Wydarzenia Dzisiaj 17:36 | Michał Jędryka
Czy wolność może zniknąć po cichu? Recenzja książki „Tak nas zniewalają”

Czy totalitaryzm musi wracać w starych dekoracjach: z wodzem, mundurami, propagandowymi pochodami i tajną policją? A może współczesne społeczeństwa mogą tracić wolność znacznie ciszej — przez strach, cyfrowy nadzór, społeczną presję i zgodę na to, by „dla naszego dobra” ktoś decydował coraz więcej za nas? O tym jest najnowszy odcinek na kanale Tygodnika Bydgoskiego, poświęcony książce Guduli Walterskirchen „Tak nas zniewalają”.

Austriacka historyczka, dziennikarka i publicystka Gudula Walterskirchen napisała książkę ostrzegawczą. „Tak nas zniewalają. Droga do państwa totalitarnego”, wydana po polsku przez Białego Kruka, nie jest akademickim traktatem, lecz esejem historyczno-politycznym. Autorka pokazuje w nim, że wolność nie znika dopiero wtedy, gdy na ulicach pojawią się czołgi. Może zanikać stopniowo: przez przyzwyczajenie, wygodę, lęk, cenzurę ukrytą pod szlachetnymi hasłami i przez coraz większą zależność obywateli od instytucji oraz technologii.

Miękki totalitaryzm bez marszów i mundurów

Najmocniejszą częścią książki jest analiza nowych form zniewolenia, które mogą rozwijać się we współczesnych demokracjach. Walterskirchen przekonuje, że totalitaryzm nie musi wracać w starych znakach i symbolach. Może przychodzić w języku bezpieczeństwa, zdrowia publicznego, walki z dezinformacją, cyfrowej wygody i administracyjnej skuteczności.

W filmie zwracamy szczególną uwagę na analizę pandemii. Nie chodzi przy tym o prosty spór o pojedyncze obostrzenia, lecz o pytanie głębsze: czy pandemia nie stała się wielkim testem społecznej zgody na rozwiązania, które wcześniej uznano by za niedopuszczalne? W krótkim czasie ograniczano swobodę poruszania się, pracy, spotkań, praktyk religijnych i debaty publicznej. Jednocześnie wielu obywateli nie tylko te ograniczenia zaakceptowało, ale domagało się ostrzejszego traktowania tych, którzy mieli wątpliwości.

To jeden z najważniejszych tematów książki: jak strach staje się narzędziem władzy. Człowiek przestraszony mniej pyta o wolność, a bardziej o ochronę. I wtedy bardzo łatwo wmówić mu, że kolejne ograniczenia są wyłącznie formą troski.

Jak zachować wolność?

Walterskirchen nie poprzestaje jednak na diagnozie. W ostatniej części książki stawia pytanie praktyczne: jak zachować albo odzyskać wolność? Autorka wskazuje na znaczenie sumienia, odwagi cywilnej, trwałych więzi społecznych, rodziny, wspólnoty, prawdy i odmowy uczestnictwa w niesprawiedliwości.

To bardzo ważny element książki. Literatura ostrzegająca przed totalitaryzmem łatwo może zamienić się w katalog lęków. Tymczasem „Tak nas zniewalają” przypomina, że wolność nie jest tylko sprawą konstytucji, sądów i procedur. Zaczyna się także w codziennych relacjach: w rodzinie, przyjaźni, wspólnocie, parafii, stowarzyszeniu, redakcji, rozmowie i gotowości do powiedzenia „nie”, gdy presja staje się zbyt silna.

Spór o Poppera, Platona i Voegelina

W recenzji pojawia się jednak również polemika z głębszą, filozoficzną warstwą książki. Walterskirchen mocno opiera się na Popperowskiej krytyce Platona jako jednego z ojców myślenia totalitarnego. To interpretacja wpływowa, ale nie bezsporna.

Czy Platon rzeczywiście był ojcem totalitaryzmu? Czy jego wizję państwa należy czytać jako program polityczny w nowoczesnym sensie? A może raczej jako próbę odpowiedzi na kryzys ateńskiej polis, śmierć Sokratesa i pytanie o ład duszy oraz wspólnoty?

W filmie wskazujemy, że szkoda, iż autorka nie sięgnęła szerzej po Erica Voegelina, także związanego z austriacką tradycją intelektualną. Popper i Voegelin reprezentują dwie różne wizje obrony wolnego społeczeństwa. Pierwsza opiera się na społeczeństwie otwartym, krytyce, procedurach i nieufności wobec wielkich projektów politycznych. Druga — na społeczeństwie zakorzenionym, które broni wolności przez prawdę o człowieku, ład duchowy i odporność na ideologiczne namiastki zbawienia.

To nie jest spór akademicki dla wąskiego grona specjalistów. Od odpowiedzi na pytanie, czym jest wolność, zależy bowiem to, jak będziemy jej bronić.

Książka potrzebna, choć nie bezsporna

W recenzji pojawiają się także drobniejsze uwagi krytyczne: dotyczące przypisów umieszczonych na końcu rozdziałów oraz częstego odwoływania się do wydań niemieckich, mimo że część omawianych dzieł istnieje w polskich przekładach. To jednak zastrzeżenia drugorzędne.

Najważniejsze jest to, że książka Guduli Walterskirchen zwraca uwagę na realne niebezpieczeństwa dla wolnych społeczeństw. Przypomina, że wolność nie jest dana raz na zawsze. Można ją utracić nie tylko przez przewrót, okupację czy rewolucję, ale także przez serię pozornie rozsądnych decyzji, przez wygodę, lęk, samotność, cyfrowy nadzór i zgodę na to, by coraz większa część życia była regulowana poza realną kontrolą obywateli.

Totalitaryzm nie zawsze zaczyna się od krzyku. Czasem zaczyna się od formularza, aplikacji, komunikatu eksperta i społecznego przyzwolenia, by dla świętego spokoju nie zadawać pytań.

Cały film można obejrzeć na kanale Tygodnika Bydgoskiego.

-->