana przypomina, że łaska nie polega na ucieczce od świata, lecz na jego przemianie. To, co naturalne, może zostać oczyszczone; to, co potencjalnie groźne, może stać się znakiem dobra. W tym sensie tradycja ta była także żywym komentarzem do słów z dłuższego zakończenia Ewangelii Marka: „jeśliby co zatrutego wypili, nie zaszkodzi im” — słów, które starożytna tradycja chętnie odnosiła właśnie do Jana.

Zwyczaj, który mówi więcej niż się wydaje

W średniowieczu wino św. Jana pito „na zdrowie duszy i ciała”, podawano chorym, przechowywano w domach jako znak błogosławieństwa na cały rok. Nie chodziło o przesąd, lecz o sakramentalny gest, który uczył patrzeć na codzienność w świetle wiary.

Dziś, w świecie certyfikatów, norm i badań laboratoryjnych, zwyczaj ten może wydawać się anachroniczny. A jednak Kościół przez wieki nie wahał się błogosławić wina w dzień św. Jana — po staremu, bez pośpiechu, przypominając, że nie wszystko, co naprawdę ważne, da się opisać językiem chemii i procedur. Czasem wystarczy kielich, modlitwa i pamięć o Apostole, który zaufał Bogu do końca.

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor
-->