Historia Dzisiaj 19:40 | Redaktor
Między kapslem a denarem. W Wilczu historia wychodzi z ziemi

fot. facebook /IPN Bydgoszcz

Wykrywacz metalu zapiszczał. Kilka ruchów łopatą, garść ziemi, chwila napięcia i… kapsel. Albo kawałek aluminium. Czasem guzik, moneta, łuska. A czasem przedmiot, który ma za sobą setki czy nawet tysiące lat historii. W Wilczu koło Koronowa spotkało się blisko 500 poszukiwaczy z całej Polski i zagranicy. Dla jednych to hobby, dla innych sposób na spędzanie czasu z przyjaciółmi. Dla wszystkich – nieustanne odkrywanie sekretów ziemi.

Poszukiwania niczy grzybobranie

Na pierwszy rzut oka wygląda to trochę jak wielkie grzybobranie. Tyle że zamiast koszyków są wykrywacze metali, a zamiast wypatrywania kapeluszy – nasłuchiwanie sygnałów dochodzących ze słuchawek.

 Idziemy po polu, coś dźwięczy w uszach, kopiemy, a tu nagle moneta. „Wow!” – opowiada Łukasz Walcz ze Stowarzyszenia Historyczno-Archeologicznego Bractwo, organizatora zlotu. – Ale to nie kończy się na wykopaniu artefaktu. Później próbujemy dowiedzieć się, skąd się wziął, jak mógł tutaj trafić. W ten sposób poszerzamy swoją wiedzę.

I właśnie o to chodzi uczestnikom V Ogólnopolskiego i III Europejskiego Zlotu Poszukiwaczy, który odbywa się w dniach 15–16 sierpnia w Wilczu koło Koronowa. Na wydarzenie przyjechali poszukiwacze z różnych części Polski, ale także goście z zagranicy. Organizatorzy powitali blisko 500 uczestników, których nie wystraszyły upał, ani ilość śmieci. W poprzednich edycjach z ziemi wydobyto już ponad 800 artefaktów. 

Wielka bitwa wielka i mała historia

W tym roku szczególne znaczenie ma także  widowisko historyczne – inscenizacja bitwy pod Koronowem. Uczestnicy mogli podziwiać ją dzisiaj wraz z dodatkową atrakcją w postaci miniturnieju rycerskiego. Okazja będzie także jutro, a na podstawie profesjonalnego nagrania pokazu, powstanie cały film poświęcony jednemu z najważniejszych starć wojny polsko-krzyżackiej.

Chodzi o potyczkę z 10 października 1410 roku. Zaledwie kilka miesięcy po zwycięstwie pod Grunwaldem, niedaleko Koronowa wojska polskie dowodzone przez Sędziwoja z Ostroroga i Piotra Niedźwiedzkiego starły się z siłami krzyżackimi. Zwycięstwo odnieśli Polacy.

To właśnie tę historię uczestnicy zlotu próbują dziś odnaleźć pod ziemią.

Najczęściej? Śmieci

Zanim jednak ktoś znajdzie denara, ostrogę czy element dawnego uzbrojenia, musi przejść przez całą masę kapsli, folii, aluminium, żelaznych fragmentów i innych pozostałości ludzkiej obecności.

Najczęściej wyjmujemy z ziemi śmieci – mówi Jacek Wielgus, prezes Polskiego Związku Eksploratorów. – Cała nasza cywilizacja polega przecież na produkowaniu potężnej ilości śmieci.

Radosław Skowroński, członek  Związku, wymienia bez wahania: kapsle, „polmosy”, łuski, fragmenty metalu. To codzienność poszukiwacza.

Podczas tegorocznych poszukiwań nie wszystkim dopisało szczęście. Jeden z uczestników z Włocławka przyznaje, że tym razem nie udało się znaleźć niczego spektakularnego. Były za to metalowe drobiazgi, trochę aluminium, łańcuch, monety z czasów PRL-u.

 Ale jutro też jest dzień. Damy radę – śmieje się.

Inny uczestnik, pytany o efekty poszukiwań, również wzrusza ramionami. Tokena nie znalazł, choć udało się to jego rodzinie. Ma za to sztućce i element młynka. I przede wszystkim – dobrą zabawę.

Bo w tej pasji nie chodzi wyłącznie o wartość znaleziska.

Od kapsla do denara

Wśród zwykłych przedmiotów czasem pojawiają się jednak rzeczy naprawdę intrygujące. W okolicach Wilcza znajdowano już ostrogi, fragmenty uzbrojenia, głowicę miecza, fibule z okresu wpływów rzymskich, monety, a także przedmioty związane z epoką brązu.

W poprzednich edycjach trafiły się między innymi brązowe siekiery i ostroga. Znaleziska zostały przekazane do muzeum w Bydgoszczy.

Szczególne znaczenie dla organizatorów mają przedmioty związane z historią bitwy pod Koronowem. Poszukiwacze liczą, że kolejne wyprawy pozwolą coraz dokładniej ustalić miejsca związane z dawną potyczką.

Z każdym zlotem jesteśmy coraz bliżej odnalezienia tego miejsca i dokładnego przebiegu potyczki – mówi Łukasz Walcz.

Na polach pojawiają się także monety z XVII, XVIII i XIX wieku. Trafiają się przedmioty starsze, w tym zabytki związane z okresem rzymskim.

I wtedy zwykły kawałek metalu staje się początkiem całej opowieści.

 Jeżeli znajdziemy denara rzymskiego, na którym przedstawiony jest cesarz, i widzimy, że pochodzi on sprzed około 1900 lat, zaczynamy się zastanawiać: jak znalazł się na ziemiach polskich? Skąd tutaj przywędrował? – tłumaczy organizator. – I właśnie to jest w tym wszystkim najfajniejsze.

Przeszłość przestaje być wtedy datą z podręcznika. Można jej dosłownie dotknąć. To trochę tak, jakby ziemia sama opowiadała swoją historię.

„Choroba poszukiwacza”

Wśród uczestników są doświadczeni eksploratorzy, ale także osoby, które dopiero zaczynają.

Jeden z mieszkańców Włocławka dostał wykrywacz na urodziny. Miało być sprawdzenie nowej zabawki, a skończyło się pasją, która trwa do dziś.

 Każdą wolną chwilę zamiast siedzieć, spędza się na wolnym powietrzu – mówi.

Po kilku latach człowiek zaczyna rozpoznawać sygnały niemal automatycznie.

 To już jest takie „posłuchane na ucho” – tłumaczy.

Radosław Skowroński mówi podobnie: można zacząć niemal od zera, ale szybko okazuje się, że wykrywacz to dopiero początek. Trzeba nauczyć się rozpoznawać znaleziska, znać historię i przede wszystkim wiedzieć, czego poszukiwaczowi nie wolno.

 To nie jest tak, że bierzemy wykrywacz, kopiemy i wszystko jest nasze – podkreśla. – Jest jeszcze polskie prawo, którego trzeba przestrzegać.

Jacek Wielgus zwraca uwagę, że odpowiedzialny poszukiwacz powinien umieć zidentyfikować znaleziony przedmiot albo przynajmniej wiedzieć, gdzie szukać informacji na jego temat. To szczególnie ważne w przypadku zabytków archeologicznych.

Pasja, która łączy pokolenia

Na zlocie nie ma jednego modelu poszukiwacza. Są młodzi i starsi, kobiety i mężczyźni, osoby traktujące wykrywacz jako weekendową rozrywkę oraz takie, które poświęcają tej pasji niemal każdą wolną chwilę.

Łukasz Walcz wspomina, że jego zainteresowanie historią zaczęło się jeszcze w dzieciństwie. Dorastał w Świętokrzyskiem, gdzie razem z dziadkami chodził po polach. Początkowo znajdował kamienie. Dopiero później okazało się, że niektóre z nich były narzędziami krzemiennymi związanymi z kulturą neolityczną.

Dziś tę samą ciekawość próbuje przekazywać innym.

Najważniejsza jest pasja do historii. Ona pozwala spędzać czas w dobrym towarzystwie, wymieniać się wiedzą, poznawać ludzi i poszerzać horyzonty – mówi.

W Wilczu historia spotyka się więc z integracją. Uczestnicy przyjeżdżają z całej Polski, ale także z zagranicy. Zawierają znajomości, które później pomagają im podczas kolejnych wypraw.

Dla wielu z nich jest to także sposób na oderwanie się od ekranów i spędzenie dnia na świeżym powietrzu.

To trochę jak wędkarstwo – porównuje organizator. – Wędkarz zarzuca wędkę i czeka. My idziemy po polu, słyszymy sygnał i zastanawiamy się, co jest pod ziemią.

Hobby z metką odpowiedzialności

Poszukiwanie z wykrywaczem nie jest jednak wyłącznie niewinnym spacerem z elektroniką w ręku. Rozmówcy podkreślają, że każdy, kto chce rozpocząć przygodę z eksploracją, powinien najpierw poznać obowiązujące przepisy i zasady prowadzenia poszukiwań.

Wielgus zwraca przy tym uwagę na napięcia pomiędzy środowiskiem poszukiwaczy a częścią środowiska archeologicznego. Jego zdaniem granice pomiędzy działalnością hobbystyczną, archeologią i ochroną dziedzictwa kulturowego wciąż są przedmiotem sporu.

Poszukiwacze przekonują, że ich pasja może być dla nauki wsparciem, zwłaszcza że trafiają w miejsca, do których archeologowie prowadzący klasyczne badania nie zawsze docierają. Jednocześnie podkreślają konieczność przekazywania wartościowych zabytków i dokumentowania znalezisk.

To właśnie edukacji poświęcona będzie część programu zlotu.

Ile kosztuje wejście w tę pasję?

Na początek nie trzeba wydawać fortuny. Najtańsze wykrywacze można kupić za niewiele ponad 200 złotych. Bardziej zaawansowane urządzenia to już wydatek rzędu kilku, kilkunastu, a w przypadku specjalistycznego sprzętu nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Część poszukiwaczy wykorzystuje wykrywacze także zawodowo – między innymi we współpracy z archeologami czy przy pracach związanych z wykrywaniem niebezpiecznych przedmiotów.

Ale doświadczeni eksploratorzy radzą, by przed zakupem sprzętu po prostu spróbować.

Najlepiej pożyczyć wykrywacz od znajomego, pójść z kimś bardziej doświadczonym i sprawdzić, czy człowiek rzeczywiście złapie bakcyla.

Jutro kolejna wyprawa

Pierwszy dzień zlotu przyniósł już poszukiwania, emocje i kolejne znaleziska. Ale dla uczestników najważniejsze jest to, że w niedzielę 16 sierpnia czeka ich kolejna tura.

Program rozpocznie się wcześnie – pobudką o godz. 7.00. Później zaplanowano inscenizację bitwy oraz rys historyczny, a także wykłady i warsztaty, prowadzone między innymi przez ekspertów Instytutu Pamięci Narodowej. 

III Tura poszukiwań potrwa do godz. 13.00. Na tym jednak nie koniec wrażeń, bo po południu organizatorzy zaproszą na rozstrzygnięcie konkursu mistrzów.

Najlepsi mogą liczyć na atrakcyjne nagrody, także w kategoriach junior, woman i open. Nie zabraknie również upominków i niespodzianek przygotowanych przez partnerów wydarzenia.

 

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor
-->