Bitwa pod Koronowem ożyła w Wilczu. Poszukiwacze szukali jej śladów, filmowcy odtworzyli ją przed kamerą
Blisko 500 poszukiwaczy, tysiące sygnałów wykrywaczy, przedmioty pochodzące z różnych epok, wykłady, spotkania i rycerskie zmagania. V Ogólnopolski i III Europejski Zlot Poszukiwaczy „Bitwa pod Koronowem – Wilcze 2026” dobiegł końca. W tym roku wydarzenie miało jednak jeszcze jeden wymiar. Kiedy jedni szukali pod ziemią śladów wydarzeń sprzed ponad sześciuset lat, kilkaset metrów dalej przed kamerami ponownie starli się polscy rycerze i Krzyżacy. Powstaje film o bitwie pod Koronowem.
Inne z kategorii
ZUS sprawdza zwolnienia lekarskie. W regionie zakwestionowano świadczenia za ponad 7,7 mln zł
Centrum Zdrowia Psychicznego w Szpitalu Jurasza zyska nowoczesną infrastrukturę
Jeszcze w piątek wieczorem pisaliśmy z Wilcza, że choć oficjalny program zlotu właściwie się nie rozpoczął, impreza już trwała. Pierwsi uczestnicy przyjechali w czwartek. W piątek wyrastało już całe miasteczko namiotów i kamperów. W sobotę okazało się, jak wielka jest skala wydarzenia – w Wilczu spotkało się blisko 500 poszukiwaczy z Polski i zagranicy.
Przyjechali z wykrywaczami, łopatkami i nadzieją, że tym razem właśnie ich urządzenie zapiszczy nad czymś, czego od stuleci nie dotykała ludzka ręka.
Jak opisywaliśmy w sobotniej relacji „Między kapslem a denarem”, rzeczywistość poszukiwacza jest mniej romantyczna, niż może wydawać się obserwatorowi. Wykrywacz sygnalizuje metal, człowiek klęka, rozgarnia ziemię i znajduje… kapsel. Albo kawałek aluminium. Potem następny i następny. Ale zdarzają się również monety, guziki, łuski i przedmioty, które mogą mieć setki lat. I właśnie oczekiwanie na taki moment sprawia, że setki ludzi gotowe są godzinami chodzić po polach.
Zlot, który stał się spotkaniem przyjaciół
Po kilku latach Wilcze jest jednak czymś więcej niż miejscem wielkiego przeczesywania pól wykrywaczami.
Widać to było już przed oficjalnym rozpoczęciem imprezy. Uczestnicy witali się jak starzy znajomi, pomagali sobie przy rozbijaniu obozowiska, oglądali sprzęt, rozmawiali o poprzednich wyprawach. Wokół poszukiwania historii powstała społeczność.
To zresztą nie jest nowe zjawisko. Już po wcześniejszych edycjach organizatorzy podkreślali, że wartość spotkania polega nie tylko na odnajdywaniu zabytków, lecz także na integracji całych rodzin i środowiska poszukiwaczy.
Tegoroczny program również wykraczał daleko poza same poszukiwania. Były warsztaty i wykłady historyczne, wydarzenia dla dzieci i rodzin, prezentacje oraz wystawa Instytutu Pamięci Narodowej „Wojsko Polskie wczoraj i dziś”. W niedzielę uczestnicy i publiczność mogli oglądać także turniej rycerski.
W centrum wszystkiego pozostawała jednak historia wydarzenia, które rozegrało się tutaj 616 lat temu.
Bitwa pozostawiła ślady w ziemi
10 października 1410 roku, kilka miesięcy po Grunwaldzie, wojska polskie starły się w rejonie Koronowa z armią zakonu krzyżackiego. Polakami dowodzili Sędziwój z Ostroroga i Piotr Niedźwiedzki, siłami krzyżackimi – Michał Küchmeister von Sternberg. Starcie zakończyło się zwycięstwem wojsk polskich.
Od kilku lat uczestnicy zlotów próbują odnaleźć materialne ślady tamtych wydarzeń i jednocześnie pomóc w dokładniejszym określeniu obszaru, na którym toczyła się walka.
Nie oznacza to oczywiście, że każdy wydobyty z ziemi kawałek żelaza pochodzi z 1410 roku. Pola wokół Wilcza były świadkami ludzkiej obecności przez stulecia i dlatego pojawiają się tutaj przedmioty z bardzo różnych epok.
I może właśnie to najlepiej tłumaczy fenomen poszukiwań. Człowiek wychodzi w pole z myślą o średniowiecznej bitwie, a ziemia opowiada mu zupełnie inną historię.
Tym razem historię nie tylko odnajdywano
Najbardziej widowiskowym elementem tegorocznego zlotu było jednak przedsięwzięcie zupełnie inne. Bitwę pod Koronowem postanowiono odtworzyć przed kamerą.
Na polach pojawili się rekonstruktorzy w średniowiecznych strojach i uzbrojeniu. Były konie, chorągwie, rycerze polscy i krzyżaccy. Przygotowano inscenizację, ale nie chodziło wyłącznie o widowisko dla uczestników zlotu.
Był to również plan filmowy.
Już przed zlotem organizatorzy zapowiadali realizację filmu historyczno-promocyjnego z fabularyzowanymi scenami bitwy.
I to zasadniczo zmieniało charakter inscenizacji. Kamera wymaga czegoś innego niż publiczność stojąca przy barierkach. Sceny trzeba ustawić, niekiedy powtórzyć, znaleźć odpowiednie ujęcie. Rycerze przestają być wyłącznie rekonstruktorami – na czas zdjęć stają się aktorami opowieści, która ma później trafić do widzów daleko poza Wilczem.
Grunwald zna każdy. A Koronowo?
Pomysł filmu ma szczególne znaczenie właśnie tutaj.
O bitwie pod Grunwaldem słyszał praktycznie każdy Polak. Bitwa pod Koronowem, choć rozegrana podczas tej samej wielkiej wojny z zakonem krzyżackim i zakończona polskim zwycięstwem, pozostaje w jej cieniu.
Zloty w Wilczu od kilku lat próbują to zmienić. Dotąd robiono to przede wszystkim przez poszukiwania, badania, wykłady, rekonstrukcję i bezpośredni kontakt ludzi z historią.
Film daje zupełnie nowe możliwości.
Jeżeli opowieść o wydarzeniach z 10 października 1410 roku zostanie atrakcyjnie pokazana obrazem, bitwa może wyjść poza krąg historyków, regionalistów i pasjonatów z wykrywaczami. Może stać się częścią szerszej opowieści o wojnie, której Grunwald był wydarzeniem największym, ale przecież nie jedynym.
Dlatego właśnie filmowana w Wilczu szarża może okazać się jednym z najważniejszych rezultatów tegorocznego zlotu.
Zobaczcie, jak powstawała bitwa
Do tego artykułu dołączamy galerię zdjęć z Wilcza oraz nasze nagranie wideo z planu filmu o bitwie pod Koronowem.
Można na nim zobaczyć to, czego w gotowym filmie zapewne już nie będzie: przygotowania do ujęć, ustawianie rekonstruktorów, konie czekające na sygnał, pracę ekipy i moment, w którym spokojne pole pod Koronowem na potrzeby kamery ponownie zamienia się w pole średniowiecznej bitwy.
To szczególne dopełnienie całego zlotu.
Przez dwa dni setki ludzi chodziły po tych polach, próbując wydobyć z ziemi drobne materialne świadectwa przeszłości. Obok nich inni zakładali zbroje, dosiadali koni i ustawiali się pod chorągwiami, żeby tę samą przeszłość odtworzyć.
Jedni szukali tego, co po bitwie zostało. Drudzy próbowali pokazać, jak mogła wyglądać. A wszystko po to, żeby o zwycięstwie pod Koronowem sprzed 616 lat znowu było głośno.
To jednak nie koniec naszych materiałów z Wilcza. W Tygodniku Bydgoskim opublikujemy we wtorek rozmowę z Piotrem Glimasińskim, prezesem Stowarzyszenia Archeologiczno-Historycznego „Bractwo”, organizatora zlotu. Podsumujemy z nim tegoroczne poszukiwania, zapytamy o najciekawsze odkrycia i o to, co pięć kolejnych edycji wydarzenia powiedziało nam o miejscu bitwy pod Koronowem.