Kościół katolicki tylko jedną z dróg? Tego Sobór nie powiedział
fot. Lothar Wolleh, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=19747442
Jedno łacińskie wyrażenie z konstytucji „Lumen gentium” stało się źródłem wielkiego sporu o Sobór Watykański II. Chodzi o słynne „subsistit in”. Czy Sobór powiedział przez to, że Kościół Chrystusowy „może być wszędzie”, a Kościół katolicki jest tylko jedną z wielu realizacji? Nie. Tekst Soboru mówi coś innego: jedyny Kościół Chrystusowy trwa w Kościele katolickim, choć poza jego widzialnymi granicami istnieją prawdziwe pierwiastki uświęcenia i prawdy.
Inne z kategorii
„Christianitas” wobec święceń FSSPX: jest inna droga tradycji
Między wiarą a niewiarą. Biskup Jan Tyrawa zaprasza na wykład o ateizmie
Spór o jedno słowo
Wokół Soboru Watykańskiego II narosło wiele mitów. Niektóre dotyczą liturgii. Inne dotyczą wolności religijnej, Pisma Świętego albo dialogu ze światem. Jeden z najważniejszych dotyczy jednak samego Kościoła.
Mit brzmi następująco: Sobór miał rzekomo zrezygnować z dawnej nauki, że Kościół Chrystusowy jest Kościołem katolickim. Zamiast tego miał powiedzieć, że Kościół Chrystusowy „trwa” w Kościele katolickim. Łacińskie wyrażenie subsistit in zaczęto więc tłumaczyć tak, jakby Kościół Chrystusowy mógł istnieć po trochu wszędzie: trochę w katolicyzmie, trochę w prawosławiu, trochę w protestantyzmie, trochę w różnych wspólnotach chrześcijańskich.
W tej interpretacji Kościół katolicki nie byłby już pełnią ustanowionego przez Chrystusa Kościoła. Stałby się jedną z historycznych form większej rzeczywistości. Może najpełniejszą, może najstarszą, może najbardziej uporządkowaną, ale jednak tylko jedną z wielu.
Problem polega na tym, że Lumen gentium tego nie mówi.
Co mówi Lumen gentium?
W ósmym punkcie konstytucji dogmatycznej o Kościele Sobór mówi o jednym Kościele Chrystusowym, który wyznajemy w Credo jako jeden, święty, katolicki i apostolski. Ten Kościół, ustanowiony i zorganizowany na tym świecie jako społeczność, „trwa” w Kościele katolickim, rządzonym przez następcę Piotra oraz biskupów pozostających z nim w jedności.
To zdanie jest bardzo mocne. Nie mówi ono o niewidzialnej idei Kościoła. Nie mówi o duchowej federacji wszystkich chrześcijan. Nie mówi o sumie różnych wyznań. Mówi o Kościele ustanowionym i zorganizowanym na tym świecie jako społeczność. Wskazuje też konkretnie na Kościół rządzony przez następcę Piotra i biskupów pozostających z nim w komunii.
Sobór dodaje jednak drugie zdanie, bez którego nie można zrozumieć całej sprawy. Poza widzialnym organizmem Kościoła katolickiego znajdują się liczne pierwiastki uświęcenia i prawdy. One nie są pozorem. Nie są religijną dekoracją. Nie są chrześcijaństwem „na niby”.
Chrzest udzielony ważnie poza Kościołem katolickim jest prawdziwym chrztem. Pismo Święte czytane przez protestantów pozostaje słowem Bożym. W Kościołach wschodnich, które nie są w pełnej jedności z Rzymem, istnieją prawdziwe sakramenty i sukcesja apostolska. Sobór chciał to powiedzieć uczciwie, nie naruszając zarazem nauki o jedyności Kościoła katolickiego.
Dlaczego nie napisano po prostu: „jest”?
Właśnie tu pojawia się pytanie najważniejsze: dlaczego Sobór nie pozostawił prostego sformułowania, że Kościół Chrystusowy „jest” Kościołem katolickim?
Nie dlatego, że chciał temu zaprzeczyć. Nie dlatego, że uznał Kościół katolicki za jedną z wielu równorzędnych dróg. Nie dlatego, że rozproszył pełnię Kościoła Chrystusowego między różne wyznania.
Formuła subsistit in miała utrzymać dwie prawdy naraz. Pierwsza brzmi: Kościół Chrystusowy trwa w pełni i historycznie w Kościele katolickim. Druga brzmi: poza widzialnymi granicami Kościoła katolickiego istnieją prawdziwe elementy uświęcenia i prawdy.
Samo „jest” mogło być odczytywane tak, jakby poza widzialną strukturą katolicyzmu nie istniało nic, co naprawdę należy do Kościoła Chrystusowego. Subsistit in pozwala powiedzieć więcej. Pełnia jest w Kościele katolickim, ale nie wszystko, co należy do Kościoła Chrystusowego, znajduje się wyłącznie w jego widzialnych granicach.
To nie jest ustępstwo na rzecz relatywizmu. To jest precyzja katolickiej eklezjologii.
Dwie błędne interpretacje
Mit o subsistit in ma dwie wersje. Pierwsza jest progresywna. Według niej Sobór miał odejść od wyłącznej tożsamości Kościoła Chrystusowego i Kościoła katolickiego. Kościół katolicki byłby jedną z realizacji większej rzeczywistości. Różne wyznania miałyby posiadać fragmenty całości, a Kościół Chrystusowy byłby czymś w rodzaju sumy wszystkich chrześcijańskich doświadczeń.
Druga wersja jest tradycjonalistyczna. Według niej samo użycie subsistit in zamiast prostego „jest” dowodzi zerwania z wcześniejszą nauką. Skoro Sobór użył nowego słowa, to miał otworzyć drzwi do nowej eklezjologii.
Paradoks polega na tym, że obie strony często zgadzają się co do najważniejszego założenia. Progresista mówi: Sobór odszedł od dawnej nauki i dobrze. Tradycjonalista odpowiada: Sobór odszedł od dawnej nauki i źle. Tymczasem katolicka odpowiedź powinna najpierw zapytać, czy Sobór rzeczywiście odszedł od tej nauki.
Tekst Lumen gentium nie daje podstaw do takiej tezy.
Późniejsze wyjaśnienia Kościoła
Sprawa była na tyle ważna, że Stolica Apostolska wracała do niej kilkakrotnie. Deklaracja Dominus Iesus z 2000 roku przypomniała, że wyrażenie subsistit in nie znosi tożsamości Kościoła Chrystusowego i Kościoła katolickiego. Ma ono pogodzić dwie prawdy: Kościół Chrystusowy nadal istnieje w pełni tylko w Kościele katolickim, a poza jego widzialną strukturą znajdują się liczne elementy uświęcenia i prawdy.
Kongregacja Nauki Wiary w 2007 roku powiedziała to jeszcze wyraźniej. Sobór nie zmienił nauki o Kościele, lecz ją rozwinął, pogłębił i pełniej wyraził. Słowo subsistit oznacza trwałą historyczną ciągłość i obecność wszystkich elementów ustanowionych przez Chrystusa w Kościele katolickim.
To dopowiedzenie jest kluczowe. Kościół nie rozumie subsistit in jako furtki do twierdzenia, że Kościół Chrystusowy jest „wszędzie po trochu”. Pełnia Kościoła Chrystusowego trwa w Kościele katolickim. Poza jego widzialnymi granicami istnieją natomiast elementy, które należą do tej pełni i dlatego ku niej prowadzą.
Paweł Milcarek zwracał uwagę, że subsistit in należy do tych miejsc Soboru, które bywają czytane jako zerwanie z wcześniejszą nauką. Jego podejście wydaje się tu bardzo trzeźwe. Nie wolno udawać, że problemu interpretacyjnego nie ma. Nie wolno jednak także wycinać tego sformułowania „w imię Tradycji”, skoro może być ono rozumiane jako rozwinięcie, a nie zaprzeczenie wcześniejszego nauczania.
Co jest poza widzialnymi granicami?
Sobór mówi o „pierwiastkach uświęcenia i prawdy”. To określenie nie jest ozdobnikiem. Chodzi o rzeczywiste dobra chrześcijańskie: Pismo Święte, chrzest, modlitwę, wiarę w Chrystusa, dary Ducha Świętego, a w Kościołach wschodnich także ważne sakramenty i sukcesję apostolską.
Katolik nie musi udawać, że tych dóbr nie ma. Więcej: nie wolno mu tego robić. Byłoby to nieuczciwe wobec prawdy i wobec działania łaski Bożej.
Trzeba jednak postawić pytanie, do kogo te dobra należą. Sobór odpowiada: należą do Kościoła Chrystusowego. Skoro zaś Kościół Chrystusowy trwa w Kościele katolickim, to owe pierwiastki nie tworzą alternatywnych Kościołów Chrystusowych. Mają wewnętrzną dynamikę ku pełnej jedności.
Są jak fragmenty rodzinnego dziedzictwa, które znalazły się poza domem. Nie przestają być cenne. Nie przestają być prawdziwe. Właśnie dlatego wskazują na dom, z którego pochodzą.
Pełnia bez triumfalizmu
Prawda o subsistit in wymaga dwóch rzeczy naraz. Pierwsza to odrzucenie relatywizmu eklezjologicznego. Kościół katolicki nie jest jedną z wielu równorzędnych dróg. Nie jest tylko największą denominacją chrześcijańską. Nie jest jedną z gałęzi większego drzewa, które dopiero wszystkie razem tworzą Kościół Chrystusowy.
Druga rzecz to odrzucenie fałszywego uproszczenia, jakby poza widzialnymi granicami katolicyzmu nie było żadnego działania łaski. Takie stanowisko nie jest bardziej katolickie. Jest mniej katolickie, bo nie widzi prawdy tam, gdzie sam Sobór każe ją widzieć.
Katolicka odpowiedź brzmi inaczej: pełnia Kościoła Chrystusowego trwa w Kościele katolickim, a wszystko, co prawdziwie chrześcijańskie poza jego widzialnymi granicami, należy do tej pełni i ku niej prowadzi.
Ta prawda nie potrzebuje triumfalizmu. Potrzebuje precyzji.
Tego Sobór nie powiedział
Sobór nie powiedział, że Kościół katolicki jest jedną z wielu realizacji Kościoła Chrystusowego. Nie powiedział, że pełnia Kościoła została rozproszona między różnymi wyznaniami. Nie powiedział, że Kościół Chrystusowy jest niewidzialną sumą wszystkich wspólnot chrześcijańskich.
Sobór powiedział, że jeden Kościół Chrystusowy trwa w Kościele katolickim, rządzonym przez następcę Piotra i biskupów pozostających z nim w jedności. Powiedział także, że poza widzialnym organizmem tego Kościoła istnieją liczne pierwiastki uświęcenia i prawdy.
Sens subsistit in można streścić krótko: Kościół Chrystusowy nie jest wszędzie po trochu. Trwa w pełni i historycznie w Kościele katolickim. Poza jego widzialnymi granicami istnieją jednak prawdziwe elementy uświęcenia i prawdy, które do niego należą i ku niemu prowadzą.
Sobór Watykański II nie rozpuścił Kościoła w ekumenicznej mgiełce. Nie powiedział też, że poza granicami katolicyzmu jest tylko pustka. Powiedział coś bardziej precyzyjnego i bardziej wymagającego.
Pełnia jest w Kościele katolickim. Łaska Boża działa także tam, gdzie znajdują się elementy należące do tej pełni. Wszystko, co prawdziwie chrześcijańskie, nie prowadzi od Kościoła katolickiego, lecz ku pełnej jedności z nim.
Cała reszta — opowieść o katolicyzmie jako jednej z wielu opcji, o Kościele Chrystusowym rozproszonym po wszystkich wyznaniach i o Soborze, który rzekomo zrezygnował z jedyności Kościoła — jest jednym z tych zdań, których Sobór Watykański II nigdy nie powiedział.
Maksymilian Powęski