Las miał ukryć zbrodnię. Archeolodzy odnaleźli setki kilogramów spalonych szczątków
fot. nadesłane
Zakończyły się prace archeologiczne na tzw. Dębowej Górze w Nadleśnictwie Różanna. Badacze odnaleźli tam ślady niemieckich egzekucji z jesieni 1939 roku oraz późniejszej akcji zacierania dowodów. Zabezpieczono setki kilogramów spalonych ludzkich szczątków, liczne artefakty i pozostałości stosu, na którym latem 1944 roku palono ciała ofiar.
Inne z kategorii
46 lat „Solidarności”. Rocznicowe uroczystości w Bydgoszczy i Włocławku
Ofiarami byli m.in. mieszkańcy Bydgoszczy i Koronowa
O wynikach badań poinformowała Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Gdańsku.
Dębowa Góra jest jednym z około 30 miejsc masowych egzekucji na Pomorzu Gdańskim, których ślady Niemcy próbowali później zatrzeć w ramach tzw. Aktion 1005.
Według zebranych materiałów już we wrześniu 1939 roku członkowie niemieckiej Służby Pracy Rzeszy kopali w lesie w pobliżu Stronna duży rów. Mieszkańcy okolicznych miejscowości mieli później słyszeć stamtąd odgłosy strzałów.
Wśród zamordowanych byli mieszkańcy okolicznych wsi, Koronowa i Bydgoszczy. Tożsamości wielu ofiar nie udało się po wojnie ustalić, ponieważ latem 1944 roku Niemcy wydobyli ciała z masowych grobów i je spalili.
Na Dębową Górę przewożono również zwłoki z innych miejsc egzekucji. Wiadomo m.in., że trafiły tam ciała 12 osób rozstrzelanych 26 października 1939 roku w Srebrnicy koło Koronowa. Wśród nich był przedwojenny burmistrz Koronowa Maksymilian Talaśka.
Odkryto ponad 200 metrów dawnego grobu
Badania poprzedziły wielomiesięczne analizy archiwalne i terenowe. Wykorzystano m.in. wykrywacze metali, skanowanie laserowe LiDAR oraz badania magnetyczne.
Dzięki połączeniu tych metod udało się dokładnie wyznaczyć przebieg rowu o długości około 220 metrów. Jego znaczna część była wykorzystywana jako grób masowy.
Archeolodzy natrafili również na liczne łuski pistoletowe i karabinowe.
Znaleziono miejsce palenia zwłok
Jednym z najważniejszych odkryć było zlokalizowanie pozostałości stosu ciałopalnego.
Badacze natrafili na dwa płytkie rowy o długości około 5 metrów każdy, schodzące się pod kątem prostym. Według ekspertów miały one zapewniać dopływ powietrza potrzebny do podtrzymywania ognia podczas spalania ciał.
W ich wypełnieniu znajdowały się węgle drzewne, artefakty i pojedyncze fragmenty spalonych ludzkich szczątków.
Setki kilogramów szczątków
W trakcie badań zabezpieczono kilkaset kilogramów spalonych kości oraz fragmenty szczątków, których nie wydobyto podczas niemieckiej akcji z 1944 roku.
Wstępne oględziny wskazują, że wśród zamordowanych byli zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Różny stopień przepalenia kości sugeruje, że ciała były spalane w różnych temperaturach.
Badacze zwracają również uwagę na silne rozdrobnienie części szczątków, co może świadczyć o ich dodatkowym niszczeniu już po spaleniu.
Ślady tuszowania zbrodni
Po spaleniu zwłok ich pozostałości były zbierane i ponownie ukrywane w ziemi.
Jednym z miejsc, do których wrzucano resztki, był fragment wcześniej opróżnionego grobu masowego. Warstwa spalonych szczątków miała ponad 15 metrów długości i była przekładana warstwami gliny.
W ten sposób Niemcy systematycznie usuwali dowody wcześniejszych egzekucji.
Badania będą kontynuowane
Zabezpieczone szczątki, próbki gleby i węgla drzewnego trafią teraz do dalszych analiz, m.in. geochemicznych, archeobotanicznych i geomorfologicznych.
Śledztwo oraz badania mają być prowadzone w kolejnych latach w ramach międzynarodowego projektu „Archeologia Aktion 1005”.
Celem jest możliwie dokładne odtworzenie zarówno przebiegu mordów z 1939 roku, jak i niemieckiej operacji mającej kilka lat później zatrzeć ich ślady.