[NIEDZIELA Z TYGODNIKIEM] Sobór wyrzucił łacinę z Mszy? Tego Vaticanum II nie powiedział
fot. Wikipedia – ilustracyjne
Dziś ogromna większość katolików nie wyobraża sobie Mszy świętej w języku innym niż własny. Tymczasem Sobór Watykański II nie nakazał usunięcia łaciny z liturgii. Przeciwnie, postanowił ją zachować, a jednocześnie dopuścił szersze używanie języków narodowych. Jak więc doszło do tego, że łacina niemal zniknęła z codziennego życia parafii?
Inne z kategorii
Dlaczego Kościół modlił się po łacinie?
Łacina nie była od początku chrześcijaństwa językiem liturgii rzymskiej. Pierwsi chrześcijanie posługiwali się także greką. Z czasem łacina stała się jednak językiem zachodniego Kościoła, a później, gdy języki narodowe zaczęły się rozwijać i zmieniać, pozostała językiem liturgii, teologii i prawa kościelnego.
Warto przypomnieć argumenty Jana XXIII zawarte w konstytucji Veterum sapientia, ogłoszonej zaledwie kilka miesięcy przed rozpoczęciem Soboru. Papież wskazywał na trzy cechy łaciny. Była językiem powszechnym, ponieważ nie należała do jednego współczesnego narodu. Była trwała, bo jako język nieużywany w codziennej komunikacji zmieniała się znacznie wolniej. Była wreszcie związana z wielowiekową tradycją Kościoła.
Z czasem nabrała również znaczenia symbolicznego. Jej użycie sygnalizowało, że liturgia nie jest zwykłą rozmową i że człowiek wchodzi w przestrzeń inną niż codzienność.
Co naprawdę postanowił Sobór?
W tym kontekście warto przeczytać Sacrosanctum Concilium, soborową konstytucję o liturgii. Jej 36. punkt brzmi z dzisiejszej perspektywy dość zaskakująco: używanie języka łacińskiego należy zachować w obrządkach łacińskich.
Dopiero dalej Sobór stwierdza, że języki narodowe mogą otrzymać szersze miejsce w liturgii, szczególnie w czytaniach, pouczeniach, niektórych modlitwach i śpiewach. Nie ma więc tam decyzji: „od tej pory liturgia ma być sprawowana w językach narodowych”. Jest inna zasada: łacina zostaje zachowana, ale używanie języków ojczystych zostaje szerzej dopuszczone.
Jeszcze wyraźniej pokazuje to punkt 54. Sobór mówi tam, że należy zatroszczyć się o to, aby wierni potrafili wspólnie mówić lub śpiewać po łacinie należące do nich części stałe Mszy.
Trudno więc utrzymywać, że Vaticanum II nakazało usunąć łacinę z kościołów.
Jak więc łacina niemal zniknęła?
Nie oznacza to jednak, że późniejszy rozwój liturgii nie miał związku z Soborem. Sacrosanctum Concilium stworzyło możliwość stopniowego rozszerzania użycia języków narodowych. W kolejnych latach ukazywały się dokumenty wykonawcze, a potem nowe księgi liturgiczne. Zakres języków narodowych stawał się coraz większy.
W praktyce to, co początkowo było dopuszczeniem i rozszerzeniem, szybko stało się normą. W wielu krajach język ojczysty niemal całkowicie zastąpił łacinę w zwyczajnym życiu parafialnym.
Paweł VI mówił o tym bardzo otwarcie. W 1969 roku, tuż przed wprowadzeniem nowego porządku Mszy we Włoszech, przyznawał, że odejście od łaciny oznacza utratę języka chrześcijańskich stuleci i osłabienie związku z wielkim dziedzictwem duchowym i muzycznym Kościoła. Uważał jednak, że większa zrozumiałość liturgii i czynny udział wiernych są wartością ważniejszą.
Nie mamy więc do czynienia ani z prostym „Sobór wyrzucił łacinę”, ani z tezą, że późniejsza praktyka nie miała nic wspólnego z reformą soborową. Sobór otworzył drogę do szerszego używania języków narodowych, a reforma posoborowa poszła tą drogą znacznie dalej niż sam literalny tekst konstytucji.
Czy wspólna łacina ma jeszcze sens?
Pozostaje pytanie, czy dziś wspólne recytowanie lub śpiewanie po łacinie ma jeszcze jakąś wartość. Nie chodzi tu o praktyczną wygodę, lecz o sens symboliczny i rytualny.
Pierwszym argumentem jest powszechność Kościoła. Gdy spotykają się katolicy z różnych krajów, każdy język narodowy natychmiast dzieli ich na tych, którzy go rozumieją, i tych, którzy go nie rozumieją. Łacina nie jest dziś językiem ojczystym niemal nikogo, dlatego może pełnić funkcję wspólnego języka liturgicznego ponad narodowymi granicami.
Drugim argumentem jest ciągłość. Gdy wierni śpiewają Sanctus, Agnus Dei czy Pater noster, posługują się słowami, które przez stulecia wypowiadały kolejne pokolenia chrześcijan. Nie chodzi o magiczną moc łacińskich formuł, lecz o znak pamięci i zakorzenienia.
Trzecim argumentem jest sam charakter liturgii. Nie każda jej część musi brzmieć jak język codzienny. Liturgia posługuje się gestem, symbolem i powtarzalnością. Język może również być częścią tego rytuału.
Nie trzeba wybierać: albo łacina, albo język narodowy
Najciekawsze jest więc pytanie, czy naprawdę trzeba wybierać między łaciną a językiem narodowym. Sobór takiego wyboru nie dokonał. Uznawał wartość języka zrozumiałego dla wiernych, ale jednocześnie chciał zachowania łaciny i jej wspólnego używania przynajmniej w części liturgii.
Historia poszła dalej i języki narodowe niemal całkowicie zajęły jej miejsce. Można uważać to za duszpastersko słuszne. Można też sądzić, że wraz z łaciną utracono coś ważnego. Jednego jednak nie da się uczciwie powiedzieć.
Sobór Watykański II nie postanowił, że łacina ma zniknąć z Mszy. Postanowił, że należy ją zachować, a językom narodowym przyznać szersze miejsce.
Maksymilian Powęski