Światło, które przyszło z Galilei. Jak Ojcowie Kościoła czytają początek Ewangelii
James Tissot – Jezus nauczający nad Jeziorem Genezaret
Ewangelia o początku publicznej działalności Jezusa może sprawiać wrażenie spokojnej narracji: zmiana miejsca, spełnienie proroctwa, powołanie pierwszych uczniów. Ojcowie Kościoła widzieli w tym fragmencie coś znacznie więcej — moment graniczny w historii zbawienia, przejście od zapowiedzi do spełnienia, od figury do prawdy, od ciemności do światła.
Inne z kategorii
Pozorny spokój narracji
Wydawać by się mogło, że Ewangelia czytana dziś w liturgii przedstawia zwykły fragment biografii Jezusa. Po aresztowaniu Jana Chrzciciela Jezus wraca do Galilei, opuszcza Nazaret i zamieszkuje w Kafarnaum. Narracja jest powściągliwa, niemal sucha. Nie ma dramatyzmu, nie ma opisu przemocy ani konfliktu.
A jednak właśnie ta oszczędność słów jest znacząca. W tle wyczuwalne jest napięcie: to, co spotkało Jana, spotka także Jezusa — ale jeszcze nie teraz. Jest czas drogi, czas nauczania, czas światła, zanim nadejdzie godzina męki.
Uwięzienie Jana jako znak czasu
Ojcowie Kościoła zgodnie podkreślają, że uwięzienie Jana Chrzciciela nie jest przypadkiem ani skutkiem ludzkiej samowoli. Pseudo-Chryzostom stwierdza jednoznacznie: nikt nie może tknąć proroka, jeśli Bóg na to nie pozwoli. To wydarzenie należy czytać w perspektywie Opatrzności.
Św. Jan Chryzostom dopowiada, że Chrystus nie uchyla się tchórzliwie od niebezpieczeństwa. Unikanie niepotrzebnego zagrożenia nie jest winą; winą byłoby dopiero nieprzyjęcie cierpienia, gdy nadejdzie. Jezus zachowuje porządek ekonomii zbawienia — Jego godzina jeszcze nie nadeszła.
Raban Maur nadaje temu wydarzeniu sens symboliczny: Jan i prorocy byli głosem poprzedzającym Słowo. Gdy głos zostaje „spętany”, przychodzi samo Słowo. Milknie figura, zaczyna mówić prawda.
Galilea – peryferia, które stają się centrum
Decyzja Jezusa, by zamieszkać w Kafarnaum, nie jest geograficznym przypadkiem. Glossa i Remigiusz przypominają, że ziemie Zabulona i Neftalego były pierwszym miejscem niewoli asyryjskiej. Tam najpierw zapomniano Prawo — tam najpierw rozbrzmiewa Ewangelia.
Św. Hieronim zwraca uwagę na paradoks proroctwa Izajasza: te ziemie zostały „najpierw” oświecone, a „później” światło się rozmnożyło. Galilea, uważana za półpogańską, staje się miejscem pierwszego objawienia Mesjasza. Nie Jerozolima, nie centrum religijne, lecz pogranicze — „Galilea pogan”.
Ojcowie widzą w tym zasadę uniwersalną: Ewangelia rozchodzi się od miejsc zapomnienia ku całemu światu. Kościół nie rodzi się w przestrzeni rytualnej czystości, lecz na styku narodów, języków i grzechu.
„Lud siedzący w ciemności”
Św. Jan Chryzostom zatrzymuje się nad jednym słowem: „siedzący”. Człowiek przed Chrystusem nie idzie — siedzi. Nie szuka drogi, bo jej nie widzi. Ciemność oznacza błąd i bezbożność, a „cień śmierci” — życie w grzechu, jeszcze przed fizycznym zejściem do grobu.
To sformułowanie nawiązuje również do kantyku Zachariasza: „aby oświecić siedzących w ciemności i w cieniu śmierci”. W starszych przekładach, takich jak tłumaczenie ks. Dąbrowskiego, to wyrażenie zachowuje pełną ostrość teologiczną.
Św. Hieronim wprowadza subtelne rozróżnienie: „śmierć” dotyczy tych, którzy już umarli przez uczynki; „cień śmierci” — tych, którzy jeszcze żyją, ale trwają w grzechu. Światło Chrystusa skierowane jest do jednych i drugich.
Pseudo-Chryzostom dodaje kontrast: poganie, czczący demony, znajdują się w cieniu śmierci; Żydzi — w ciemności, bo choć posiadają Prawo, nie znają jeszcze objawionej sprawiedliwości Boga. Wszyscy jednak potrzebują tego samego światła.
Światło, które samo wychodzi ku człowiekowi
Ojcowie zgodnie podkreślają rzecz kluczową: światło nie zostaje „znalezione”. Ono „zajaśniało”. Człowiek nie wychodzi ku Bogu pierwszy — to Bóg wychodzi ku człowiekowi. Zbawienie nie jest owocem ludzkiej inicjatywy, lecz Boskiego nawiedzenia.
Dlatego pierwsze słowa Jezusa są identyczne ze słowami Jana Chrzciciela: „Nawracajcie się”. Greckie metanoeite w starszym przekładzie ks. Dąbrowskiego oddane jest jako „czyńcie pokutę” — sformułowanie mocniejsze, podkreślające działanie, a nie jedynie zmianę myślenia.
Chrystus nie unieważnia proroka, lecz go potwierdza. Pseudo-Chryzostom zauważa, że Jezus nie zaczyna od wykładu sprawiedliwości — wszyscy wiedzą, czym ona jest — lecz od wezwania do pokuty, bo wszyscy jej potrzebują. Nawracanie nie jest dodatkiem do Ewangelii; jest jej bramą.
Remigiusz przeciwstawia Prawo i Ewangelię: Prawo obiecywało dobra ziemskie, Chrystus zapowiada królestwo niebieskie. Dlatego na początku nie straszy, lecz obiecuje. Miłosierdzie poprzedza sąd.
Rybacy i początek Kościoła
Chrystus powołuje rybaków. Św. Augustyn podkreśla: nie królów, nie filozofów, nie mówców. Gdyby wybrał uczonych, można by sądzić, że zwyciężyła elokwencja. Tymczasem — jak zauważa Augustyn — rybak zdobył cesarza.
Zajęcie uczniów staje się znakiem ich przyszłej misji. Sieć nie wybiera ryb; podobnie słowo Boże rzucone jest wszystkim. Kto zostanie „pochwycony”, zależy od poruszenia Boga.
Św. Grzegorz Wielki podkreśla, że liczy się nie wielkość porzuconych dóbr, lecz gotowość serca. Ten, kto nie zachowuje nic dla siebie, oddaje wszystko — nawet jeśli posiada niewiele.
Ojcowie widzą w porzuceniu sieci, łodzi i ojca potrójne wyrzeczenie: czynów cielesnych, dóbr świata i więzów naturalnych. Nie jest to pogarda dla stworzenia, lecz uznanie absolutnego prymatu powołania.
Od Ewangelii do Kościoła
Raban Maur i Remigiusz rozwijają alegorię: dwie łodzie oznaczają dwa ludy — Żydów i pogan; morze symbolizuje świat; Galilea — zmienność historii. Kościół rodzi się pośród fal, ale właśnie tam Chrystus „chodzi”, nie tonąc.
Wezwanie „Pójdź za Mną” nie jest ruchem nóg, lecz życia. To przejście z ciemności do światła, z bezruchu do drogi, z figury do prawdy.
W tym sensie ta Ewangelia nie jest jedynie opowieścią o początku działalności Jezusa. Jest opowieścią o początku Kościoła — wspólnoty, która rodzi się z nawrócenia, żyje ze światła i istnieje po to, by, jak sieć, wyciągać ludzi z morza świata ku życiu.
Maksymilian Powęski