[OKIEM TYGODNIKA] Art déco pod strzechą, czyli miejsce dla historii
fot. facebook/Filharmonia Pomorska
Filharmonia Pomorska wyprzedaje stare fotele, a bydgoszczanie reagują tak, jak reaguje się na rodzinne srebra: jedni chwytają za portfele, drudzy za serce. W tej pozornie zwykłej sprzedaży mebli kryje się jednak coś więcej niż remontowa konieczność — spór o pamięć, piękno i potrzebę posiadania przedmiotów, które mają własną biografię.
Inne z kategorii
Filharmonia Pomorska w Bydgoszczy szykuje się do remontu i ogłosiła sprzedaż charakterystycznych foteli. Jedna sztuka to koszt stu złotych. Kupować można jednak całe rzędy.
To źle? Bardzo.
To dobrze? Jeszcze bardziej.
Bydgoszczanie na wyścigi ruszyli do „rezerwacji” mebli. Jednocześnie nie szczędzili wyrazów oburzenia w sektorze komentarzy. Jak można bowiem pozbywać się tak pięknych, doskonale funkcjonujących siedzisk? W dodatku takich, które zajmowały znamienite osobistości?
Reakcja jest tylko z pozoru nielogiczna. Odbija się w niej ponadczasowa tęsknota człowieka za pięknem. Wbrew współczesnym trendom, promującym szklane domy i sterylne kuchnie przypominające bardziej gabinety dentystyczne niż przestrzeń wspólnych posiłków, wciąż poszukujemy przedmiotów „z duszą”. Miasto zna tę tęsknotę także z innych miejsc. Dworzec kolejowy Bydgoszcz Główna, pieszczotliwie nazywany „żelazkiem”, może być funkcjonalny, wygodny i zgodny z wszelkimi normami postępu, ale trudno uwierzyć, że ktoś za kilkadziesiąt lat będzie chciał wynieść z niego do domu choćby fragment słynnych nieruchomych ruchomych schodów. Nie wszystko, co sprawne, staje się przecież bliskie.
Filharmoniczny fotel, szczególnie ten skrzypiący, lekko odrapany i „klaskający” przy składaniu, okazuje się więc pamiątką, symbolem, okazją i opowieścią jednocześnie. Do tej pory był wartością wspólną. Teraz ktoś zamienia ją na banknoty. A dzieci epoki minimalizmu i rzeczy „ łatwych w utrzymaniu” nagle rzucają się właśnie na starocie. Chcą uprawiać sztukę dekoracji swojego życia historią.
Nowoczesność bywa przyjazna dla portfela, czasu i ograniczonych zdolności. Mniej dla uczuć i treści, nawet jeśli na tę treść składają się cudze emocje i stare bilety. Nagle przekonujemy się, że piękno nie zależy od gustu. Oczywiście, nasze upodobania są różne i wcale nie muszą w nie celować. Niektóre wprost od niego uciekają. Problem w tym, że jeśli ktoś woli góry, nie oznacza to automatycznie, że morze jest mniej urokliwe. Nawet gdy wybieramy to, co zniekształcone, trywialne albo intrygujące i mroczne, nasz wybór nie zmieni obiektywnej wartości piękna. Jest ono jednak nie tylko wyrazem estetyki, ale i nośnikiem opowieści. Mówi o dziedzictwie wielkich albo małych historii i staje po stronie konkretnych wzorców – harmonijnych linii, łagodności i porządku. Może problem nowoczesnego designu leży więc właśnie w tym, że… nie ma on nam nic do powiedzenia? Szklane domy zbyt często odbijają jedynie pustkę, a architekci mylą użyteczność z obojętnością. Tym chętniej poszukujemy rustykalnych wizji i myślenia vintage. Nie jest to łatwa misja.
Pamiętam, gdy próbowałam kupić prezent dla bliskiej osoby – taliowany, damski płaszcz zimowy. Problem w tym, że wtedy na wybiegach królowały workowate, połyskliwe niczym torebka foliowa kurtki. W czasach konsumpcyjnego przesytu zwykłego płaszcza nie było. Dopiero na samym końcu targowiska, sprzedawczyni popatrzyła na mnie z litością i konspiracyjnym szeptem oznajmiła, że schowała jedną sztukę na zapleczu.
– Bo wszyscy o to pytają, a hurtownie teraz w ogóle nie szyją takich rzeczy – usłyszałam.
Być może i fotele z odnowionej, zmodernizowanej filharmonii trafią wkrótce „pod strzechy” naszych domów? Każdy będzie mógł przyjąć ten okruch kultury wysokiej, i to wcale nie w formie transmisji online czy cyfrowego abonamentu. Wielka scena rozpadnie się na setki małych. Czy to katastroficzna wizja? Trochę tak, bo każde wyniesione krzesło zostawia po sobie miejsce, które łatwo zapełnić czymś tanim i pozbawionym pamięci. Ale może też kryje się w niej odrobina ekscytacji. Historia usiądzie tam, gdzie ktoś naprawdę chce spojrzeć jej w oczy i posłuchać jej głosu.