Historia Dzisiaj 11:43 | Krzysztof Osiński
Zwierzęca nienawiść i portret psychologiczny zbrodniarza [RECENZJA]

fot. nadesłane

Właśnie ukazała się książka o Ludolfie von Alvenslebenie – niemieckim zbrodniarzu z czasów II wojny światowej. Jej autorem jest historyk i dziennikarz Filip Gańczak, który ma na swoim koncie wiele interesujących publikacji o historii najnowszej. Jego zainteresowania są wszechstronne, specjalizuje się w tematyce niemieckiej i relacjach polsko-niemieckich. Obecnie „na warsztat” wziął osobę, która zasłynęła ze zwierzęcej wręcz nienawiści do Polaków i przyczyniła się śmierci wielu z nich.

 Polakożerca i fanatyk        

Alvensleben był niemieckim arystokratą, członkiem SS, bliskim współpracownikiem Heinricha Himmlera i dowódcą paramilitarnej formacji Selbstschutz Westpreußen. Organizacja ta zasłynęła z mordowania Polaków na Pomorzu w pierwszych miesiącach II wojny światowej, głównie inteligencji, duchowieństwa i urzędników.

 Tytuł nadany przez autora książce nie jest przypadkowy. Alvensleben określany był „polakożercą” ze względu na jego stosunek do Polaków, których szczerze nienawidził i prześladował. W wyroku Sądu Krajowego w Mannheimie z 1965 r. czytamy: „[…] był fanatycznym polakożercą. Przy każdym spotkaniu wzywał dowódców SS do rozstrzelania możliwie wielu Polaków i jako cel podawał, że Prusy Zachodnie muszą być »oczyszczone« z Polaków. Poszczególnym dowódcom SS zarzucał, że zbyt mało Polaków rozstrzelano”. Gańczak przytacza również inne wypowiedzi, które potwierdzają skrajnie negatywny stosunek zbrodniarza do Polaków. Przykładowo, przywódca Selbstschutzu w rejonie chojnickim zeznawał po wojnie: „Alvensleben bardzo nienawidził Polaków”, dodając w innym miejscu: „W ogóle przy każdej nadarzającej się okazji v[on] Alvensleben był zainteresowany tym, by podburzać nas przeciwko wszystkiemu co polskie, wzbudzać nienawiść wobec polskości i stale zachęcać nas do bezwzględnego postępowania”. Według innej osoby Alvensleben „często zaczepiał przechodniów, pytając się, kim są i czego szukają”. Jeśli „przekonał się, że ma do czynienia z Polakami – bił ich w twarz”. Podobnych relacji na łamach „Polakożercy” jest znacznie więcej.

Śladami zbrodniarza

 Zbierając materiały do książki Gańczak spędził wiele godzin nad dokumentami zdeponowanymi w archiwach nie tylko polskich, ale również niemieckich, szwajcarskich, amerykańskich, brytyjskich, włoskich, austriackich i argentyńskich. Wyruszył śladem opisywanego przez siebie zbrodniarza odwiedzając związane z nim miejsca po dwóch stronach oceanu. Pracując nad książką był w ośmiu krajach na trzech kontynentach. Reporterska praca i historyczne doświadczenie autora przyniosły doskonały efekt. Otrzymaliśmy bardzo ciekawą książkę ukazującą nie tylko biografię konkretnego człowieka, ale także zbiór refleksji nad tym do czego skłonni są posunąć się ludzie zaczadzeni zbrodniczą ideologią.

 Na kartach książki Gańczak rekonstruuje wydarzenia z 1939 r. Opisuje proces formowania się oddziałów Selbstschutzu i ich udział w mordowaniu Polaków. Książka nie ogranicza się do wymieniania suchych faktów. Autor umiejętnie wykorzystuje dokumenty, relacje świadków i dostępne publikacje. Odnaleźć można wiele interesujących cytatów, które opisują dokonania Alvenslebena. Autor interesująco kreśli ścieżki jego życia, ukazując jego pochodzenie, znajomości z prominentami III Rzeszy, karierę w SS, relacje z przełożonymi i sposób, w jaki budował swoją pozycję w nazistowskiej machinie zbrodni. W efekcie książka to nie tylko kronika wydarzeń, ale też wyśmienity portret psychologiczny człowieka odpowiedzialnego za straszliwe czyny.

Bestia z polskimi dokumentami

 Po wojnie Alvensleben ukrywał się pod przybranymi nazwiskami, początkowo w Niemczech, a później we Włoszech. W 1946 r. został nawet czasowo aresztowany, ale zdołał zbiec. W 1949 r. skutecznie uciekł do Argentyny i tam na dobre osiadł. Co ciekawe, w dokumentach wyjazdowych podał, że jest… urodzonym w Poznaniu Polakiem! Opisując ten okres jego życia, Gańczak pisze: „31 października 1949 r. do przedstawicielstwa Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża w Genui wpływa prośba o wystawienie dokumentu podróży uprawniającego do wjazdu do Argentyny. Mężczyzna składający podanie przedstawia się jako Teodoro (wcześniej Theodor) Kremhart, urodzony 2 maja 1906 r. w Termeno, ewangelik, ekspert rolniczy, żonaty z… Loną Wasilewski. W rubryce »tożsamość« powołuje się na dowód osobisty wydany przez Termeno. Do formularza przyklejono zdjęcie. Widoczny na nim mężczyzna nosi wąsy i zdaje się mieć sporo włosów, ale bez większego trudu można w nim rozpoznać Ludolfa von Alvenslebena. Najwyraźniej przywdział półperukę. Austriacki historyk Gerald Steinacher zwraca uwagę na intrygujący fakt. Dowód tożsamości z Termeno w Tyrolu południowym otrzymało w krótkim czasie kilku prominentnych zbrodniarzy wojennych: w kwietniu 1948 r. Josef Mengele, niesławny »Anioł śmierci« Auschwitz, miesiąc później Alvensleben, a w czerwcu – Adolf Eichmann, nazywany architektem holocaustu. W podaniu Alvenslebena skierowanym do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża uderza jeszcze jedno. Wniosek poparł swym podpisem franciszkanin Eduard Domoter – ten sam, który poświadczył także podobny wniosek Eichmanna”.

System niesprawiedliwości

  Autor dowodzi, że powojenne unikanie odpowiedzialności przez Alvenslebena, ale także przez innych zbrodniarzy wojennych nie było wyłącznie efektem szczęścia czy sprytu jednostki, ale także systemowych luk, politycznych kalkulacji i braku współpracy międzynarodowej. To bolesne ostrzeżenie dla współczesnych systemów prawnych – mechanizmy sprawiedliwości muszą być sprawne i konsekwentne, by nie pozostawiać miejsca bezkarności.

 Na łamach książki Gańczak w ciekawy sposób ukazuje system, który naziści stworzyli po wojnie i który pozwalał unikać odpowiedzialności za zbrodnie nie tylko Alvenslebenowi, ale również wielu innym nazistom. Stworzona sieć wzajemnych powiązań pozwoliła ukrywać się i unikać postawienia przed sądem. Przez wiele lat robił to skutecznie. Sprawiedliwość nigdy go nie dopadła. Uległ dopiero chorobie. W 1969 r. wykryto u niego nowotwór płuc. Zmarł po roku i został pochowany na cmentarzu w  Santa Rosa de Calamuchita.

 W Argentynie Alvensleben czuł się na tyle bezkarnie, że wrócił do własnego nazwiska i przestał się ukrywać. Wiódł dostatnie życie, niczego mu nie brakowało. Nigdy nie wyrzekł się swoich poglądów i nie wykazał skruchy za popełnione przez siebie czyny. Do końca wierny był ideologii nazistowskiej i otaczał się podobnie myślącymi ludźmi. Znamienne jest, że po śmierci jego trumnę nakryto flagą ze swastyką, a kilkudziesięciu uczestników pogrzebu żegnało go hitlerowskim gestem wyciągniętej ręki.

Przemilczani kaci, zapomniane ofiary

    „Polakożerca” Filipa Gańczaka opisuje historię pojedynczego człowieka, ale paradoksalnie odnaleźć w niej można szerszą perspektywę. Na przykładzie jednostki ukazuje bowiem losy wielu niemieckich zbrodniarzy z czasu II wojny światowej oraz unikanie przez nich odpowiedzialności za popełnione czyny po jej zakończeniu. Praca zasługuje na uwagę nie tylko historyków, ale również wszystkich osób interesujących się historią. To wciągające, dobrze udokumentowane i prowokujące do myślenia dzieło, które przypomina o jednym z najbardziej mrocznych rozdziałów historii Polski i Europy. Autor zadaje pytania, które były ważne   bezpośrednio po wojnie, ale  aktualne są też w dzisiejszych czasach. Jednym z najważniejszych jest to o pamięć zbiorową i rolę społeczeństwa w pamiętaniu o ofiarach i sprawcach. Książka skłania do refleksji nad tym, jak pamięć o przeszłości jest tworzona, przemilczana lub wypierana, oraz jak wpływa to na współczesne dyskusje o winie i karze.

Krzysztof Osiński

-->