Ślepota, która widzi. O cudzie z Ewangelii i dramacie faryzeuszów
Ewangelia o uzdrowieniu niewidomego od urodzenia należy do najbardziej dramatycznych scen w całej Ewangelii św. Jana. Ojcowie Kościoła czytali ją nie tylko jako opis cudu, ale jako opowieść o duchowej ślepocie człowieka i o światle, które przynosi Chrystus. W tej scenie spotykają się dwa światy: prosty człowiek, który odzyskuje wzrok i wiarę, oraz uczeni w Piśmie, którzy – przekonani o własnej wiedzy – pozostają ślepi.
Inne z kategorii
Jezus i Samarytanka. Ewangelia o pragnieniu, którego nie gasi żadna studnia
Czy cierpienie ma sens? O. Jacek Salij o trudnej prawdzie życia
Tradycyjnie w czwartą niedzielę Wielkiego Postu czytano Ewangelię o rozmnożeniu chleba. Korespondowało to ze słynną antyfoną Lætare Jerusalem – „Raduj się, Jerozolimo… nasyćcie się u źródeł waszej pociechy”.
Jerozolima w całym Starym Testamencie jest symbolem ostatecznej chwały Boga. W kontekście misji Chrystusa staje się miejscem Jego Paschy – ofiary i triumfu. Gdy mija połowa Wielkiego Postu, liturgia zaczyna już ukazywać nadchodzącą radość. Symbolizuje ją chleb obficie rozdawany wszystkim, którzy przyszli słuchać Jezusa.
W obecnym układzie czytań tej niedzieli słyszymy jednak inną Ewangelię: opis uzdrowienia niewidomego od urodzenia. To jedno z najbardziej dramatycznych opowiadań w całej Ewangelii św. Jana. Apostoł prowadzi narrację z niezwykłym napięciem – niemal jak w dobrze skonstruowanym dramacie.
Akcja rozgrywa się w Jerozolimie, gdzie konflikt Jezusa z faryzeuszami osiąga już bardzo ostry etap.
W poprzednich rozdziałach widzimy Jezusa nauczającego w świątyni podczas świąt. Mówi wtedy słowa, które musiały brzmieć jak prowokacja: „Jeśli ktoś pragnie, niech przyjdzie do mnie i pije”. W odpowiedzi przeciwnicy chcą Go pojmać.
Potem następuje scena z kobietą przyłapaną na cudzołóstwie. Spór zaczyna koncentrować się wokół istoty grzechu. Jezus nie zaprzecza winie kobiety, ale stawia pytanie: „Kto z was jest bez grzechu?”
Gdy Żydzi powołują się na Abrahama, słyszą słowa jeszcze ostrzejsze:
„Gdybyście byli synami Abrahama, spełnialibyście uczynki Abrahama. Lecz wy usiłujecie mnie zabić – człowieka, który mówi wam prawdę”.
Właśnie po tej rozmowie Jezus wychodzi ze świątyni.
„A przechodząc, ujrzał człowieka niewidomego od urodzenia”.
Uczniowie pytają:
„Rabbi, kto zgrzeszył – on czy jego rodzice – że urodził się niewidomy?”
Św. Jan Chryzostom zauważa, że pytanie to wynikało z wcześniejszych słów Jezusa wypowiedzianych przy uzdrowieniu paralityka: „Oto wyzdrowiałeś – nie grzesz więcej”. Uczniowie przypuszczają więc, że każda choroba jest bezpośrednią karą za grzech.
Chrystus jednak odrzuca tę interpretację:
„Ani on nie zgrzeszył, ani jego rodzice. Stało się tak, aby objawiły się na nim dzieła Boże”.
Św. Augustyn dodaje ważne wyjaśnienie: człowiek ten oczywiście był grzesznikiem – jak każdy człowiek. Ale jego ślepota nie była karą za konkretny grzech.
Następnie Jezus czyni gest niezwykły: sporządza błoto ze śliny i nakłada je na oczy niewidomego.
Augustyn widzi w tym głęboki symbol. Ślina Chrystusa oznacza Słowo Boże, a ziemia – ludzką naturę. Błoto jest więc obrazem tajemnicy Wcielenia: Słowo stało się ciałem.
Niewidomy zostaje potem posłany do sadzawki Siloe. Ewangelista wyjaśnia znaczenie tej nazwy: „Posłany”.
Dla Ojców Kościoła jest to obraz chrztu. Człowiek najpierw zostaje namaszczony, potem obmyty – i dopiero wtedy naprawdę widzi.
Cud jednak natychmiast staje się przedmiotem dochodzenia.
Faryzeusze nie chcą uwierzyć, że człowiek był naprawdę niewidomy. Wzywają jego rodziców. Ci potwierdzają fakt, ale boją się mówić o cudzie, ponieważ – jak pisze Ewangelista – postanowiono już, że kto wyzna Jezusa jako Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi.
W końcu przywołują uzdrowionego jeszcze raz i mówią:
„Oddaj chwałę Bogu – my wiemy, że ten człowiek jest grzesznikiem”.
Odpowiedź niewidomego jest niezwykła w swej prostocie:
„Czy jest grzesznikiem – nie wiem. Jedno wiem: byłem ślepy, a teraz widzę”.
I rozwija swoją argumentację z zadziwiającą logiką:
„Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic uczynić”.
To doprowadza jego przeciwników do wściekłości. Wyrzucają go z synagogi.
I właśnie wtedy następuje jedno z najbardziej wzruszających spotkań w Ewangelii.
Jezus odnajduje uzdrowionego i pyta:
„Czy wierzysz w Syna Człowieczego?”
A gdy objawia mu swoją tożsamość, człowiek ten mówi tylko:
„Wierzę, Panie”.
I oddaje Mu pokłon. Na końcu Jezus wypowiada słowa, które są właściwie kluczem do całej tej historii:
„Przyszedłem na ten świat na sąd – aby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się ślepi”.
Św. Jan Chryzostom komentuje: istnieją dwa rodzaje widzenia i dwa rodzaje ślepoty – zmysłowa i duchowa. Faryzeusze bali się tylko tej pierwszej. Chrystus pokazuje im jednak, że znacznie groźniejsza jest ślepota duchowa.
Bo najtrudniej uleczyć człowieka, który jest przekonany, że widzi.
Maksymilian Powęski