Deweloper złożył wniosek, miasto zmienia plan. Mieszkańcy Górzyskowa i Aeroklub nie chcą nowych bloków
fot. Autorstwa Pit1233 - Praca własna, CC0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=30521679
Czy między osiedlem Podniebne Ogrody a terenem Aeroklubu Bydgoskiego powstaną nowe bloki? Sprawę opisał „Express Bydgoski”. Z ustaleń dziennika wynika, że wniosek dotyczący zmiany parametrów zabudowy złożyła także firma deweloperska APRO Investment. Przeciwko wysokiej zabudowie protestują mieszkańcy i Aeroklub Bydgoski.
Inne z kategorii
Czy wolność może zniknąć po cichu? Recenzja książki „Tak nas zniewalają”
„Express Bydgoski” wraca do sprawy zmiany miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla terenu między ulicami Biedaszkowo a Żwirki i Wigury. Chodzi o obszar położony między osiedlem Podniebne Ogrody a terenem Aeroklubu Bydgoskiego.
Jak podał „Express Bydgoski”, projekt nowego planu przewiduje możliwość realizacji „zabudowy mieszkaniowej wielorodzinnej lub usługowej przy dopuszczalnej wysokości zabudowy do 10, 12 i 14 metrów, w zależności od części terenu”.
To właśnie ta zmiana budzi sprzeciw mieszkańców. Dotychczas — jak wskazują zainteresowani — dla tego obszaru zakładano przede wszystkim funkcję usługową i niższą zabudowę. Teraz pojawia się możliwość budowy obiektów mieszkaniowych wielorodzinnych, czyli w praktyce kolejnych bloków.
Wniosek złożył także deweloper
W sprawie interpelację do prezydenta Rafała Bruskiego skierował radny Jędrzej Gralik. Pytał m.in. o podstawy zmiany przeznaczenia terenu oraz o to, czy o modyfikację planu wnosił właściciel gruntu, inwestor lub deweloper.
„Express Bydgoski” podaje, że wniosek w tej sprawie złożyła również firma APRO Investment Sp. z o.o. Miało się to stać 22 czerwca 2023 roku. Wnioski inwestora zostały następnie rozpatrzone przez prezydenta w grudniu 2025 roku.
To ważna informacja, ponieważ pokazuje, że sprawa nie jest wyłącznie abstrakcyjnym ćwiczeniem urbanistycznym. Za zmianą parametrów planu stoją konkretne interesy inwestycyjne. Oczywiście deweloper ma prawo składać wnioski. Ale mieszkańcy mają dokładnie takie samo prawo pytać, czy miasto planuje rozwój osiedla z myślą o nich, czy raczej dostosowuje dokumenty do oczekiwań rynku.
Radny Gralik zwracał uwagę, że zmiana budzi obawy mieszkańców osiedla Podniebne Ogrody oraz sąsiedniej zabudowy jednorodzinnej. Chodzi o komfort zamieszkania, zacienienie, ograniczenie prywatności, wzrost natężenia ruchu, możliwy spadek wartości nieruchomości, a także — co w tej sprawie szczególnie istotne — bezpieczeństwo lotnicze.
Aeroklub: na szali jest 90-letnia historia
Sprawa nie dotyczy wyłącznie sąsiadów przyszłej inwestycji. Ważnym uczestnikiem sporu jest także Aeroklub Bydgoski. Jego dyrektor, Andrzej Matczak, w rozmowie z „Expressem Bydgoskim” mówi wprost: „Na szali jest położona 90-letnia historia naszej organizacji”.
Według przedstawicieli Aeroklubu dopuszczenie wyższej zabudowy w sąsiedztwie lotniska może w przyszłości ograniczać jego działalność. Problem dotyczy nie tylko samych przeszkód terenowych, ale także możliwych konfliktów z przyszłymi mieszkańcami bloków. Jeżeli ktoś zamieszka tuż przy lotnisku, może później skarżyć się na hałas, ruch samolotów i uciążliwości, które przecież są naturalną częścią działalności lotniczej.
To scenariusz dobrze znany z innych miejsc: najpierw przez lata działa infrastruktura, klub, zakład albo lotnisko, potem w pobliżu powstaje nowa zabudowa mieszkaniowa, a następnie zaczynają się pretensje, że istniejąca od dawna działalność przeszkadza nowym mieszkańcom. W ten sposób miasto potrafi samo wyprodukować konflikt, którego później nie umie rozwiązać.
Andrzej Matczak zwraca też uwagę na jeszcze jedną kwestię. Pyta, jak Miejska Pracownia Urbanistyczna sprawdziła potencjalne oddziaływanie startujących i lądujących samolotów na przyszłe domy wielorodzinne i ich mieszkańców. To pytanie jest zasadne, bo planowanie zabudowy w sąsiedztwie lotniska wymaga szczególnej ostrożności. Tu nie wystarczy linijka, tabela i urzędowy zapis o maksymalnej wysokości budynku.
Miasto nie pytało Aeroklubu o opinię
Radny Gralik zapytał również, czy Aeroklub otrzymał projekt planu do zaopiniowania lub uzgodnienia w zakresie tego terenu.
Z odpowiedzi podpisanej przez prezydenta wynika, że nie. Ratusz wyjaśnił, że zakres instytucji i organów właściwych do opiniowania oraz uzgadniania projektów planów miejscowych określają przepisy ustawy o planowaniu przestrzennym, a Aeroklub nie jest takim organem.
Formalnie może się to zgadzać. Problem w tym, że planowanie miasta nie powinno sprowadzać się wyłącznie do pytania, kogo ustawa nakazuje zapytać. Jeżeli obok planowanego terenu od dziesięcioleci działa lotnisko, rozsądek podpowiada, że jego użytkownik powinien zostać wysłuchany. Nawet jeśli nie z mocy paragrafu, to z mocy elementarnej odpowiedzialności za przestrzeń.
Miasto tłumaczy, że parametry planu zostały określone na podstawie analizy dokumentacji rejestracyjnej lotniska oraz planu generalnego lotniska Bydgoszcz. To jednak nie zamyka sprawy. Mieszkańcy i Aeroklub pytają bowiem nie tylko o zgodność z dokumentami, ale o praktyczne skutki zmiany: dla bezpieczeństwa, codziennego życia, ruchu, hałasu i przyszłości samego Aeroklubu.
Plan miejscowy nie jest tylko mapą dla inwestora (komentarz TB)
Spór o teren między Biedaszkowo a Żwirki i Wigury pokazuje szerszy problem bydgoskiego planowania przestrzennego. Coraz częściej mieszkańcy mają poczucie, że o ich najbliższym otoczeniu rozstrzyga się dopiero wtedy, gdy pojawia się zainteresowanie inwestycyjne. A wtedy — jak mówią złośliwi — zieleń zaczyna wyglądać jak „rezerwa pod zabudowę”, cisza jak „niewykorzystany potencjał”, a sąsiedztwo domów jednorodzinnych jak „obszar wymagający dogęszczenia”.
Tymczasem Górzyskowo nie jest pustym miejscem na mapie. To istniejące osiedle, z konkretną strukturą zabudowy, codziennymi problemami komunikacyjnymi i sąsiedztwem Aeroklubu Bydgoskiego. Zmiana planu może przesądzić o charakterze tej części miasta na wiele lat.
Dlatego mieszkańcy mają prawo domagać się pełnej odpowiedzi na kilka podstawowych pytań. Ile realnie nowych mieszkań może powstać na tym terenie? Jak zmieni się ruch samochodowy? Czy przewidziano wystarczającą liczbę miejsc parkingowych? Jak wysoka zabudowa wpłynie na sąsiednie domy? Czy przeprowadzono rzetelną analizę bezpieczeństwa lotniczego? I wreszcie: czy władze miasta rzeczywiście biorą pod uwagę głos mieszkańców oraz Aeroklubu, czy tylko odnotowują go w procedurze?
Bo plan miejscowy powinien służyć miastu, a nie tylko inwestycji. Powinien porządkować przestrzeń, chronić interes publiczny i zapobiegać konfliktom. Jeśli zaś staje się narzędziem otwierania kolejnych terenów pod intensywniejszą zabudowę, mieszkańcy mają prawo powiedzieć: sprawdzam.