Opinie Dzisiaj 17:51 | Redaktor
Trzeci autokar [FELIETON]

Uliczka handlowa w Betlejem. Można tu kupić wszystko, od skarpetek po pralkę. fot. Michał Jędryka

Zaczęło się od zdania, które brzmiało jak sucha statystyka, a było w istocie diagnozą całego świata: „Jesteście trzecim autokarem w tym miesiącu”. Powiedziała to Polka pracująca w sklepie z pamiątkami przy jednej z betlejemskich ulic. Jeszcze niedawno – przed wojną w Strefie Gazy – takich autokarów było kilka dziennie. Dziś między jednym a drugim zapada cisza, która nie jest ciszą biblijną, lecz ekonomiczną.

Suchy kran w Betlejem

Opinie Wczoraj 17:45

Galilea i lekcja krajobrazu

Opinie 11 lut 17:47

Organizm bez krwiobiegu

Turystyka była tu krwiobiegiem. Nie jedynym źródłem dochodu, ale tym, które zasilało resztę organizmu. Kiedy pielgrzymi przestali przyjeżdżać, zatrzymały się nie tylko kasy sklepów z oliwnymi różańcami. Zatrzymały się szkoły, które pracują trzy dni w tygodniu, bo nie ma z czego wypłacać nauczycielom pensji. Zatrzymała się służba zdrowia – formalnie prywatna, ubezpieczeniowa, z symbolicznie współpłatnymi wizytami. Symbolicznie – dopóki ktoś ma z czego zapłacić. Gdy nie ma, system istnieje już tylko na papierze.

Pieniądz bez państwa

Autonomia nie ma własnej waluty. Płaci się szeklami, dolarami, czasem dinarami jordańskimi. Brzmi to jak wygoda wielowalutowego świata, ale w rzeczywistości oznacza brak kontroli nad podstawowym narzędziem gospodarki. Nie ma banku centralnego, który mógłby prowadzić politykę monetarną, reagować na kryzys, regulować płynność. Ceny zależą od kursów, na które nikt na miejscu nie ma wpływu. Pensje – jeśli są – również.

W praktyce oznacza to jeszcze jedno: gotówkę. Dużo gotówki. Terminale bywają, ale nie zawsze działają, przelewy są utrudnione, a banki funkcjonują w rytmie polityki i bezpieczeństwa. Gospodarka w cieniu nie jest tu patologią – jest metodą przetrwania.

Checkpoint jako doświadczenie egzystencjalne

Checkpoint nie jest tylko punktem kontroli. Jest formą życia. Betonowe bariery, wąskie przejścia, metalowe bramki, skanery bagażu, kabiny z kuloodporną szybą. Najpierw czekanie – bez informacji, ile potrwa. Potem gest ręką: przejść, cofnąć się, otworzyć torbę, podać dokument. Ruch sterowany jest sygnałami świetlnymi albo poleceniem żołnierza, którego twarzy często się nie widzi, bo siedzi za szybą.

Dla turysty to epizod. Dla mieszkańca – codzienność: droga do pracy, do szkoły, do szpitala. Każde przejście to ryzyko spóźnienia, utraty dnia, a czasem – utraty możliwości przejazdu w ogóle. Czas w autonomii nie płynie według zegarka, lecz według przepustki.

Efekt domina

Brak turystów to brak pracy. Brak pracy to brak składek. Brak składek to niewydolne szkoły i szpitale. Do tego dochodzą ograniczenia w przemieszczaniu się, utrudniony transport towarów, droższe paliwo, niepewność inwestycyjna. Młodzi emigrują, jeśli mogą. Ci, którzy zostają, funkcjonują w gospodarce dorywczej: dzień pracy – dzień jedzenia.

Sklepy są otwarte, ale puste. Restauracje gotowe, ale bez gości. Hotele z recepcją czynną całą dobę – dla nikogo. Miasto działa w trybie podtrzymywania funkcji życiowych.

Pokój jako luksus

Najbardziej uderzające jest to, że wszystko to nie ma w sobie dramatyzmu frontu. Nie słychać strzałów, nie widać ruin. Jest raczej powolne gaśnięcie: skracane godziny pracy, zamykane klasy, wyłączane oddziały szpitalne, rosnące ceny podstawowych produktów. Wojna oddalona o kilkadziesiąt kilometrów potrafi sparaliżować życie bez jednego wystrzału.

I wtedy pojawia się myśl nieprzyjemna, bo skierowana przeciwko nam samym: pokój nie jest stanem naturalnym. Jest dobrem luksusowym, jak sprawna kanalizacja albo prąd w gniazdku. Korzystamy z niego tak długo, aż przestajemy go zauważać. Tutaj widać, czym jest jego brak – nie w retoryce, lecz w pustej kasie sklepu z pamiątkami i w szkolnym planie lekcji ograniczonym do trzech dni w tygodniu.

Człowiek uczy się geografii politycznej na mapie. Tutaj uczy się jej w kolejce do bramki.

Michał Jędryka

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor
-->