Pamięć przemawiała głosami poetów. Siódma rocznica śmierci Mieczysława Franaszka
fot. Galeria Autorska
Na bydgoskim Cmentarzu Starofarnym odbyło się spotkanie poetyckie poświęcone Mieczysławowi Franaszkowi. W siódmą rocznicę śmierci aktora, recytatora, fotografa i podróżnika jego przyjaciele ponownie spotkali się przy jego grobie. Czytane wiersze mówiły o przemijaniu, nieśmiertelności i pamięci, która pozwala nieobecnym wciąż pozostawać pośród nas.
Inne z kategorii
Janina Kabatc-Borcz z tytułem profesora. Prestiżowe wyróżnienie dla bydgoskiej chemiczki
[OKIEM TYGODNIKA] Harry Potter i Więzień Bio-stanu. Mugolski Ouroboros
Spotkanie zatytułowane „W tym momencie” odbyło się 31 lipca, dokładnie w siódmą rocznicę śmierci Mieczysława Franaszka. Zorganizowała je Galeria Autorska Jana Kaji i Jacka Solińskiego, z którą aktor był związany przez ostatnie lata życia.
Na Cmentarzu Starofarnym zgromadzili się poeci, artyści oraz przyjaciele Franaszka. Nie wszyscy autorzy mogli uczestniczyć w wydarzeniu osobiście. Ich utwory odczytał Jan Kaja.
Tam, gdzie był, pojawiały się witraże
Otwierając spotkanie, Jacek Soliński zastanawiał się, dlaczego pamięć o Mieczysławie Franaszku pozostaje tak żywa mimo upływu siedmiu lat. Wspominał jego serdeczność, umiejętność budowania więzi oraz niezwykłą zdolność interpretowania powierzanych mu tekstów.
Franaszek potrafił – jak mówił Soliński – wydobywać z utworów, ale również z samych autorów, treści i wartości, których niekiedy wcześniej sobie nie uświadamiali. Przypomniał także jubileusz 45-lecia pracy twórczej aktora, podczas którego nazwał go „ogrodnikiem sztuki”, pielęgnującym dobro, prawdę i piękno.
Padło również sugestywne porównanie: gdyby w gmachu symbolizującym kulturę, tradycję i tożsamość ktoś wybił szybę, Mieczysław Franaszek zastąpiłby ją pięknym witrażem. – Tam, gdzie pojawiał się i odciskał swoje piętno, tam pojawiały się witraże – wspominał Jacek Soliński.
Poezja o nieobecności i dalszym istnieniu
Podczas spotkania zabrzmiały zarówno wiersze napisane specjalnie dla Mieczysława Franaszka, jak i utwory, które nabierały szczególnego znaczenia w miejscu jego spoczynku.
Jan Kaja rozpoczął od odczytania krótkiego wiersza Bogdana Chmielewskiego. Następnie Joanna Gładykowska-Rosińska zaprezentowała z pamięci utwór mówiący o niemożności ponownego spotkania i o dwóch osobach pozostających odtąd po przeciwnych stronach rzeczywistości. Magdalena Jóźwiak przeczytała „Służbę” – poetycką modlitwę o pokorę, wierność i umiejętność rozpoznawania właściwego miejsca oraz czasu.
Małgorzata Grajewska pisała o powracających każdego lipca wierszach i obrazie zmarłego, który wraz z upływem czasu traci ostrość, ale nie znika. W utworze Krzysztofa Grzechowiaka zmarli stają się bardziej rzeczywiści od żyjących. Przemawiają ich głosami i istnieją dzięki pamięci tych, którzy pozostali.
Ks. Franciszek Kamecki przedstawił wiersz o Bogu wyprowadzającym ludzi z ciemności, rozpaczy i duchowego uwięzienia. Zabrzmiały także „Nie strzelać do aktora” Jarosława Jakubowskiego oraz „Selekcja” ks. Jana Sochonia. W obu utworach powracał szczególny dar Franaszka: umiejętność przemieniania zapisanego słowa w żywą mowę, barwę, rytm i melodię.
„Jakby brak więcej mówił o obecności”
Szczególnie przejmujący był tekst Grzegorza Kalinowskiego. Autor przywołał obraz pustego krzesła stojącego pośrodku Galerii Autorskiej – miejsca przeznaczonego dla Mieczysława. Im bardziej wyrazista staje się pustka, tym mocniej odczuwalna jest obecność nieżyjącego aktora.
O nieśmiertelności mówił Grzegorz J. Grzmot-Bilski. Zaprezentował nowy wiersz zamykający przygotowywaną książkę poetycką „Mikrokosmos i Katedra. Wiersze i archetypy”. Życie wieczne nie zostało w nim przedstawione jedynie jako odległa przyszłość, lecz jako rzeczywistość rozpoczynająca się już w zwyczajnej codzienności.
W „Internecie, czyli nigdzie” Krzysztof Szymoniak skonfrontował pamięć o zmarłym z cyfrową współczesnością. Pytał, gdzie szukać śladów Mieczysława – człowieka konkretnego, obecnego głosem, uśmiechem i spojrzeniem – w świecie coraz częściej redukującym ludzkie życie do hologramu, wyszukiwarki i sztucznej inteligencji.
Marek Kazimierz Siwiec przypomniał natomiast wspólną rozmowę z Franaszkiem na tarasie Karczmy Młyńskiej. W jego wierszu powróciły Kraków, rodzinny dom aktora, szkoła, teatr, życiowe upadki i powroty oraz płynąca poniżej Młynówka, przypominająca rzekę zapomnienia.
Hanna Strychalska przywołała tekst napisany na drugą rocznicę śmierci aktora, kiedy na jego grobie odsłonięto popiersie autorstwa Gracjana Kaji. Jej wspomnienie połączyło Franaszka z innymi artystami, którzy w kolejnych latach odeszli, lecz nadal powracają w opowieściach swoich przyjaciół.
Aktor, który służył słowu
Mieczysław Franaszek urodził się w 1944 roku w Krakowie. Był absolwentem tamtejszej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej. Występował na scenach Krakowa, Sosnowca, Opola, Koszalina, Szczecina, Poznania i Bydgoszczy. Przez blisko dwie dekady pozostawał związany z Teatrem Polskim w Bydgoszczy.
Widzowie kina zapamiętali go przede wszystkim z głównej roli w „Bohaterze roku” Feliksa Falka. Był jednak nie tylko aktorem teatralnym i filmowym, lecz również recytatorem, reżyserem, wykładowcą Akademii Muzycznej w Bydgoszczy, podróżnikiem oraz autorem fotografii reportażowej.
Od 2007 roku stale współpracował z Galerią Autorską Jana Kaji i Jacka Solińskiego. Przygotowywane tam interpretacje poezji, spotkania oraz monodramy stały się ważną częścią jego artystycznego dorobku. Franaszek traktował bowiem aktorstwo nie jako popis, lecz jako służbę tekstowi i drugiemu człowiekowi.
Spotkanie „W tym momencie” pokazało, że ta służba nie zakończyła się wraz z jego śmiercią. Pozostała w pamięci ludzi, którym użyczał swojego głosu, oraz w wierszach, które nauczył ich słyszeć inaczej.
Poniżej publikujemy nagranie spotkania udostępnione przez Galerię Autorską Jana Kaji i Jacka Solińskiego.