Opinie Dzisiaj 17:45 | Michał Jędryka
[KOMENTARZ TYGODNIKA] Bydgoszcz, Toruń i wojna o szpitale

Centrum Pulmonologii w Bydgoszczy. Fot. Wikipedia

W sporach między Rafałem Bruskim a Piotrem Całbeckim zwykle bardziej krytycznie oceniałem sposób działania prezydenta Bydgoszczy, a wyżej kulturę polityczną marszałka Całbeckiego. Uważałem, że nawet mając rację, można przegrać, jeśli zamiast spokojnie jej dowodzić, urządza się publiczną awanturę. Tym razem mam wrażenie, że role się odwróciły i marszałek dał się sprowokować.

Kto śledzi moje komentarze dotyczące stosunków bydgosko-toruńskich, ten wie, że nie należę do entuzjastów kolejnych odsłon wojny między obydwoma miastami. Nie dlatego, że nie dostrzegam nierówności ich potencjałów ani rzeczywistych konfliktów interesów. Przeciwnie. Właśnie dlatego, że Bydgoszcz jest miastem większym, silniejszym gospodarczo, dysponującym większymi możliwościami, uważam, że powinna prowadzić swoją politykę z większym spokojem i pewnością siebie.

W grudniu ubiegłego roku pisałem o sporze wywołanym listem Rafała Bruskiego do Piotra Całbeckiego dotyczącym miejsca Bydgoszczy i Torunia w rządowej strategii rozwoju. Prezydent Bydgoszczy miał mocne argumenty, ale wybrał formę demonstracyjnej konfrontacji. Zastanawiałem się wówczas, czy przypadkiem nie pomaga w ten sposób Toruniowi, który w takiej sytuacji łatwo może wystąpić w roli słabszego, niesprawiedliwie atakowanego partnera.

Dziś mamy kolejny konflikt. Tym razem o przyszłość Kujawsko-Pomorskiego Centrum Pulmonologii. I choć bohaterowie pozostali ci sami, sytuacja jest zupełnie inna.

Tym razem role się odwróciły

Zacznijmy od tego, że nie chodzi o to, czy Bydgoszcz jest większa od Torunia. Nie chodzi o tabelki, hierarchie ośrodków miejskich ani urzędnicze ambicje. Chodzi o plan połączenia bydgoskiego Centrum Pulmonologii ze szpitalami w Grudziądzu i Inowrocławiu. A przede wszystkim o pieniądze, i to niemałe.

Szpital w Grudziądzu ma około 550 milionów złotych zobowiązań. Inowrocławski około 150 milionów, bydgoskie Centrum Pulmonologii około 60 milionów. Różnice są zatem zasadnicze.

Długi nie znikają przez połączenie szpitali

Marszałek przekonuje, że utworzenie jednej samorządowej spółki umożliwi tańsze refinansowanie zadłużenia, usprawni zarządzanie i stworzy warunki rozwoju wszystkich trzech placówek. Nie jest to pomysł, który należałoby z góry odrzucać. Wspólne zarządzanie może przynosić oszczędności. Duży podmiot może uzyskać korzystniejsze warunki kredytowania niż niewielki, dramatycznie zadłużony szpital. Prawdopodobnie są również takie obszary działalności medycznej i administracyjnej, w których współpraca rzeczywiście miałaby sens.

Tylko że ekonomia ma tę nieprzyjemną dla polityków właściwość, że ostatecznie trzeba w niej pokazać rachunek. A tego rachunku wciąż nie zobaczyliśmy w postaci, która pozwalałaby sprawdzić wszystkie założenia przedsięwzięcia.

Nie wystarczy powiedzieć, że będzie taniej, sprawniej i nowocześniej. Trzeba pokazać, ile będzie taniej, kto za co zapłaci, jakie zobowiązania pozostaną w poszczególnych samorządach i co się stanie, jeżeli optymistyczne założenia się nie sprawdzą.

Bo sama konsolidacja nie sprawia przecież, że dług znika. Można go refinansować, można rozłożyć jego spłatę na dłuższy okres, można obniżyć koszty obsługi. Można nawet stworzyć warunki, w których zadłużona placówka zacznie wreszcie bilansować swoją działalność. Ale aby to ocenić, trzeba znać liczby.

Czy radnym wolno zaglądać do cudzego garnka?

Tymczasem podczas sesji bydgoskiej rady miejskiej przedstawicielka urzędu marszałkowskiego nie potrafiła, zdaniem radnych, udzielić satysfakcjonujących odpowiedzi na zasadnicze pytania. Marszałek osobiście na sesję nie przyjechał.

A dzień później, podczas konferencji w Grudziądzu, zarzucił bydgoskim samorządowcom, że wypowiadają się o czymś, czego nie rozumieją, i zaglądają do cudzego garnka. I tutaj, moim zdaniem, Piotr Całbecki popełnił poważny błąd. Owszem, Centrum Pulmonologii jest szpitalem wojewódzkim, a nie miejskim. Rada Miasta Bydgoszczy nie jest jego organem prowadzącym i nie może decydować o jego przekształceniu. To prawda. Ale czy z tego wynika, że bydgoscy radni nie mają prawa pytać o przyszłość szpitala, który leczy mieszkańców ich miasta?

Co więcej, przecież ten sam szpital jest finansowany z publicznych pieniędzy, a jego przyszłość będzie zależała od decyzji podejmowanych przez samorząd województwa, reprezentujący także mieszkańców Bydgoszczy. Trudno więc odmówić prezydentowi Bruskiemu racji, kiedy przypomina marszałkowi, że garnek, w którym od niemal dwudziestu lat miesza, nie jest jego prywatnym garnkiem.

Zwróćmy uwagę na pewien paradoks. W grudniowej awanturze Bruski występował jako polityk obrażony tym, że nie uznano należycie znaczenia jego miasta. Całbecki mógł odpowiadać spokojnie, językiem procedur i dokumentów. Dzisiaj Bruski domaga się przede wszystkim dokumentów, analiz i wyliczeń, a marszałek odpowiada mu, że nie rozumie sprawy, w którą nie powinien się wtrącać.

Dwie propozycje, których nikt nie porównał

Jest tu jeszcze jeden element, którego nie należy lekceważyć. Politechnika Bydgoska zgłosiła gotowość przejęcia Centrum Pulmonologii. Uczelnia rozwija wydział medyczny, posiada już doświadczenia związane z przejęciem szpitala miejskiego, a ponadto dysponuje terenami sąsiadującymi z Centrum.

Czy oznacza to, że propozycja rektora Marka Adamskiego jest lepsza od planu marszałka? Tego nie wiem. I nie sądzę, aby na podstawie dostępnych dzisiaj informacji ktokolwiek mógł odpowiedzialnie przesądzić tę kwestię.

Ale właśnie dlatego obie propozycje należałoby porównać. Zestawić koszty, ryzyka, potrzeby inwestycyjne i korzyści dla pacjentów. Także dla pacjentów spoza Bydgoszczy, bo przecież Centrum Pulmonologii jest placówką o znaczeniu regionalnym.

Tymczasem marszałek z góry kwestionuje konkretność propozycji uczelni, a jednocześnie oczekuje zaufania do własnego projektu, którego pełnego modelu finansowego nie ujawniono. Nie jest to najlepszy sposób budowania zaufania.

To nie jest kolejna wojna Bydgoszczy z Toruniem

Co ciekawe, spór wcale nie przebiega według tradycyjnej linii Bydgoszcz kontra Toruń. Największym beneficjentem proponowanej restrukturyzacji może być przecież Grudziądz. Wątpliwości pojawiają się również w Inowrocławiu. A sprzeciw wobec planów marszałka wyrazili jednogłośnie bydgoscy radni, niezależnie od przynależności politycznej.

Może więc warto przestać interpretować każde wydarzenie w województwie jako kolejny odcinek historycznej wojny dwóch stolic?

Sytuacja finansowa grudziądzkiego szpitala jest poważnym problemem. Jego pacjenci mają dokładnie takie samo prawo do dobrej opieki medycznej jak pacjenci bydgoscy. Ratując jedną placówkę, nie można jednak bez odpowiednich zabezpieczeń narażać na ryzyko innych.

Jest jeszcze coś. Jeśli dobrze rozumiem przedstawiane założenia, nowa spółka ma pozwolić rozwiązać problemy, z którymi przez lata nie radziły sobie dotychczasowe organy prowadzące szpitale. Warto więc zapytać nie tylko, jak ma działać nowa struktura, ale również dlaczego stara doprowadziła do takiej sytuacji. Zwłaszcza w Grudziądzu.

Bo jeżeli problemem jest wyłącznie droga obsługa zadłużenia, refinansowanie rzeczywiście może dużo zmienić. Jeżeli jednak przyczyny deficytu są głębsze, samo utworzenie spółki nie wystarczy. Zmieni się szyld, być może zmieni się skład rady nadzorczej, ale rachunki nadal trzeba będzie płacić.

Pokażcie rachunki, panowie!

Wróćmy zatem do pytania, które stawiałem już przy poprzednich sporach bydgosko-toruńskich: kto na tym wszystkim zyskuje?

Tym razem odpowiedź nie powinna zależeć od tego, kto wygra kolejną wymianę listów otwartych, kto znajdzie bardziej złośliwą metaforę i komu uda się zebrać więcej politycznych sojuszników.

Powinna zależeć od tego, czy za kilka lat mieszkańcy województwa będą mieli lepiej funkcjonujące szpitale, czy zadłużenie rzeczywiście się zmniejszy i czy bydgoskie Centrum Pulmonologii będzie mogło dalej rozwijać swoją specjalistyczną działalność.

W tej sprawie nie trzeba kibicować ani Bruskiemu, ani Całbeckiemu. Trzeba kibicować dobremu rozwiązaniu. A dobrego rozwiązania nie rozpoznaje się po tym, jak stanowczo polityk zapewnia, że je posiada. Rozpoznaje się je po rachunku, który potrafi przedstawić.

Michał Jędryka

-->