Opinie Dzisiaj 10:15 | Redaktor
Kraków dał przykład Bydgoszczy? Paweł Bokiej proponuje obywatelskiego kandydata na prezydenta miasta

fot. Facebook

Zwycięstwo Łukasza Gibały w wyborach na prezydenta Krakowa może być ważną lekcją dla bydgoskiej polityki – uważa radny Paweł Bokiej. W opublikowanym wpisie krytykuje lokalną Koalicję Obywatelską, podkreśla znaczenie niezależności samorządu od partyjnych central i proponuje rozpoczęcie rozmów o wystawieniu wspólnego, obywatelskiego kandydata na prezydenta Bydgoszczy w kolejnych wyborach.

Niedzielne wybory w Krakowie zakończyły się zdecydowanym zwycięstwem Łukasza Gibały, który w drugiej turze zdobył 62,12 proc. głosów. Popierana przez Koalicję Obywatelską i PSL Monika Piątkowska uzyskała 37,88 proc. Przedterminowe wybory były następstwem majowego referendum, w którym mieszkańcy odwołali poprzedniego prezydenta Krakowa, Aleksandra Miszalskiego z KO.

Rezultat krakowskiego głosowania stał się przedmiotem dyskusji również w Bydgoszczy. Głos zabrał radny Paweł Bokiej z klubu Bydgoska Prawica, który uważa, że wydarzenia w stolicy Małopolski powinny skłonić bydgoską opozycję do przemyślenia strategii przed kolejnymi wyborami samorządowymi.

Partyjny szyld już nie wystarczy?

„Czy z wyborów w Krakowie można wyciągnąć wnioski dla Bydgoszczy? Moim zdaniem nie tylko można, ale wręcz trzeba!” – rozpoczyna swój wpis radny.

Zdaniem Bokieja zwycięstwo Gibały pokazuje, że nawet poparcie najważniejszych polityków rządzącego ugrupowania nie gwarantuje sukcesu w wyborach lokalnych. Kluczowe znaczenie ma natomiast osobista pozycja kandydata, budowana przez lata działalności w mieście.

„Kandydat musi zbudować swoją pozycję organiczną pracą, a nie być namaszczonym przez Warszawę. Mieszkańcy chcą kogoś, kto zna ich miasto, rozumie ich problemy i jest obecny nie tylko w czasie kampanii wyborczej” – przekonuje.

Bokiej krytycznie ocenia także przebieg kampanii Moniki Piątkowskiej, zwłaszcza eksponowanie poparcia udzielonego jej przez Donalda Tuska i ministrów rządu. Według radnego zaangażowanie polityków centralnych mogło okazać się dla kandydatki obciążeniem, a nie atutem.

„Bydgoszcz nie jest własnością żadnej partii”

W dalszej części wpisu radny przechodzi do sytuacji politycznej w Bydgoszczy. Jego zdaniem miejscowa Koalicja Obywatelska zbyt mocno przyzwyczaiła się do sprawowania władzy i coraz mniej chętnie przyjmuje krytykę.

„Mam wrażenie, że lokalna Koalicja Obywatelska od dawna funkcjonuje w przekonaniu o własnej nieomylności. Tak mocno przyzwyczaiła się do sprawowania władzy, jakby uznała, że Bydgoszcz należy do niej na zawsze” – pisze Bokiej.

Radny przypomina przy tym doświadczenia wyborów samorządowych z 2024 roku. Komitet Wyborczy Wyborców Łukasza Schreibera – Bydgoska Prawica zdobył wówczas dziesięć mandatów w Radzie Miasta. Bokiej podkreśla, że nie była to grupa złożona wyłącznie z działaczy jednej partii.

Jak wylicza, wśród dziesięciu wybranych radnych czterech reprezentowało Prawo i Sprawiedliwość, jeden wywodził się z Solidarności, jeden reprezentował Konfederację, a czterech było bezpartyjnych.

„To pokazuje, że potrafiliśmy stworzyć porozumienie ludzi z różnych środowisk, których połączyła troska o Bydgoszcz, a nie jedna legitymacja partyjna” – ocenia.

Warto przypomnieć, że w wyborach do Rady Miasta Bydgoszczy w 2024 roku Koalicja Obywatelska zdobyła 15 mandatów, Bydgoska Prawica 10, a Trzecia Droga 3. KO uzyskała zatem samodzielną większość w 28-osobowej radzie.

Szerokie porozumienie przed wyborami?

Najważniejszym elementem wpisu Bokieja jest jednak propozycja dotycząca przyszłości bydgoskiej sceny politycznej. Radny sugeruje, aby przed kolejnymi wyborami samorządowymi rozpocząć budowanie szerokiego porozumienia wokół kandydata niezależnego od ogólnopolskich struktur partyjnych.

„A może czas zrobić kolejny krok i przed kolejnymi wyborami powinniśmy zbudować jeszcze szersze porozumienie wokół autentycznie obywatelskiego, niezależnego kandydata na prezydenta Bydgoszczy?” – pyta.

W jego koncepcji miałaby to być osoba zdolna do współpracy ze środowiskami o różnych poglądach politycznych, a jednocześnie samodzielna w podejmowaniu decyzji dotyczących miasta.

Bokiej nie wskazuje konkretnego nazwiska. Nie deklaruje też własnego startu ani nie ogłasza powstania nowego komitetu. Jego wypowiedź należy więc traktować przede wszystkim jako propozycję rozpoczęcia dyskusji o możliwym porozumieniu politycznym i obywatelskim.

Pieniądze, ryzyko i czas na rozmowy

Radny przyznaje, że stworzenie takiego porozumienia nie byłoby łatwe. Zwraca uwagę na dwa istotne problemy: trudności z pozyskaniem odpowiedniego kandydata oraz finansowanie kampanii wyborczej.

Jak zauważa, wiele osób aktywnych społecznie może obawiać się wejścia do polityki, szczególnie ze względu na brutalny charakter rywalizacji i konsekwencje ewentualnej porażki. Drugą przeszkodą jest dostęp do środków finansowych, którymi komitety obywatelskie często dysponują w mniejszym zakresie niż duże partie.

Zdaniem Bokieja do kolejnych wyborów pozostało jednak wystarczająco dużo czasu, aby rozpocząć rozmowy i poszukiwanie osób gotowych podjąć odpowiedzialność za zarządzanie miastem.

„Bo Bydgoszcz zasługuje na prawdziwego gospodarza, a nie tylko lidera lokalnego obozu politycznego” – podsumowuje radny.

Krakowskie wybory pokazują, że kandydat budujący własne zaplecze samorządowe może pokonać reprezentanta dużego ugrupowania. Nie oznacza to jednak, że polityczny scenariusz ze stolicy Małopolski musi powtórzyć się w Bydgoszczy. W Krakowie przedterminowe głosowanie poprzedziło referendum i odwołanie urzędującego prezydenta, co stanowi istotną różnicę między sytuacją obu miast.

Wpis Pawła Bokieja stawia natomiast konkretne pytanie o przyszłość bydgoskiej opozycji: czy pozostanie ona przy obecnym układzie politycznym, czy podejmie próbę stworzenia szerszego porozumienia przed wyborami w 2029 roku?

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor
-->