Opinie Dzisiaj 17:45 | Jolanta Fischer
Kobiecość od linijki [FELIETON]

fot. Pixabay

„Bydgoszcz jest kobietą!” — ogłosiło radośnie miasto kilka lat temu, na łamach swojego informatora, chwaląc się nagrodą przyznaną przez Gazetę Wyborczą i Strajk Kobiet. To symboliczne uwieńczenie wysiłków na froncie walki z „dyskryminacją płciową”. Tymczasem w tym roku Uniwersytet WSB Merito w Bydgoszczy alarmuje, że sytuacja kobiet w Polsce wciąż odbiega od „standardów europejskich”. W przesłanym komunikacie pojawia się postulat zwiększenia finansowania sektorów silnie sfeminizowanych, takich jak edukacja czy kultura. Czy to już tzw. dyskryminacja pozytywna, o której wspominała w jednym z wywiadów minister Katarzyna Kotula (cóż za fantastyczny oksymoron)?

Tak, edukacja powinna być lepiej dofinansowana, podobnie jak szereg innych sektorów, jednak nie ze względu na płeć pracowników, lecz na realne potrzeby społeczne i ekonomiczne. Taka odgórna, ideologiczna próba sterowania gospodarką sprawia, że łatwo wpaść w pułapkę administracyjnego „wyrównywania” rzeczywistości. Zamiast rozwiązywać problemy, tworzymy nowe. Biznes przeważnie skupia się na zysku, a nie ideologii.

Warto też zwrócić uwagę, że jest to – podobnie jak system parytetów – jedna z bardziej wyrafinowanych form dyskryminacji kobiet. Sugeruje bowiem, że panie mają za małe kompetencje, by same osiągnąć to, co mężczyzna. Trzeba więc dać im „fory” i zmusić pracodawców lub odpowiednie ministerstwa do przydzielania dodatkowych pieniędzy i awansów. Nie chodzi więc o rzeczywiste zdolności, tylko o to, że – cytując klasykę kina – „Ilość Kilerów w więzieniu musi się zgadzać”.Trudno zgodzić się z rysowaniem kobiecości od linijki i odmierzaniem w mentalnych probówkach idealnych proporcji załogi. Sprawiedliwie nie zawsze znaczy równo. Mamy bowiem różne potrzeby, zdolności i marzenia. Czasem warto też zadać pytanie o symetrię tych postulatów. Jeśli celem jest równość reprezentacji, dlaczego tak rzadko mówi się o zachęcaniu mężczyzn do zawodów tradycyjnie sfeminizowanych — choćby w opiece zdrowotnej czy edukacji wczesnoszkolnej? Być może dlatego, że rzeczywistość społeczna jest bardziej złożona niż matematyczna tabelka. Nie ma nic złego w tym, że panie częściej wybierają zawody społeczne, a panowie zawody techniczne. Badania psychologiczne wskazują, że może to mieć związek z różnicami w preferencjach czy stylach poznawczych. Czy naprawdę trzeba wszystkich „uszczęśliwiać” na siłę?

W Norwegii polityka „równouprawnienia” doprowadziła do tzw. „Golden Skirts". Wąskie grono wyspecjalizowanych kobiet było jednocześnie zatrudnione w wielu różnych radach nadzorczych, bo firmom brakowało innych kandydatek, spełniających określone wymogi. Jeszcze niebezpieczniejsza sytuacja zaistniała w służbach, gdzie obniżano normy sprawnościowe, by panie „dały radę”. Trudno uznać to za rozwiązanie budujące realny szacunek. Jednocześnie w wielu krajach UE statystyki pokazują zatrważający poziom przemocy wobec kobiet. Na pewno nie każda Polka chciałaby dążyć do takich „standardów europejskich”.

W debatach o płci pojawia się dziś wiele nurtów myślenia. Wśród nich także dwie skrajne postawy. Pierwszą  reprezentują panie, które wydają się podświadomie zazdrościć mężczyznom lub desperacko próbują się do nich upodobnić, by udowodnić swoją samowystarczalność. Otworzą więc same słoik, choćby miały połamać palce. Najdrobniejsze przejawy wsparcia, czy szacunku ze strony mężczyzn stają się w takiej percepcji podważeniem tej samodzielności i próbą podkreślenia, że kobieta jest słabsza.

Druga skrajna postawa charakteryzuje kobiety, które traktują swoją płeć jako dowód wyższości. Oczekują więc, właśnie ze względu na ten aspekt, licznych przywilejów, a każdą formę krytyki natychmiast klasyfikują jako wyraz szowinizmu. U źródeł takiej postawy może leżeć przekonanie, że kobieta jest istotą o wyższej moralności i gdyby to ona rządziła światem, nie byłoby wojen ani okrucieństwa. To fałszywa teza. Historia dostarcza na to wielu dowodów – życiorysy seryjnych morderczyń, esesmanek itd.  (np.  Ilse Koch, żony komendanta obozu w Buchenwaldzie, która lubiła m.in. abażury wykonane ze skór więźniów). Według policyjnych statystyk kobiety zdecydowanie rzadziej popełniają przestępstwa oparte na bezpośredniej przemocy (morderstwa, pobicia), choć odsetek ten od kilku lat rośnie. Badania psychologiczne wskazują  natomiast na ich udział w formach przemocy pośredniej – takich jak manipulacja czy przemoc psychologiczna. Okrucieństwo nie jest więc kwestią płci, tylko indywidualnej moralności każdego człowieka. Trafnie ujął to J.R.R.Tolkien w liście do swojego syna: „Romantyczna tradycja rycerska sprawia, że młody człowiek traci z oczu kobiety takimi, jakimi są, czyli współrozbitkami w katastrofie morskiej, a nie gwiazdami przewodnimi” .

Obie postawy mogą mieć wspólne źródło — chwiejne poczucie własnej wartości. Dominuje więc potrzeba ciągłego udowadniania jej, lub poszukiwania jej potwierdzenia u innych.

Kobiecość nie potrzebuje administracyjnych definicji ani statystycznych korekt.

Z okazji Dnia Kobiet nie powinniśmy więc życzyć parytetów, sztucznego dopompowywania „kobiecych” zawodów, ani przypisywania płci jakiemukolwiek miastu (co mają powiedzieć panowie, którzy wciąż stanowią większość mieszkańców Bydgoszczy?).

Zamiast tego warto zadbać, by kobiecość cieszyła się szacunkiem, jej istnienie nie było podważane ani lekceważone, a społeczeństwo nie dyskryminowało choćby matek wielodzietnych. Jeśli miasto chciałoby walczyć ze stygmatyzacją, to tutaj ma wielkie pole do popisu. Macierzyństwo mogłoby być choć symbolicznie honorowane w systemie emerytalnym. W obliczu dramatycznych wskaźników demograficznych rodzicielstwo staje się jednym z najważniejszych zasobów państwa. Trudno też o bardziej wpływową rolę społeczną niż wychowanie przyszłych pokoleń — choć bywa lekceważąco określana mianem „kury domowej”.

Warto wreszcie pamiętać, że kobiety nie są odrębnym gatunkiem człowieka. Ich codzienne problemy w dużej mierze pokrywają się z problemami mężczyzn: drożyzną w sklepach, rosnącymi rachunkami za ogrzewanie czy zamykanymi oddziałami szpitali.

Zamiast więc rysować kobiecość od linijki, lepiej sięgnąć po długopis i skierować środki tam, gdzie są naprawdę potrzebne — choćby do likwidowanych porodówek czy osób, zmagających się z ciężką niepełnosprawnością.

Jolanta Fischer

Jolanta Fischer Autor

Dziennikarz Tygodnika Bydgoskiego
-->