Triumf infantylizmu. Schreiber o tym, jak zepsuła się debata publiczna
fot. Facebook
W najnowszym artykule opublikowanym na portalu Wszystko co Najważniejsze – „Triumf infantylizmu. Jak zepsuliśmy debatę publiczną” poseł Łukasz Schreiber stawia diagnozę kondycji współczesnej polityki i mediów. Jego zdaniem debata publiczna – nie tylko w Polsce, ale w całym świecie zachodnim – coraz bardziej przypomina widowisko emocji i uproszczeń, w którym argumenty ustępują miejsca polaryzacji i medialnym efektom.
Inne z kategorii
Serce wraca do Francji. Film, który miał obudzić sumienia
Autor nie ogranicza się jednak do samej krytyki. Próbuje wskazać mechanizmy, które doprowadziły do tego stanu rzeczy, oraz zastanawia się, czy możliwy jest powrót do poważniejszej rozmowy o sprawach publicznych.
Prymitywizacja debaty
Pierwszym problemem, na który zwraca uwagę Schreiber, jest infantylizacja języka i formy debaty publicznej. Współczesna dyskusja polityczna – twierdzi – coraz częściej sprowadza się do krótkich, emocjonalnych komunikatów, memów i kilkudziesięciosekundowych nagrań w mediach społecznościowych.
Autor przypomina, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu politycy musieli przekonywać wyborców w dłuższych formach: na wiecach, w artykułach prasowych, w książkach czy w poważnych debatach telewizyjnych. Dziś natomiast dyskusja kurczy się do krótkich wpisów czy filmów, a algorytmy premiują treści możliwie najprostsze i najbardziej emocjonalne.
Problem nie polega – jego zdaniem – na samym formacie krótkich przekazów. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy zastępują one właściwą debatę, zamiast być jedynie wstępem do poważniejszej rozmowy.
Polityka plemienna zamiast dyskusji
Drugim zjawiskiem opisanym w tekście jest narastająca logika obozów politycznych. W takiej sytuacji nie liczy się już rozstrzygnięcie, kto ma rację, lecz to, czy dana informacja wzmacnia „naszą” stronę sporu.
Schreiber zauważa, że w przeszłości media posiadały ogromną władzę w niszczeniu reputacji polityków. Media społecznościowe częściowo ją ograniczyły, ale jednocześnie doprowadziły do nowego problemu: każde oskarżenie można przedstawić jako atak przeciwników, a nawet poważne zarzuty bywają interpretowane jako przejaw politycznej walki.
W efekcie – pisze autor – osoby skompromitowane mogą w oczach własnego elektoratu uchodzić za bohaterów, a polityka coraz bardziej przypomina konflikt dwóch zwalczających się plemion.
Wulgaryzacja języka polityki
Kolejnym elementem degradacji debaty jest upadek języka publicznego sporu.
Schreiber przypomina, że w historii polityki ostre polemiki były czymś naturalnym – wystarczy wspomnieć antyczne mowy Cycerona. Różnica polega jednak na tym, że dawniej inwektywa była elementem wyrafinowanej retoryki. Dziś natomiast spór sprowadza się do prostych etykiet i oskarżeń: „zdrajca”, „agent”, „sługus obcych państw”.
Według autora prowadzi to do sytuacji, w której rzadko dyskutuje się o konkretnych rozwiązaniach problemów państwa – takich jak system emerytalny, demografia czy reforma służby zdrowia – ponieważ łatwiej jest prowadzić konflikt symboliczny niż merytoryczną rozmowę.
Parlament jako instytucja drugoplanowa
Schreiber zwraca także uwagę na spadek znaczenia samego parlamentu.
W teorii Sejm powinien być miejscem najważniejszych sporów politycznych. W praktyce – twierdzi autor – debaty sejmowe są ograniczane przez procedury, krótkie limity czasu i brak realnej konfrontacji między rządem a opozycją. W rezultacie wielu polityków traktuje wystąpienia parlamentarne jedynie jako element komunikacji medialnej.
Czy możliwy jest powrót do poważnej rozmowy?
Mimo krytycznej diagnozy Schreiber dostrzega również pewne pozytywne sygnały.
Zwraca uwagę na rozwój ambitnych podcastów i dłuższych rozmów internetowych, w których eksperci i politycy mogą przedstawiać bardziej złożone argumenty. W takich formatach – podkreśla – okazuje się, że istnieje liczna grupa odbiorców zainteresowanych poważną dyskusją o sprawach publicznych.
Autor kończy tekst refleksją, że odpowiedzialność za jakość debaty publicznej spoczywa nie tylko na politykach i mediach, lecz także na samych obywatelach. Jeśli społeczeństwo będzie akceptowało uproszczenia i agresję w polityce, „triumf infantylizmu” stanie się trwałym elementem życia publicznego.
Źródłowy tekst na portalu Wszystko Co Najważniejsze