Opinie Dzisiaj 17:42 | Jolanta Fischer
[KADR TYGODNIKA] Kalejdoskop zaburzeń. „Lalka” Netflixa bez love i bez story

fot. kadr z serialu „Lalka”

Netflixowa „Lalka” bierze od Bolesława Prusa tytuł, nazwiska bohaterów i kilka punktów wyjścia, ale opowiada już zupełnie inną historię. Technicznie efektowną, dobrze zagraną i sprawnie zmontowaną, a zarazem przeładowaną wulgarnością, współczesnymi obsesjami i psychologicznym przerysowaniem. W naszej wideorecenzji sprawdzamy, co właściwie zostało z jednej z najważniejszych polskich powieści.

„Lalka" Prusa bez... Prusa

O nowej „Lalce” Netflixa trudno dziś mówić bez emocji. Twórcy od początku zastrzegali, że nie przygotowują wiernej ekranizacji, lecz współczesną reinterpretację powieści Prusa. Problem w tym, że swoboda adaptacyjna została tu posunięta tak daleko, iż momentami trudno jeszcze mówić o dialogu z oryginałem.

Serial zachowuje nazwiska Wokulskiego, Łęckiej i Rzeckiego, realia XIX wieku (choć to już dyskusyjne) oraz niektóre podstawowe relacje między bohaterami. Dalej jednak idzie własną drogą – często wprost przeciwną do tej, którą wyznaczył Prus.

Są rzeczy, które w serialu działają

Nie wszystko zasługuje na krytykę. Aktorsko produkcja wypada co najmniej solidnie, nawet jeśli bohaterowie zostali napisani w sposób bardzo nierówny. Trudno obarczać aktorów odpowiedzialnością za zachowania postaci, którym scenariusz niejednokrotnie odbiera psychologiczną wiarygodność.

Dobrze prezentują się kostiumy, fryzury i scenografia. Serial jest barwny, wizualnie atrakcyjny i bardzo sprawnie zmontowany. Twórcy potrafią budować efektowne kadry i prowadzić obraz w sposób, który przykuwa uwagę.

To jednak właśnie forma okazuje się znacznie bardziej przekonująca niż treść.

Izabela Łęcka zupełnie od nowa

Największa zmiana dotyczy Izabeli. U Prusa jej bezradność, próżność i zależność od otoczenia były częścią krytyki arystokratycznego wychowania. Powieść jednocześnie pokazywała inne kobiece losy – choćby Helenę Stawską czy prezesową Zasławską – i pozwalała spojrzeć na sytuację kobiet znacznie szerzej.

Serial wybiera prostsze rozwiązanie. Z Izabeli czyni zbuntowaną emancypantkę, a w miejsce części bohaterów Prusa wprowadza postacie i wątki mające znacznie wyraźniej odpowiadać współczesnym sporom.

W efekcie subtelniejsza obserwacja społeczna ustępuje opowieści o buncie. Kłopot w tym, że świat, przeciw któremu bohaterka się buntuje, sam został przedstawiony bardzo niekonsekwentnie.

XIX wiek według XXI wieku

Arystokratyczne konwenanse obowiązują tylko wtedy, gdy są potrzebne fabule. W jednej scenie bohaterowie funkcjonują w świecie sztywnych zasad towarzyskich, w kolejnej zachowują się tak, jakby reputacja, obyczaj czy pozycja społeczna właściwie nie miały znaczenia.

Wulgarność jest wszechobecna. Podobnie narkotyki, seksualne ekscesy i gwałtowne wybuchy emocji. Dotyczy to niemal wszystkich środowisk i obu płci.

Nie chodzi przy tym o naiwną tezę, że w XIX wieku ludzie nie przeklinali, nie zdradzali czy nie sięgali po używki. Rzecz w czym innym: społeczeństwo tej epoki miało określone normy, język i sposoby ukrywania tego, co uznawano za kompromitujące. Serial często zachowuje kostium epoki, ale wypełnia go współczesnym sposobem zachowania.

Wszyscy są na granicy wybuchu

Jeszcze wyraźniejsze jest psychologiczne przerysowanie bohaterów. Izabela reaguje niemal bez przerwy skrajnie emocjonalnie, Wokulski jest sztywny i obsesyjnie skupiony na jednym celu, a ojciec Łęckiej zostaje sprowadzony przede wszystkim do roli człowieka zdominowanego przez alkohol.

Rzecki także przestaje pełnić funkcję znaną z powieści. Zamiast starszego przyjaciela i powiernika Wokulskiego staje się między innymi kompanem do kieliszka, otrzymując przy okazji romans, którego scenariusz właściwie nie pogłębia.

Problemem nie jest samo psychologizowanie bohaterów. Przeciwnie – mogłoby ono stać się jednym z najciekawszych sposobów współczesnego odczytania „Lalki”. Kiedy jednak niemal wszyscy reagują w sposób skrajny, przestaje to pogłębiać postacie, a zaczyna tworzyć wrażenie permanentnej histerii.

Gdzie zniknął Prus?

Największą stratą jest to, czego serial właściwie nie wykorzystuje.

W powieści mamy zderzenie romantyzmu z pozytywizmem, obraz społeczeństwa pod zaborami, problem awansu społecznego, biedy, pracy, arystokratycznego rozkładu i rodzącej się nowoczesności. Jest wreszcie dramat Wokulskiego – człowieka rozdartego pomiędzy racjonalnością a romantycznym uczuciem, które stopniowo go niszczy.

Serial koncentruje się przede wszystkim na relacji Wokulskiego z Izabelą i jednocześnie gruntownie ją zmienia. Uczucie przestaje być jednostronną obsesją. Bohaterowie odpychają się, obrażają, wracają do siebie i wchodzą w relację, której dynamika niewiele ma wspólnego z tragedią opisaną przez Prusa.

Zmienia się także finał. Zamiast gorzkiej niejednoznaczności otrzymujemy znacznie bardziej współczesną opowieść o samorealizacji i poszukiwaniu własnej drogi.

Efektowna produkcja, znacznie uboższa opowieść

Można oczywiście spróbować zapomnieć o Prusie i potraktować serial jako całkowicie samodzielne dzieło. Ocena robi się wtedy nieco łagodniejsza, ale podstawowy problem pozostaje.

W produkcji jest wszystkiego za dużo:  wulgarności, gwałtownych emocji i efektownych gestów. Jednocześnie za mało miejsca pozostaje na to, co w „Lalce” było naprawdę fascynujące – niejednoznaczność bohaterów i świata, który nie dawał się łatwo podzielić na dobrych i złych, postępowych i zacofanych.

Netflix stworzył widowisko barwne, sprawne i niewątpliwie prowokujące do dyskusji. Tyle że im bardziej próbuje ono unowocześnić „Lalkę”, tym mniej zostaje w nim z tego, dzięki czemu powieść Prusa wciąż warto czytać.

O szczegółach – zmianach w bohaterach, historycznych osobliwościach, nowych wątkach i finale serialu – mówimy w dołączonej wideorecenzji.

Jolanta Fischer

Jolanta Fischer Autor

Dziennikarz Tygodnika Bydgoskiego
-->