[ROZMOWA TYGODNI(K)A] Nowa Filharmonia, której nie będzie widać. Maciej Puto o wielkim remoncie w Bydgoszczy
Filharmonia Pomorska rozpoczyna jeden z najważniejszych etapów w swojej historii. Po zakończeniu sezonu gmach przy ul. Andrzeja Szwalbego zostanie opuszczony przez muzyków, pracowników i melomanów. Przed instytucją trzy lata remontu i rozbudowy. O tym, co się zmieni, a co musi pozostać nienaruszone, rozmawiamy z Maciejem Puto, dyrektorem Filharmonii Pomorskiej.
Inne z kategorii
Filharmonia Pomorska w Bydgoszczy sprzedaje stare fotele, przygotowuje przeprowadzkę i wchodzi w czas wielkiej przebudowy. To moment symboliczny, bo dla wielu bydgoszczan ten gmach nie jest po prostu salą koncertową. To jedno z najważniejszych miejsc kultury w mieście, związane z pamięcią kilku pokoleń melomanów.
Maciej Puto podkreśla jednak, że nie chodzi o zerwanie z przeszłością. Przeciwnie — remont ma być kontynuacją dzieła Andrzeja Szwalbego, twórcy wielkości bydgoskiej Filharmonii.
„Gdzie jest ta nowa Filharmonia? Jej nie widać”
Jednym z najciekawszych wątków rozmowy jest sam projekt rozbudowy. Dyrektor Filharmonii wspomina swoją reakcję na koncepcję architektoniczną: gdzie jest ta nowa Filharmonia? Jej nie widać.
Właśnie w tym ma tkwić siła projektu. Nowa część obiektu zostanie w dużej mierze ukryta pod ziemią. Pod placem Krzysztofa Pendereckiego powstanie m.in. sala kameralna na 350 osób. Z zewnątrz gmach ma zachować swój charakter, bo — jak mówi Maciej Puto — Filharmonia Pomorska jest architektonicznie obiektem skończonym.
To ważna deklaracja. W czasach, gdy nowe budynki kultury często próbują zwracać na siebie uwagę za wszelką cenę, bydgoska Filharmonia chce pozostać sobą. Nie ma krzyczeć. Ma nadal służyć muzyce.
Remont sali, w której wszystko ma znaczenie
Szczególnie delikatną sprawą jest główna sala koncertowa. To przestrzeń uznawana za jedną z najlepszych akustycznie w Polsce. Jej remont wymaga więc ogromnej ostrożności.
W rozmowie Maciej Puto tłumaczy, że w sali koncertowej wszystko wpływa na brzmienie: ściany, materiały, dach, a nawet fotele. Dlatego obecne wyposażenie było badane pod kątem właściwości akustycznych, a nowe elementy będą musiały zachować te same parametry.
To nie jest więc zwykła wymiana wystroju. To raczej precyzyjna operacja na organizmie, który działał dobrze, ale wymagał już dostosowania do współczesnych wymogów technicznych, bezpieczeństwa i komfortu.
Fotele jako pamiątka po starej Filharmonii
Sprzedaż starych foteli stała się jednym z najbardziej widocznych znaków nadchodzącej zmiany. Dla jednych to tylko element wyposażenia. Dla innych — pamiątka po miejscu, w którym przez kilkadziesiąt lat siadali na koncertach.
Dyrektor przyznaje, że wielu melomanów jest emocjonalnie związanych z konkretnymi miejscami. Niektórzy od lat zajmowali te same fotele. Teraz mogą zabrać cząstkę dawnej Filharmonii do domu.
To drobny, ale wymowny gest. Pokazuje, że instytucja kultury nie składa się wyłącznie z murów, sal i regulaminów. Składa się również z przyzwyczajeń, pamięci i rytuałów publiczności.
Filharmonia otwarta przez cały dzień
Po remoncie Filharmonia ma być nie tylko miejscem wieczornych koncertów. W planach są m.in. restauracja, lepsze zaplecze dla publiczności, parking podziemny, przestrzenie ekspozycyjne i większa dostępność zbiorów sztuki.
Maciej Puto przypomina, że Filharmonia Pomorska jest wyjątkowa także jako galeria sztuki. Jej kolekcja obejmuje obrazy, grafiki, rzeźby i unikatowe gobeliny. Po remoncie więcej tych dzieł ma być dostępnych dla odwiedzających.
To oznacza, że gmach ma żyć nie tylko wieczorem, ale także przed południem i w ciągu dnia. Filharmonia ma być miejscem spotkania muzyki, sztuk plastycznych i publiczności.
Co przez trzy lata remontu?
Na czas remontu Filharmonia nie zniknie z życia miasta. Część koncertów ma odbywać się w innych przestrzeniach, m.in. w Bydgoskim Centrum Targowo-Wystawienniczym w Myślęcinku. Dyrektor zapowiada wykorzystanie nowoczesnych rozwiązań elektroakustycznych i dźwięku immersyjnego, które mają pomóc w stworzeniu warunków odpowiednich dla koncertów.
To będzie czas próby: dla instytucji, muzyków i publiczności. Filharmonia będzie musiała funkcjonować poza swoim naturalnym domem, a melomani będą musieli pójść za nią do innych miejsc.
Bydgoszcz jako miasto muzyki
Remont Filharmonii zbiega się z ważnymi zmianami w całym bydgoskim środowisku muzycznym. Działa już nowy kampus Akademii Muzycznej, powstają nowe sale koncertowe, rozbudowuje się Opera Nova. Pojawia się więc pytanie, czy Bydgoszcz wchodzi w nowy etap jako miasto muzyki.
Maciej Puto nie traktuje innych instytucji jako konkurencji. Przeciwnie — mówi o jednym środowisku muzycznym, w którym Filharmonia, Akademia Muzyczna i Opera Nova powinny się uzupełniać. Wspomina także o współpracy muzyków Filharmonii ze studentami Akademii.
To ważny wątek rozmowy. Bo sama infrastruktura nie wystarczy. O znaczeniu miasta muzyki decydują artyści, publiczność, instytucje i umiejętność wspólnego działania.
Zobacz rozmowę
W rozmowie z Maciejem Puto pytamy o remont, akustykę, sprzedaż foteli, nowe sale, przyszłość Filharmonii Pomorskiej i miejsce Bydgoszczy na muzycznej mapie Polski.
To opowieść nie tylko o budynku, ale także o ciągłości. O tym, jak zmienić Filharmonię, żeby jej nie zniszczyć. I jak zbudować nowoczesną instytucję, która nie odwraca się od własnej historii.