AKTUALNE Dzisiaj 11:45 | Redaktor
Polska szkoła traci tętno. Andrzej Bogucki: system wymaga natychmiastowej reanimacji

fot. pixabay/ilustracyjne

Polska oświata znalazła się w jednym z najpoważniejszych kryzysów po 1989 roku – uważa Andrzej Bogucki, historyk, doktor nauk humanistycznych, działacz publiczny i autor książek naukowych oraz popularnonaukowych. Jego zdaniem w Polsce nauczyciele zostali pozbawieni skutecznych narzędzi wychowawczych, przytłoczeni biurokracją i pozostawieni sami wobec rosnących roszczeń części rodziców. Jeżeli państwo nie podejmie zdecydowanych działań, publiczna edukacja może – jak ostrzega – stać się fikcją.

Nauczyciel zmieniony w urzędnika

Zdaniem Boguckiego jednym z podstawowych źródeł kryzysu jest rozbudowana biurokracja. Nauczyciele coraz więcej czasu poświęcają nie na przygotowywanie zajęć, pracę z uczniami i budowanie relacji z klasą, lecz na tworzenie dokumentacji.

Jak przekonuje historyk, pedagodzy zostali zmuszeni do sporządzania raportów, notatek i wyjaśnień, które mają służyć przede wszystkim jako zabezpieczenie na wypadek skarg lub postępowań.

Zrobiono z nauczycieli urzędników piszących raporty obronne przed roszczeniowymi rodzicami, zamiast pozwolić im uczyć – ocenia.

Do przeciążenia dokumentacją dochodzą skomplikowane i często nieżyciowe przepisy oraz nieustanne zmiany programowe. Wszystko to ma zniechęcać do pracy zarówno doświadczonych pedagogów, jak i młodych absolwentów, którzy mogliby dopiero rozpocząć karierę w szkole.

Kryzys kadrowy coraz bardziej widoczny

Według Boguckiego skutkiem tych procesów jest masowe odchodzenie nauczycieli z zawodu. Przyczyną nie są jedynie wynagrodzenia, ale także brak poczucia bezpieczeństwa, rosnąca presja psychiczna i przekonanie, że państwo nie zapewnia pedagogom realnej ochrony.

Skala problemu kadrowego ma być widoczna w liczbie wniosków składanych przez dyrektorów szkół do kuratoriów o zgodę na zatrudnienie osób bez wymaganych kwalifikacji pedagogicznych. Jak wskazuje autor opinii, w skali kraju miało zostać złożonych niemal 50 tysięcy takich wniosków.

Problemy występują również lokalnie. W województwie kujawsko-pomorskim miało być odnotowanych 555 wolnych etatów. Niedobory sprawiają, że dyrektorzy szkół, także w rejonie Bydgoszczy, zmuszeni są sięgać po rozwiązania, które jeszcze niedawno uznano by za wyjątkowe.

Z braku wyboru szkoły łatają wakaty na wszelkie możliwe sposoby. Prowadzi to do systematycznego obniżania poziomu nauczania – ostrzega Bogucki.

Rodzice podważają decyzje nauczycieli

Kolejnym problemem ma być rosnąca ingerencja części rodziców w bieżącą pracę pedagogiczną i wychowawczą szkoły.

Bogucki zaznacza, że nie chodzi o odpowiedzialne zainteresowanie edukacją dziecka ani o reagowanie na rzeczywiste nieprawidłowości. Krytykuje sytuacje, w których rodzice automatycznie kwestionują każdą ocenę, uwagę lub decyzję dyscyplinarną nauczyciela – niekiedy bezpośrednio w obecności ucznia.

Każda rozmowa, decyzja i reakcja nauczyciela musi być dokumentowana. Powstają setki stron notatek, których jedynym celem jest obrona na wypadek sporu – wskazuje Bogucki.

Takie zachowania, jego zdaniem, podważają autorytet pedagoga i uczą dzieci, że obowiązujące w szkole zasady można dowolnie negocjować.

Nauczyciele, obawiając się skarg do dyrekcji, kuratorium, Rzecznika Praw Dziecka lub sądu, coraz częściej unikają trudnych rozmów z uczniami. Rezygnują również z podejmowania zdecydowanych działań wychowawczych, aby nie narazić się na oskarżenia o poniżanie, nękanie albo naruszanie dobra dziecka.

Dom rodzinny nie może przerzucać odpowiedzialności

W opinii historyka szkoła coraz częściej obarczana jest odpowiedzialnością za problemy, których źródło znajduje się również poza jej murami.

Jeżeli uczeń uzyskuje słabe wyniki, winą obarcza się nauczyciela. Jeżeli zachowuje się agresywnie, wskazuje się na rzekome błędy wychowawcze szkoły. Jeżeli rodzic jest niezadowolony, odpowiedzialność również ma spaść na placówkę.

Zdaniem Boguckiego prowadzi to do niebezpiecznego odwrócenia ról. Dom rodzinny stopniowo odsuwa od siebie odpowiedzialność za zachowanie dziecka, natomiast szkoła ma odpowiadać zarówno za edukację, wychowanie, relacje społeczne, jak i za wszystkie problemy ucznia.

Szkoła nie może zastąpić rodziny. Bez współpracy i wzajemnego szacunku nawet najlepszy nauczyciel nie będzie w stanie skutecznie wychowywać – podkreśla.

Ochrona nauczycieli tylko na papierze

Bogucki zwraca uwagę, że nauczycielom formalnie przysługuje ochrona właściwa funkcjonariuszom publicznym. W praktyce przepisy te często okazują się jednak nieskuteczne.

Dyrektorzy, kuratoria i instytucje państwowe – jak twierdzi – zbyt rzadko występują zdecydowanie w obronie pedagogów. W rezultacie nauczyciel, który zostaje pomówiony lub oskarżony, musi samodzielnie walczyć o swoje dobre imię.

Szczególnie niebezpieczne mają być przepisy pozwalające na zawieszenie nauczyciela po pojawieniu się zarzutu dotyczącego naruszenia dobra dziecka. Zdaniem Boguckiego nawet niepoparte dowodami oskarżenie może doprowadzić do odsunięcia pedagoga od pracy i poważnie zaszkodzić jego reputacji.

Postępowania dyscyplinarne trwają niekiedy miesiącami. Niezależnie od ich końcowego wyniku sam fakt prowadzenia sprawy może powodować silny stres, problemy zdrowotne i społeczne napiętnowanie.

Najpierw niszczy się człowieka, a dopiero później bada, czy rzeczywiście zawinił – ocenia autor opinii.

Prawa dziecka bez obowiązków?

W opinii Boguckiego w polskiej szkole doszło do systemowego konfliktu między przepisami Karty Nauczyciela a regulacjami dotyczącymi praw dziecka.

Same prawa dziecka są – jak zaznacza – fundamentalnym elementem demokratycznego państwa i powinny być bezwzględnie przestrzegane. Problemem jest jednak ich nadinterpretowanie, prowadzące do przekonania, że uczeń ma prawa, ale nie musi ponosić odpowiedzialności za swoje zachowanie.

Polecenie schowania telefonu, wpisanie uwagi lub wyciągnięcie konsekwencji za naruszenie regulaminu bywa przedstawiane jako naruszenie praw ucznia albo przemoc psychiczna.

Jednocześnie Karta Nauczyciela, która powinna zapewniać pedagogom ochronę i stabilność zatrudnienia, w opinii Boguckiego zawiera archaiczne i nadmiernie rozbudowane procedury dyscyplinarne. Nauczyciele wybierają więc często bezpieczną bierność.

Statuty szkół stają się martwymi dokumentami

Konsekwencją obecnej sytuacji ma być również osłabienie znaczenia szkolnych statutów i regulaminów.

Zapisy dotyczące kar porządkowych, korzystania z telefonów, zachowania podczas lekcji lub obowiązków ucznia są niekiedy podważane jako niezgodne z szeroko interpretowanymi prawami dziecka.

W rezultacie dyrektorzy i nauczyciele tracą możliwość konsekwentnego egzekwowania zasad. Uczniowie szybko dostrzegają, że szkolne przepisy nie zawsze mają realne znaczenie, ponieważ niemal każdą decyzję można zakwestionować.

Według Boguckiego bez przywrócenia równowagi pomiędzy prawami ucznia a jego obowiązkami nie będzie możliwe odbudowanie wychowawczej roli szkoły.

Zawód omijany przez specjalistów

Kryzys najbardziej widoczny jest w przypadku przedmiotów ścisłych. Matematycy, fizycy, chemicy i informatycy mogą znaleźć lepiej płatną i spokojniejszą pracę w sektorze prywatnym.

Szkoła nie jest dziś dla nich konkurencyjnym pracodawcą. Oferuje relatywnie niskie wynagrodzenie, dużą odpowiedzialność, rozbudowaną biurokrację oraz ryzyko konfliktów z rodzicami i organami nadzoru.

Zdaniem Boguckiego lekcje niektórych przedmiotów już teraz są prowadzone przez osoby zatrudniane doraźnie albo nauczycieli zmuszonych do realizowania nadmiernej liczby godzin.

Ci, którzy pozostają w zawodzie z poczucia misji lub z braku innych możliwości, są coraz bardziej przemęczeni. Odbija się to na ich zdrowiu psychicznym, jakości nauczania i relacjach z uczniami.

Bez dobrze opłacanych, chronionych przez państwo i szanowanych nauczycieli kolejne pokolenia Polaków będą coraz gorzej wykształcone. Skutki odczuje cała gospodarka i państwo – ostrzega historyk.

Związki zawodowe częścią problemu

Bogucki krytycznie ocenia również rolę oświatowych związków zawodowych, w tym Związku Nauczycielstwa Polskiego oraz oświatowej NSZZ „Solidarność”.

Choć organizacje te deklarują walkę o prawa pracowników, zdaniem ich krytyków obrona części archaicznych rozwiązań i przywilejów może utrudniać modernizację systemu.

Bezkompromisowa postawa związków ma niekiedy obracać się przeciwko młodym nauczycielom, uczniom oraz samej szkole. Zamiast elastycznego systemu wspierającego najlepszych pedagogów utrwalane są rozwiązania, które komplikują zarządzanie placówkami i pogłębiają kadrowy paraliż.

Bogucki zaznacza jednak, że kryzysu nie można sprowadzać do działalności jednej organizacji lub grupy zawodowej. Jest on rezultatem wieloletnich zaniedbań, niespójnego prawa, braku stabilnej polityki edukacyjnej i stopniowej utraty społecznego szacunku dla zawodu nauczyciela.

Obrona nauczyciela jest obroną przyszłości dzieci

Zdaniem Andrzeja Boguckiego konieczna jest natychmiastowa zmiana podejścia państwa i społeczeństwa do edukacji.

Należy ograniczyć biurokrację, uporządkować procedury dyscyplinarne, zapewnić pedagogom skuteczną ochronę prawną oraz jasno określić zakres odpowiedzialności szkoły, rodziców i uczniów. Potrzebne jest także przywrócenie nauczycielom realnych narzędzi wychowawczych i odbudowanie autorytetu ich zawodu.

Obrona nauczyciela przed biurokracją, nagonką i bezpodstawnymi roszczeniami nie jest walką o przywileje jednej grupy zawodowej. To walka o przyszłość polskich dzieci i przetrwanie publicznej edukacji – podsumowuje Bogucki.

Jego diagnoza brzmi dramatycznie: czas na naprawę systemu szybko się kończy.

Czas na reanimację ucieka, a pacjent właśnie traci tętno – ostrzega.

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor
-->