Gdy świat się zapada. Lekcja Benedykta na czasy chaosu
fot. Pixabay
Co robić, gdy świat, który znaliśmy, znika na naszych oczach? Gdy zmieniają się normy moralne, język dobra i zła, sens wychowania, polityki i kultury – i to w tempie, którego nie potrafimy już kontrolować? Arkadiusz Robaczewski, filozof i publicysta założył na youtube kanał „Pan od filozofii” i proponuje w swoim najnowszym materiale odpowiedź nie tyle efektowną, co zasadniczą: zamiast ratować instytucje – ocalmy sens
Inne z kategorii
Robaczewski nie zaczyna od współczesnych sporów ideologicznych. Sięga głębiej – do jednego z największych cywilizacyjnych przełomów w historii Europy: zmierzchu starożytności i narodzin średniowiecza. I od razu zrywa z podręcznikowym schematem.
Nie 476, lecz 529. Koniec pewnego świata
Symboliczną datą końca starożytności nie jest – jak chcą szkolne kompendia – rok 476, lecz rok 529, kiedy cesarz Justynian zamyka Akademię Platońską. Instytucję, która przez stulecia była sercem filozoficznego namysłu nad prawdą, dobrem i sensem życia, ale która w swoich ostatnich dekadach stała się – jak mówi Robaczewski – miejscem intelektualnej degeneracji i pseudonauki.
Ten gest nie oznacza jednak zwycięstwa barbarzyństwa nad rozumem. Przeciwnie. W tym samym roku powstaje klasztor na Monte Cassino. I to właśnie tutaj, z dala od centrów władzy, rodzi się nowy sposób przechowywania i przekazywania sensu.
Boecjusz i Benedykt – dwie odpowiedzi na kryzys
Robaczewski zestawia dwie postawy wobec cywilizacyjnego rozpadu. Pierwszą uosabia Boecjusz – wybitny intelektualista, który próbuje ratować rzymski ład, wchodząc w struktury władzy. Próba kończy się klęską i tragiczną śmiercią. Drugą drogę wybiera Benedykt: ucieczkę od chaosu nie po to, by świat porzucić, lecz by ocalić to, co w nim najważniejsze.
Klasztor nie jest laboratorium ideologii ani fabryką traktatów filozoficznych. Jest miejscem porządku: rytmu dnia, reguły, stabilności. I właśnie te pozornie „nieintelektualne” elementy okazują się fundamentem nowej cywilizacji. Mnisi nie tworzą systemów – oni niosą sens, przepisując księgi i formując człowieka zdolnego do skupienia, cierpliwości i posłuszeństwa temu, co większe od niego samego.
Klasztory jako źródło uniwersytetów
Jedna z najciekawszych myśli filmu dotyczy genezy uniwersytetów. Robaczewski przypomina, że scholastyka – dziś kojarzona z akademicką spekulacją – wyrasta z klasztornego „czasu wolnego”, greckiej scholé: czasu uwolnionego od doraźnych trosk, a więc zdolnego do namysłu. To z tej tradycji rodzą się szkoły katedralne, a później uniwersytety – prawdziwe „katedry intelektu”.
Kontrast z teraźniejszością jest brutalny. Dzisiejsze uczelnie coraz częściej przypominają zbiurokratyzowane korporacje, w których badacz nie szuka prawdy, lecz punktów, grantów i wskaźników. To – zdaniem Robaczewskiego – objaw cywilizacyjnego kryzysu, który nieuchronnie prowadzi do upadku.
Jeśli nie instytucje, to wspólnoty
Nie jest to jednak wizja katastroficzna. Przeciwnie – film kończy się propozycją pozytywną. Skoro wielkie instytucje zawodzą, trzeba wrócić do skali mniejszej: wspólnot czytania, rozmowy, formacji ducha. Nowych „akademii” – niekoniecznie formalnych – w których Platon i Arystoteles znów stają się nauczycielami życia, a nie tylko tematami egzaminów.
To propozycja głęboko antynowoczesna, ale nie reakcyjna. Nie chodzi o cofanie zegara historii, lecz o powtórzenie gestu Benedykta: wycofać się na chwilę z chaosu, by świat mógł w ogóle przetrwać.
Poniżej osadzamy pełny materiał wideo Arkadiusza Robaczewskiego, do którego warto wracać nie jako do komentarza bieżącego, lecz jako do długofalowej diagnozy naszej cywilizacji.