Religia 25 gru 2020 | Redaktor
Jezus Chrystus przychodzi na ziemię [ARCHIWUM „TYGODNIKA BYDGOSKIEGO”]

„Adoration of the Christ Child”, Lorenzo Lotto,The Yorck Project (2002), Wikipedia (domena publiczna)

To wydarzenie [narodzenie Jezusa) opisywane jest tak wspaniale, poetycko, a zarazem prosto w polskich kolędach, że mówi się nie bez racji, iż zawierają one wielką teologię – pisał Maksymilian Powęski w grudnia 2017 roku.

„Oto teraz czas pożądany, oto teraz dzień zbawienia!” Do jakiego innego czasu tak pasuje to proroctwo Izajasza powtórzone przez św. Pawła, jak właśnie do tego święta, jakim jest Boże Narodzenie, zwłaszcza w naszej polskiej tradycji! Istotnie, taki też jest najgłębszy sens tego proroctwa, bo przecież nie było w dziejach ludzkości szczęśliwszego dnia niż ten, w którym Jezus Chrystus, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, zjawił się na ziemi.

Wielka teologia w kolędach

To wydarzenie opisywane jest tak wspaniale, poetycko, a zarazem prosto w polskich kolędach, że mówi się nie bez racji, iż zawierają one wielką teologię. I tak jest rzeczywiście. Począwszy od słynnego utworu Franciszka Karpińskiego, który ogłasza, że „Bóg się rodzi, moc truchleje”. W tejże pieśni mamy dalsze teologiczne tezy, takie jak „ma granice Nieskończony”, przytacza też ona słynne ewangeliczne streszczenie tajemnicy Wcielenia: „A Słowo ciałem się stało i mieszkało między nami”.

Z kolei streszczenie historii zbawienia mamy w kolędzie z XVIII wieku, „Wśród nocnej ciszy”. „Na Ciebie króle, prorocy, czekali, a Tyś tej nocy nam się objawił!” Inspiracją do tego utworu była przepiękna antyfona na wejście z niedzieli w oktawie Bożego Narodzenia: „Gdy wszystko było w głębokim milczeniu, a noc w swym biegu połowy drogi dosięgła, wszechmocne Słowo twoje, Panie, zstąpiło z nieba, z królewskiego tronu”.

„Adoracja pasterzy”, Bronzino, Museum of Fine Arts, Budapeszt, Wikipedia (domena publiczna)

Równie głębokie myśli mamy w marszowej kolędzie „Pójdźmy wszyscy do stajenki” pochodzącej prawdopodobnie od zakonników Karmelu, której dalsze strofy głoszą: „Witaj Jezu nam zjawiony, / Witaj dwakroć narodzony, / Raz z Ojca przed wieków wiekiem, / A teraz z matki człowiekiem. / Któż to słyszał takie dziwy, / Tyś człowiek i Bóg prawdziwy, / Ty łączysz w Boskiej osobie, / Dwie natury różne sobie”.

Tekst ten kryje w sobie streszczenie wielkich prawd, o które toczyły się wielkie spory chrystologiczne w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, prawd kluczowych dla katolickiej tożsamości.

Słowo stało się ciałem

Te prawdy mamy rozważać przy okazji święta Bożego Narodzenia, przypomnijmy więc je sobie, biorąc za przewodnika świętego Tomasza z Akwinu.

Jego „Summa teologiczna” rozpoczyna się od zdania, którym kończy się ewangelia czytana podczas trzeciej Mszy Bożego Narodzenia (każdy kapłan w to święto ma prawo odprawić trzy Msze święte). Jest to prolog ewangelii Janowej ze słynnym „A Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami, i widzieliśmy chwałę jego, pełnego łaski i prawdy, chwałę jako jednorodzonego od Ojca”.

Czym jest tajemnica opisana w tym wersecie? Jest to fakt, niepojęty dla rozumu ludzkiego, iż druga Osoba Trójcy Przenajświętszej, jedyny i prawdziwy Bóg, przez którego wszystko się stało, „przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem”. Trzeba dobrze rozumieć te słowa, choć zawierają tajemnicę, uświadomić sobie, że oznaczają stokroć więcej niż to, że pojawił się na ziemi jako człowiek. Przecież „stał się człowiekiem” oznacza, że nigdy nie przestał nim być, że jest nim nadal jako Zmartwychwstały, nie przestając zarazem być Bogiem i że w wieczności spotkamy go my, ludzie, również jako człowieka i Boga.

Ten niesamowity fakt jest w pełni zgodny z tym wszystkim, co wiemy o Bogu, Bóg bowiem jest dobry, jest samym dobrem, a istotą dobra jest udzielanie się, przekazywanie, miłowanie, dlatego Bóg nie chce istnieć tylko sam dla siebie „mieszkając w niedostępnej światłości”, ale chce dzielić swoje szczęście i pełnię ze swoimi stworzeniami. Najdoskonalszym sposobem tego udzielania się stworzeniom jest właśnie Tajemnica Wcielenia.

Oczywiście Bóg uczynił to z powodu grzechu ludzkiego i można pytać, czy Bóg musiał się wcielić, czy też mógł inaczej ocalić człowieka. Otóż wcielenie nie było konieczne – odpowiada święty Tomasz. Bóg jest wszechmocny i mógł uratować człowieka inaczej, ale ten sposób był najdoskonalszym wyrwaniem człowieka ze skutków jego własnego grzechu, ponieważ pragnął On pełnego i doskonałego zadośćuczynienia za ten grzech. Było ono możliwe tylko w ten sposób, że Bóg-Człowiek nas odkupił.

Syn Boży „pełen łaski”

Kim więc jest ten Odkupiciel, co o Nim wiemy? Oczywiście wiemy to wszystko, co zostało opisane w Ewangelii i przekazane przez świętą Tradycję od Apostołów i świadków Jego pobytu na ziemi. Wiemy, że ma ciało takie jak my, posiadające wszystkie zmysły i organy, co nasze ciała. A co wiemy o Jego duszy? Oczywiście posiada On duszę, taką jak nasza, ze wszystkimi władzami, z rozumem i wolą. Dusza ta została obdarzona w nadzwyczajny sposób łaską uświęcającą, i to w sposób pełny i doskonały, i wszystkimi cnotami z wyjątkiem wiary i nadziei. Otrzymała też wszystkie dary Ducha Świętego oraz wszystkie charyzmaty, czyli łaski, które mają za cel objawienie prawdy Bożej w świecie. Wszystkie te elementy wymagają krótkiego osobnego omówienia.

Łaska uświęcająca jest darem Bożym, który uzdalnia człowieka do osiągnięcia świętości, czyli pełnej jedności z Bogiem. Syn Boży, jako człowiek, posiadał (i będzie posiadał przez całą wieczność) tę łaskę w sposób najdoskonalszy. Jest to skutkiem zjednoczenia w Jego Osobie dwóch natur – Boskiej i ludzkiej. Łaskę Osoba Syna Bożego posiada w pełni. Tylko o Nim powiedziano „pełen łaski”. Jedynym człowiekiem, wobec którego użyto tego określenia, jest Maryja.

„Pokłon pasterzy”, Giorgione, National Gallery of Art, Waszyngton, Wikipedia (domena publiczna)

Łaska umożliwia każdemu człowiekowi doskonalenie się poprzez osiąganie i rozwijanie cnót. Jak powiedziałem wyżej, owa pełnia łaski w Chrystusie skutkuje tym, że posiada On wszystkie cnoty w stopniu doskonałym, z wyjątkiem dwóch: wiary i nadziei. Wiara i nadzieja są bowiem właściwe dla życia typowo ludzkiego, ziemskiego. Dopóki jeszcze, jak św. Paweł, „biegniemy do celu”, wierzymy, bo nie widzimy Tego, w którego wierzymy. Mamy też nadzieję, czyli przekonanie, że Bóg dotrzyma swych obietnic, bo nie widzimy jeszcze ich spełnienia. Chrystusowi cnoty te nie były potrzebne, On bowiem Boga widział twarzą w twarz jako Bóg i oglądał wypełnienie wszystkich Bożych zamiarów.

Król wszystkich ludzi

Chrystusa, tak jak i nas, dotyczy rozróżnienie łaski uświęcającej i łask darmo danych, czyli charyzmatów, które wymienia św. Paweł. Są to: mowa mądrości, mowa umiejętności, tłumaczenie wiary, łaska uzdrawiania, dar czynienia cudów, proroctwo, rozpoznawanie duchów, rozmaitość języków, umiejętność ich tłumaczenia (por. 1 Kor 12, 8 nn). Te charyzmaty są dane nie dla uświęcenia tego, kto je otrzymał, ale dla wypełniania dzieł apostolskich wobec innych osób. Chrystus miał je w życiu ziemskim wszystkie, ale nie ze wszystkich korzystał. Na przykład nie korzystał z daru języków i ich tłumaczenia, a przynajmniej nic nam o tym nie wiadomo. Przemawiał bowiem jedynie do swoich rodaków. Do pogan posłał św. Pawła dopiero po swoim wniebowstąpieniu, gdy nie było już żadnej wątpliwości, że przez Żydów został odrzucony. Do pozostałych powiedział tuż przed wniebowstąpieniem – „idźcie i nauczajcie wszystkie narody”. I po to otrzymali dziesięć dni później dar języków. Wolno się zastanawiać – i robi tak św. Tomasz – czy wśród poszczególnych ludzi łaska uświęcająca i charyzmaty mogą być rozdzielone. Tak, mogą – odpowiada św. Tomasz. Choć w Chrystusie były one jednością, wśród ludzi może być inaczej. Tomasz podaje przykład Judasza, który z racji apostolskiego urzędu posiadał łaski apostolskie, a łaski uświęcającej nie posiadał, bo w jego sercu był grzech.

Wróćmy na koniec do pełni łaski w Chrystusie. Oprócz łaski uświęcającej i łask darmo danych do tej pełni łaski należy coś jeszcze. Jest to łaska Chrystusowa, czyli Mesjańska, która Mu przynależy jako Głowie – Kościoła i całej ludzkości. I dlatego jest Głową i Królem wszystkich ludzi, zarówno w wymiarze duchowym, jak i doczesnym, jest Królem nawet tych, których „błędne mniemania uwiodły albo niezgoda rozdziela”. I tę prawdę zaczynamy rozważać znów w kolejnym roku liturgicznym i ona jak klamrą ten rok zamknie, jeśli Pan Bóg doczekać pozwoli – w święcie Chrystusa Króla.

 Artykuł pierwotnie ukazał się w papierowym wydaniu „Tygodnika Bydgoskiego” w grudniu 2017 roku oraz na portalu tygodnikbydgoski pod tytułem „Jezus Chrystus zjawia się na ziemi”

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor