Religia 6 cze 23:27 | Redaktor

W styczniu 2019 roku lekarze Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych zatwierdzili cud uzdrowienia za wstawiennictwem Sługi Bożego kardynała Stefana Wyszyńskiego. Po 30 latach trwania procesu beatyfikacyjnego otworzyła się ostatecznie droga do wyniesienia Kardynała na ołtarze.

Chociaż data uroczystego ogłoszenia Prymasa Tysiąclecia błogosławionym Kościoła katolickiego została bezterminowo odroczona (z 7 czerwca) z uwagi na trwająca pandemię koronawirusa, czas oczekiwania na kolejny termin jest dla nas dobrą sposobnością, aby zastanowić się nad duchowym dziedzictwem, które nam pozostawił kardynał Wyszyński. Bowiem beatyfikacja, to nie kanoniczna konieczność czy wyraz sentymentalizmu, ale bardzo dobitne postawienie konkretnej osoby jako wzoru do naśladowania.

Zniszczyć Kościół

25 września 1953 roku, około 22.00, agenci Służby Bezpieczeństwa wtargnęli do Domu Arcybiskupów Warszawskich, zatrzymując prymasa Stefana Wyszyńskiego. W aresztowaniu wzięło udział 50 funkcjonariuszy. Internowanie Prymasa stanowiło punkt kulminacyjny szeregu działań wymierzonych w Kościół, które nawarstwiały się od końca lat 40., i stanowiło próbę jego ostatecznej  dezintegracji i rozbicia, w myśl zasady – jeśli usuniemy pasterza, owce same się rozpierzchną. Bezpośrednią przyczyną zatrzymania głowy polskiego Kościoła była odmowa akceptacji rządowego dekretu „o tworzeniu, obsadzaniu i znoszeniu duchownych stanowisk kościelnych”, który dawał władzy państwowej niemal całkowitą kontrolę nad wszelkimi nominacjami i aktami prawnymi Kościoła.

Kard. Stefan Wyszyński, fot. Edward Hartwig, źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Grunt do ostatecznego rozprawienia się z Kościołem był sukcesywnie przygotowywany. Dwa lata wcześniej, w styczniu 1951 roku, zatrzymano biskupa Czesława Kaczmarka, jednego z najbardziej niezłomnych kapłanów, zasłużonego m.in. w ratowaniu Żydów w czasie II wojny światowej. W trakcie trwającego 30 miesięcy śledztwa, hierarchę poddano wyszukanym torturom mającym przede wszystkim „złamać” go psychicznie. W konsekwencji zmuszono biskupa do publicznego przyznania się do zarzucanych mu czynów, m.in. kolaboracji z niemieckim okupantem oraz szpiegostwa na rzecz Stanów Zjednoczonych.

W styczniu 1953 roku odbył się pokazowy, szeroko relacjonowany proces czterech księży kurii krakowskiej (byli to: ks. Józef Lelito, ks. Franciszek Szymonek, ks. Wit Brzycki, ks. Jan Pochopień) i trzech osób świeckich (Edward Chachlica, Michał Kowalik, Stefania Rospond). Zatrzymani, za sprawą sfałszowanych dowodów zostali oskarżeni m.in. o szpiegostwo na rzecz Stanów Zjednoczonych, walkę z ustrojem komunistycznym i próbę wywołania zbrojnego powstania.

Te i wiele innych działań (nieustanna inwigilacja, szantaże, pobicia, próby przekupstwa) wymierzonych we wszystkich bez wyjątku duchownych miały zostać „zwieńczone” usunięciem prymasa Wyszyńskiego z urzędu. Prawdopodobnie do aresztowania kardynała doszłoby wcześniej, jednak takiemu działaniu sprzeciwiał się sam Józef Stalin (zm. 5 marca 1953 r.). Przywódca ZSRR – w myśl rady udzielonej Bolesławowi Bierutowi w 1949 roku: „przy klerze nie zrobicie nic, dopóki nie dokonacie rozłamu na dwie odrębne i przeciwstawne sobie grupy” – był zwolennikiem taktyki wewnętrznego rozbijania Kościoła. Służyło temu między innymi powołanie organizacji księży lojalnych wobec władzy, zwanych potocznie „księżmi patriotami”. Doskonałym pretekstem do zatrzymania Prymasa i w konsekwencji podporządkowania sobie pozostających jeszcze na wolności hierarchów, stał się jego sprzeciw wobec wspomnianego wcześniej dekretu, wyrażony w słynnym już dziś memoriale Episkopatu do Rządu PRL z 8 maja 1953 r., zakończonym słowami „rzeczy Bożych na ołtarzach Cezara składać nam nie wolno. Non possumus! (Nie możemy!)”.

Wielka nowenna – program duchowej odnowy narodu

Pomimo kolejnych szykan ze strony władz, prymas Wyszyński nie tylko nie tracił ducha, ale podejmował nowe inicjatywy. Przebywając jeszcze w internowaniu, za namową Marii Okońskiej (inicjatywa wyszła od przeora paulinów na Jasnej Górze, o. Jerzego Tomzińskiego) napisał tekst Ślubów jasnogórskich. Ideą przedsięwzięcia było odnowienie przyrzeczeń złożonych Matce Bożej przez Jana II Kazimierza Wazę we Lwowie w 1656 roku, który wzywał pomocy Bogurodzicy w walce ze szwedzkim i rosyjskim najeźdźcą. Śluby uroczyście odczytane na Jasnej Górze, 26 sierpnia 1956 roku, w obecności milionowej (!) rzeszy pielgrzymów, były wstępem do największego duszpasterskiego dzieła Prymasa – Wielkiej Nowenny.

Wierni przez kolejne dziewięć lat, zawsze 26 sierpnia, na Jasnej Górze, ponawiali Jasnogórskie Śluby Narodu, modląc się w intencji odnowy moralnej Polaków. Program duszpasterski realizowany w ramach Nowenny skierowany był do całego społeczeństwa, i w każdym roku poświęcony był innemu zagadnieniu: wierności, łasce, życiu, małżeństwu, rodzinie, wychowaniu młodzieży, sprawiedliwości, cnocie oraz Matce Bożej jako Królowej Polski.

Fragment „Aktu Oddania Polski w Macierzyńską Niewolę Maryi” z 3 maja 1966 roku,
Narodowe Archiwum Cyfrowe

Prymas wypowiedział wojnę programowej demoralizacji i ateizacji, jaką prowadzili komuniści. Mimo kolejnych przeszkód mnożonych przez władze, np. bardzo uciążliwych restrykcji i utrudnień dla organizatorów pieszych pielgrzymek do Częstochowy, Nowenna realizowana była z pełnym zaangażowaniem i żelazną konsekwencją. „Narodowe rekolekcje” wbrew wysiłkom rządzących umacniały wiarę w społeczeństwie i formowały nowe pokolenie odważnych ludzi Kościoła. Wierni coraz częściej, mężnie bronili symboli swojej wiary, protestując przeciwko ograniczaniu wolności wyznania. Zachęceni odwagą i niezłomnością swojego narodowego duszpasterza potrafili dać świadectwo głębokiego przywiązania do tradycyjnych wartości — jak chociażby w Nowej Hucie w 1960 roku, kiedy stanęli w obronie krzyża i prawa do budowy świątyni, i to w miejscu, które miało być wzorcowym miastem socjalistycznym „pozbawionym” Boga.

Zwieńczeniem Nowenny i jednocześnie punktem kulminacyjnym obchodów tysiąclecia chrztu Polski były uroczystości 3 maja 1966 roku. Prymas Wyszyński w klasztorze jasnogórskim, w obecności ponad 200 tys. wiernych, dokonał aktu oddania Polski w macierzyńską niewolę Maryi, Matki Kościoła.

Wojownik Maryi

Zawierzenie całego narodu w niewolę Maryi zaakcentowało Jej szczególną rolę w całym przedsięwzięciu. Prymas Wyszyński od początku swojej duszpasterskiej drogi otaczał Matkę Bożą szczególnym nabożeństwem. Święcenia kapłańskie przyjął w kaplicy Matki Bożej w bazylice włocławskiej. Pierwszą Mszę świętą odprawił na Jasnej Górze przed Cudownym Obrazem Matki Bożej Częstochowskiej. Jakimś przedziwnym zbiegiem okoliczności wszystkie ważniejsze wydarzenia w życiu Prymasa miały miejsce w dni poświęcone Maryi. W dzień Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny kardynał August Hlond ogłosił wiadomość o nominowaniu księdza Wyszyńskiego na biskupstwo lubelskie. Z kolei informację o powołaniu na stolicę arcybiskupstwa gnieźnieńskiego i tym samym objęcia przewodnictwa nad polskim Kościołem, Stefan Wyszyński otrzymał w liście datowanym 16 listopada, a więc w dzień Matki Bożej Miłosierdzia. Te opatrznościowe znaki Prymas odbierał jako wyraźne wskazania maryjnego posłannictwa, czyniąc z Matki Bożej swoją duchową przewodniczkę. Swoje biskupie zawołanie Soli Deo uzupełniał przez dodanie Per Mariam. W imię Maryi był gotowy do największych poświęceń. Maria Okońska, pracująca w Sekretariacie Prymasa w Warszawie na ulicy Miodowej, wspomina, jak 14 lutego 1953 roku, po wydaniu rządowego dekretu o obsadzeniu stanowisk kościelnych, uzależniającego hierarchię kościelną od władzy państwowej, gdy wszyscy byli zatrwożeni przyszłością Kościoła, Prymas, pełen wewnętrznego pokoju pocieszał współpracowników mówiąc „Wszystko postawiłem na Maryję – i to Jasnogórską”. Swojemu zaufaniu do Chrystusowej Matki dał wyraz trzy miesiące później, gdy – ryzykując własnym życiem (mając zapewne w pamięci nieudany zamach na jego osobę w lutym 1949 roku) – podpisał słynny memoriał sprzeciwiający się dekretowi komunistów. W odwecie uwięziony, nie przestawał walczyć z imieniem Maryi na ustach.

8 grudnia 1953 roku – przetrzymywany w Stoczku Warmińskim złożył akt osobistego oddania się w niewolę Matki Bożej: „Oddaję się Tobie, Maryjo, całkowicie w niewolę (...). Wszystko, cokolwiek czynić będę przez Twoje ręce Niepokalane, Pośredniczko łask wszelkich, oddaję ku chwale Trójcy Świętej - Soli Deo!” – zanotował tego dnia. 16 maja 1956 roku stworzył wspomniany już tekst Ślubów Jasnogórskich, które (publicznie odczytane 26 sierpnia) potwierdziły królowanie Niepokalanej w ojczyźnie Mieszka I. Niepewny swojego losu, przewożony z jednego miejsca odosobnienia w inne, nieustannie gotowy był złożyć ofiarę ze swojego życia. „Królowo Polski (…) Jeśli Ci to potrzebne, zabij mnie, aby mógł żyć w Polsce Kościół Syna Twego” – pisał w klasztorze w Komańczy, na kilka miesięcy przed zwolnieniem.

Obchody Tysiąclecia Chrztu Polski, przeniesienie obrazu Matki Bożej Częstochowskiej do
Kaplicy w uroczystej procesji, 3 maja 1966, Częstochowa, źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Miłość i cześć, jaką Prymas i tysiące wiernych otaczali Matkę Bożą wywoływała furię wśród komunistycznych wataszków. O tej wściekłości, podszytej bezsilnością, świadczyć może podjęcie decyzji o „aresztowaniu” kopii wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej. Prymas mając świadomość, że nie wszyscy wierni posiadają możliwość modlitwy przy cudownym obrazie, wpadł na pomysł peregrynacji jego kopii. Koncept spotkał się z olbrzymią społeczną aprobatę. Wokół obrazu gromadziły się tłumy wiernych. Komunistyczne władze pragnąc zniweczyć przedsięwzięcie, w trakcie przewożenia wizerunku, w Liksajnach (na Mazurach, niedaleko Ostródy) zarekwirowały go, a następnie „internowały” do katedry warszawskiej „z surowym poleceniem, żeby nie był stamtąd ruszany bez zezwolenia milicji”. Obraz zgodnie z zaleceniami władz nie opuścił katedry, ale za to został wystawiony przez tamtejszych księży w oknie zakrystii, prowokując tłumy wiernych do modlitwy pod murami kościoła. Ostatecznie wizerunek został przewieziony przez milicję na Jasną Górę. Wobec zakazu jego wywozu, w dalszej peregrynacji uczestniczyły… puste ramy, wędrując po Polsce aż do 1972 roku.

Prymas był głęboko przekonany, co wielokrotnie powtarzał, że to właśnie Maryja „strzegła wiary Polaków i naszej więzi z Kościołem”, zapewniając przetrwanie państwa polskiego pomimo różnych dziejowych zawirowań. To właśnie dzięki jego inicjatywie, papież Paweł VI ogłosił Maryję – Matką Kościoła. Ten wyjątkowo silny maryjny rys polskiego katolicyzmu, tak bliski zarówno Maksymilianowi Kolbe, kardynałowi Hlondowi oraz kardynałowi Wojtyle, stał się za sprawą prymasa Wyszyńskiego obecny w nurcie Kościoła powszechnego (w 2018 roku papież Franciszek ustanowił święto Najświętszej Maryi Panny - Matki Kościoła dla wspólnoty kościelnej na całym świecie).

Można powiedzieć, że to właśnie maryjna niewola uczyniła kardynała Wyszyńskiego prawdziwie wolnym. Sprawiła, że był zdolny podejmować decyzje w zgodzie z własnym sumieniem, zdolny przezwyciężyć lęk, który paraliżował wielu jego rodaków – również kapłanów – w czasach bezprzykładnej przemocy i brutalnych prześladowań.

Mateusz Soliński

Druga część artykułu zostanie opublikowana w niedzielę, 7 czerwca - planowany dzień beatyfikacji.

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor