Opinie Dzisiaj 09:26 | Redaktor
Były dyrektor MEN: polskiej szkoły nie da się naprawić zwykłymi metodami

fot. Ordo Iuris

Dr Artur Górecki, były dyrektor departamentu podręczników i podstaw programowych w Ministerstwie Edukacji Narodowej, a obecnie dyrektor Centrum Edukacyjnego Ordo Iuris, stawia mocną diagnozę: polskiej oświaty nie da się naprawić przez kolejne korekty, nowelizacje i kosmetyczne zmiany programowe. Jego zdaniem problem jest głębszy — system zabrnął w ślepą uliczkę, bo opiera się na błędnych założeniach.

Dr Artur Górecki, który w latach 2019–2023 kierował w MEN departamentem podręczników i podstaw programowych, w opublikowanym nagraniu odpowiada na pytanie, czy wiedziałby, jak naprawić system polskiej oświaty. Jego odpowiedź może zaskakiwać: nie.

Nie dlatego jednak, że — jak sam zaznacza — nie wie, czym jest dobra edukacja. Przeciwnie, Górecki mówi, że potrafiłby wskazać, jak powinna wyglądać dobra szkoła, dobre kształcenie i wychowanie odpowiadające ludzkiej naturze oraz celowości życia. Problem leży gdzie indziej: czym innym jest prowadzenie dobrej szkoły, a czym innym naprawa całego systemu.

Były urzędnik MEN wskazuje, że polska oświata jest splotem wielu zależnych od siebie elementów: struktury szkolnictwa, nadzoru pedagogicznego, kwalifikacji nauczycielskich, przepisów BHP, finansowania, podstaw programowych, podręczników, egzaminów zewnętrznych i działania Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. To nie jest jeden mechanizm z obluzowaną śrubką. To raczej wielka machina, w której każdy trybik trzyma drugi — nawet wtedy, gdy całość przestaje spełniać swoje zadanie.

Górecki mówi wprost, że jedyne rozwiązanie, które uważałby za rzeczywiście adekwatne, byłoby politycznie i praktycznie niemal niemożliwe: należałoby „wyzerować” obecny system funkcjonowania polskich szkół i napisać dla nich swoistą konstytucję. Dokument taki miałby ufundować szkołę na nowo, dając znacznie większą autonomię tym, którzy faktycznie ją prowadzą.

W jego wizji oznaczałoby to także daleko idące „rozregulowanie” systemu kształcenia nauczycieli, nadzoru pedagogicznego i innych obszarów, które dziś tworzą gęstą sieć przepisów i zależności. Górecki nie sądzi jednak, by ktokolwiek odważył się na taki ruch — zarówno z powodów politycznych, jak i ekonomicznych.

Najważniejsza w tej wypowiedzi nie jest więc krytyka tej czy innej reformy. Górecki mówi raczej o patowej sytuacji całego systemu. Owszem, można poprawiać poszczególne elementy, zmieniać przepisy, korygować programy, łatać najbardziej widoczne dziury. Ale — jak obrazowo stwierdza — będzie to tylko „łatanie dziur na poszyciu stodoły”, która w istocie wymaga wymiany.

Zdaniem Góreckiego polska szkoła została ufundowana na błędnym paradygmacie: utylitarnym, sprowadzającym edukację do funkcji praktycznych, zamiast do prowadzenia dzieci i młodzieży ku pełni ludzkiej dojrzałości.

To diagnoza bardzo mocna, zwłaszcza że wypowiedziana przez człowieka, który zna system edukacji nie tylko z zewnątrz, ale także z poziomu ministerialnego zaplecza. Nie chodzi tu więc o łatwe narzekanie na szkołę, nauczycieli, urzędników czy kolejne ekipy polityczne. Chodzi o pytanie znacznie poważniejsze: czy system, który przez lata obrastał regulacjami, egzaminami, procedurami i centralnymi mechanizmami kontroli, jest jeszcze zdolny do samonaprawy?

Jeśli odpowiedź brzmi „nie”, to polska oświata stoi przed problemem znacznie trudniejszym niż kolejna zmiana podstawy programowej. Bo wtedy nie chodzi już o to, co dopisać w rozporządzeniu. Chodzi o to, czy mamy odwagę zapytać, czym szkoła w ogóle ma być.

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor
-->