„To ona znalazła mnie”. Autor figury Matki Bożej w Konotopiu zdradza kulisy jej powstania
fot. Wikipedia – ilustracyjne
Kiedy Adam Kuba Matejkowski po raz pierwszy zobaczył w Konotopiu gotową, ponadczterdziestometrową postać Matki Bożej, poczuł przede wszystkim ulgę. Przez pół godziny stał oparty o płot i patrzył. Ludzie obok chwalili monument, a on cieszył się, że proporcje, nad którymi tak długo pracował, okazały się właściwe.
Inne z kategorii
Finał Bydgoskiego Festiwalu Dźwięku. Chorał gregoriański i organy na szlaku epok
Monument Matki Bożej Miłosiernej w Konotopiu w gminie Kikół ma łącznie 55,6 metra wysokości. Sama figura mierzy 40,6 metra, natomiast jej podstawę stanowi piętnastometrowa korona z tarasem widokowym. Autorem projektu rzeźbiarskiego jest Adam Kuba Matejkowski, który w rozmowie z Aleteią opowiedział o inspiracjach, pracy nad monumentalną postacią i znaczeniu, jakie sam nadaje temu dziełu.
Najpierw przyszła ulga
Artysta od początku zdawał sobie sprawę, że przeniesienie niewielkiego modelu do skali przekraczającej czterdzieści metrów będzie wymagało uwzględnienia perspektywy. Człowiek ogląda figurę z poziomu ziemi, dlatego niektóre elementy trzeba było odpowiednio powiększyć, aby z dołu wyglądały naturalnie.
Matejkowski porównuje to z obserwacją słońca. Przy horyzoncie wydaje się ono ogromne, w zenicie znacznie mniejsze, choć przecież jego rzeczywista odległość się nie zmienia. Podobnie ludzki wzrok reaguje na wielką rzeźbę.
Autor obawiał się, że nawet niewielki błąd w proporcjach dłoni, głowy czy sylwetki natychmiast stanie się widoczny. Zamiast kierować myśli ku znaczeniu przedstawienia, ludzie zaczęliby zastanawiać się, dlaczego jakiś element wygląda niewłaściwie.
– Kiedy zobaczyłem gotową postać, stałem przez pół godziny oparty o płot. Ludzie obok mówili miłe rzeczy, a ja po prostu cieszyłem się, że jest dobrze – wspomina.
Grecka harmonia w sercu ziemi dobrzyńskiej
Choć monument powstał przy użyciu technologii XXI wieku, jego artystycznych korzeni Matejkowski szukał w starożytności. Studiował klasyczną rzeźbę grecką, którą uważa za jeden z fundamentów europejskiej kultury i niedościgniony wzór właściwego ukazywania ludzkiego ciała.
Szczególną uwagę zwracał na anatomię postaci i sposób ułożenia szat. Draperia nie miała stanowić swobodnej materii, pod którą można ukryć błędy konstrukcyjne. Powinna wskazywać, że pod szatą znajduje się prawidłowo zbudowany człowiek.
Dolna część ubioru Maryi przypomina potężną kolumnę zwężającą się ku górze. Zabieg ten został zastosowany świadomie: oglądana z dołu postać wydaje się jeszcze wyższa i – jak mówi artysta – bardziej niebiańska.
Jedną z inspiracji była również prostota figury Chrystusa Odkupiciela w Rio de Janeiro. Matejkowski nie chciał tworzyć dzieła podporządkowanego chwilowym trendom ani „rozbuchanej, nowoczesnej formy”.
– Maryja była, jest i będzie – podkreśla.
Ludzka twarz Maryi
Projekt zmieniał się kilkakrotnie. Pierwszy model, zamykający pewien etap pracy, został odlany w brązie i ustawiony przy kościele. Rzeźbiarz uznał jednak, że może poprawić swoje dzieło. Ostateczna postać była prawdopodobnie trzecią wersją projektu.
Szczególnie długo pracował nad twarzą. Jedną z przygotowanych wersji uważał początkowo za piękną, lecz po kilku dniach doszedł do wniosku, że niesie ona zbyt mało treści.
Pomagający przy przedsięwzięciu architekt Jerzy Szczepkowski zwrócił uwagę, że ostateczna twarz Maryi jest przede wszystkim ludzka. Dzięki temu człowiek może łatwiej nawiązać z nią osobistą relację. Pochylona głowa i dłonie skierowane ku patrzącemu mają wyrażać bliskość.
– Ona zeszła, aby być z nami: nie tylko jako przedmiot modlitwy, lecz jako nasza Matka i Wspomożycielka – tłumaczy Matejkowski.
W niektórych rysach można doszukać się inspiracji osobami najbliższymi artyście, ale nie ich bezpośredniego podobieństwa. Oczy córki podsunęły mu myśl o młodzieńczej otwartości i szczerości. Pozostałe cechy twarzy miały natomiast należeć do dojrzałej kobiety i matki.
– Były one inspiracją, ale absolutnie nie wzorem – zastrzega.
„Bałem się, że diabeł zamiesza ogonem”
Największa obawa artysty nie dotyczyła jednak wyłącznie technicznych trudności.
– Bałem się, że diabeł zamiesza ogonem i z próżności zechcę uczynić Ją tak piękną, aby była najpiękniejsza na świecie – przyznaje.
Matejkowski nie chciał, aby ambicja autora przesłoniła religijne znaczenie dzieła. Ważne było dla niego, aby spotkanie z figurą prowadziło człowieka ku wolności, pokojowi i miłości oraz dawało poczucie, że pozostaje on pod czyjąś opieką.
Monument nie miał być popisem rzeźbiarskim, ale przedstawieniem Maryi jako Matki Jezusa Chrystusa i Matki ludzi.
Rzeźba XXI wieku
Początkowo artysta zakładał, że będzie odpowiadał także za techniczny sposób powiększenia i wykonania figury. Rozważał zastosowanie druku 3D oraz pokrycie konstrukcji materiałem sprawiającym wrażenie powierzchni uformowanej ręcznie.
Ostatecznie wykorzystano jednak rozwiązania gwarantujące większą trwałość. Dwumetrowy model został zeskanowany i cyfrowo powiększony. Na podstawie skanu przygotowano negatywy służące jako formy dla konstrukcji. W pracach uczestniczyli specjaliści mający doświadczenie między innymi przy budowie mostów i wiaduktów.
Matejkowski nazywa monument „rzeźbą XXI wieku”. Podkreśla przy tym zaangażowanie wykonawców, którzy pracowali niezależnie od trudnych warunków pogodowych.
Miejsce, które znalazło artystę
Autor projektu uczestniczył również w wyborze miejsca. Zapytany, czy to on znalazł działkę w Konotopiu, odpowiada przewrotnie:
– Powiedziałbym raczej, że to ona znalazła mnie.
Z punktu, z którego po raz pierwszy oglądał teren, figura nie sprawiała wrażenia ustawionej na potężnej podstawie. Korona znajdowała się nieco niżej, a Maryja wyglądała tak, jakby schodziła z nieba. Za przyszłym monumentem nie było lasu ani innych obiektów ograniczających widok.
Zdaniem Matejkowskiego otwarta przestrzeń pozwala figurze „oddychać pełną piersią”. Dzięki odpowiedniej skali nie zostaje ona przytłoczona przez krajobraz, ale też sama nie przytłacza otoczenia. Wcześniej rozważano inną lokalizację, w okolicy Kikoła i mostu, lecz tam wielkość postaci mogłaby działać na widza zupełnie inaczej.
Wotum wdzięczności
Matejkowski podkreśla, że u początku przedsięwzięcia znajdowała się silna, osobista motywacja fundatora. Monument miał być wotum wdzięczności, powstałym z potrzeby serca i ducha, a następnie przekazanym wszystkim.
Artysta niechętnie posługuje się słowem „pomnik”, ponieważ jego zdaniem nie oddaje ono religijnego charakteru dzieła. Odpowiada również krytykom stawiającym zarzut gigantomanii.
– Maryja jest wielka, piękna, mądra, wspaniała i kochana. Mamy głęboko zakodowane przekonanie, że to, co wielkie, jest ważne – mówi.
Sam już podczas pracy przestał traktować monument jako wyłącznie własne dzieło.
– Nie mówię: „moja Matka Boska”. Mówię: „nasza” – podkreśla Adam Kuba Matejkowski.
Zapytany, co powiedziałby Maryi, gdyby mógł stanąć sam przed figurą i wypowiedzieć tylko jedno zdanie, odpowiada:
– Powiedziałbym Jej, że tak wiele Jej zawdzięczam i że chociaż troszkę z tego spłaciłem.
Pełny wywiad Michała Jędryki z Adamem Kubą Matejkowskim można przeczytać w serwisie Aleteia.pl.