Opinie Dzisiaj 17:45 | Jolanta Fischer
[ZDROWIE Z TYGODNIKIEM] Nowe leki mogą spowolnić Alzheimera. Kluczowa jest wczesna diagnoza

fot. pixabay/ilustracyjne

Przez wiele lat lekarz mógł przede wszystkim łagodzić objawy choroby Alzheimera. Dziś pojawiły się terapie, które oddziałują na jeden z mechanizmów samej choroby i mogą spowolnić jej postęp. Nie pozwala to jeszcze na wyleczenie, ale daje szansę na dłuższe zachowanie samodzielności. Problem w tym, że terapię trzeba rozpocząć odpowiednio wcześnie.

Przełom w medycynie?

Jeszcze do niedawna rozpoznanie choroby Alzheimera oznaczało, że medycyna może próbować łagodzić jej objawy i pomagać choremu funkcjonować jak najdłużej, ale nie potrafi bezpośrednio wpływać na proces prowadzący do uszkadzania mózgu.

To właśnie zaczyna się zmieniać.

Pojawienie się nowych terapii przyczynowych jest jedną z najważniejszych zmian w leczeniu tej choroby  od wielu lat.

Nie cofają choroby, ale mogą ją spowolnić

W mózgu osoby z chorobą Alzheimera dochodzi m.in. do odkładania się nieprawidłowego białka – beta-amyloidu. Z czasem tworzy ono charakterystyczne złogi związane z procesem niszczenia komórek nerwowych.

Nowe leki są przeciwciałami skierowanymi właśnie przeciwko beta-amyloidowi. Mówiąc najprościej: mają pomóc organizmowi usuwać jego patologiczne złogi z mózgu.

To zasadnicza różnica w porównaniu z dotychczasowym leczeniem.

Nie oznacza jednak, że osoba chora po terapii odzyska pamięć sprzed lat ani że choroba zostanie zatrzymana raz na zawsze. Celem leczenia jest spowolnienie pogarszania się pamięci i innych zdolności poznawczych.

Dla chorego może to oznaczać więcej czasu, w którym potrafi sam prowadzić gospodarstwo domowe, wykonywać codzienne czynności, rozpoznawać bliskich i podejmować decyzje dotyczące własnego życia.

To właśnie ten dodatkowy czas jest największą wartością nowych terapii.

Leczenie nie  dla każdego pacjenta

Tu pojawia się bardzo ważne zastrzeżenie. Nowych leków nie stosuje się u wszystkich osób z zaawansowaną chorobą Alzheimera.

Są przeznaczone dla wybranych pacjentów znajdujących się na wczesnym etapie choroby – z łagodnymi zaburzeniami poznawczymi albo łagodnym otępieniem.

Trzeba też potwierdzić, że w mózgu rzeczywiście występuje patologia związana z beta-amyloidem.

Dlatego wraz z pojawieniem się nowych leków, zmienia się również znaczenie diagnostyki. Dawniej późne rozpoznanie choroby oznaczało przede wszystkim późniejsze rozpoczęcie opieki nad pacjentem. Dziś może dodatkowo oznaczać utratę możliwości zastosowania terapii, która jest przeznaczona właśnie dla wczesnego stadium Alzheimera.

Diagnoza pada zbyt późno

I tutaj pojawia się jeden z największych problemów.

Według danych przywoływanych przez Stowarzyszenie Dziennikarze dla Zdrowia na pierwszym etapie rozwoju choroby prawidłowo rozpoznawanych jest zaledwie około 20 proc. przypadków. Innymi słowy – cztery osoby na pięć mogą nie otrzymać właściwej diagnozy na wczesnym etapie.

Sam proces dochodzenia do rozpoznania potrafi trwać nawet dwa lata.

Do tej pory było to poważnym problemem przede wszystkim dlatego, że rodzina i pacjent później otrzymywali pomoc i mieli mniej czasu na przygotowanie się do kolejnych etapów choroby.

Teraz dochodzi jeszcze jeden powód: jeśli chcemy korzystać z możliwości nowych terapii, pacjentów trzeba odnajdywać znacznie wcześniej.

Badanie krwi może zmienić diagnostykę 

Zmienia się nie tylko leczenie, ale również sposób wykrywania choroby.

Alzheimer nie zaczyna się w chwili, gdy człowiek po raz pierwszy zapomni ważnego nazwiska albo zgubi się w dobrze znanym miejscu. Zmiany patologiczne w mózgu mogą rozwijać się wiele lat przed pojawieniem się wyraźnych objawów.

Coraz większą rolę odgrywają więc biomarkery, czyli biologiczne „ślady” choroby, które można wykrywać w badaniach. Rozwijają się między innymi metody diagnostyczne wykorzystujące badania krwi.

Nie oznacza to jeszcze prostego „testu na Alzheimera”, który każdy może wykonać samodzielnie i na tej podstawie otrzymać rozpoznanie. Może jednak znacznie ułatwić lekarzom wyłonienie osób wymagających dalszej, specjalistycznej diagnostyki.

To szczególnie ważne, ponieważ zmiany związane z chorobą mogą pojawiać się w mózgu wiele lat przed pełnoobjawowym otępieniem.

Problem będzie dotyczył coraz większej liczby rodzin

Według danych Narodowego Funduszu Zdrowia w 2024 roku w Polsce było około 382 tys. pacjentów z rozpoznaną chorobą Alzheimera. Rzeczywista liczba chorych może być jednak znacznie większa i sięgać nawet około 600 tys.

A będzie ich przybywać.

Alzheimer jest najczęstszą przyczyną demencji. Ponieważ polskie społeczeństwo się starzeje, eksperci spodziewają się wyraźnego wzrostu liczby chorych w kolejnych dekadach.

Nie jest to przy tym choroba tylko jednej osoby.

Około 92 proc. chorych na Alzheimera w Polsce znajduje się pod opieką członków rodziny.

Wraz z postępem choroby coraz częściej potrzebna jest pomoc w codziennych czynnościach, a później wielogodzinna lub całodobowa opieka. Dla męża, żony, dzieci czy innych bliskich może to oznaczać ograniczenie życia zawodowego i społecznego, a czasem nawet rezygnację z pracy.

Dlatego spowolnienie choroby o kolejne miesiące czy lata ma znaczenie nie tylko medyczne. Może przedłużyć samodzielność pacjenta, a jednocześnie odsunąć moment, w którym jego bliscy muszą całkowicie podporządkować swoje życie opiece.

Nie czekać, aż objawy staną się poważne

Nowe terapie nie rozwiązują wszystkich problemów związanych z chorobą Alzheimera. Nie są cudownym lekarstwem, nie cofają wszystkich zmian i nie będą odpowiednie dla każdego chorego.

Zmieniają jednak coś bardzo istotnego: czas zaczyna mieć jeszcze większe znaczenie niż dotychczas.

Jeżeli chorobę można choć częściowo spowolnić przede wszystkim na jej wczesnym etapie, nie warto czekać z diagnostyką do momentu, gdy zaburzenia pamięci, orientacji czy codziennego funkcjonowania staną się bardzo nasilone.

To także wyzwanie dla polskiej ochrony zdrowia. Potrzebna będzie sprawniejsza droga od pierwszych niepokojących objawów, przez diagnostykę, do ośrodka, który może ocenić, czy pacjent kwalifikuje się do nowoczesnego leczenia.

Po wielu latach, gdy w chorobie Alzheimera można było przede wszystkim reagować na jej skutki, pojawiła się możliwość wpływania na jej przebieg. Teraz jednym z najważniejszych zadań będzie sprawić, aby pacjent trafił do lekarza wystarczająco wcześnie, by z tej możliwości rzeczywiście mógł skorzystać.

Artykuł opracowano na podstawie materiałów Stowarzyszenia Dziennikarze dla Zdrowia.

Jolanta Fischer

Jolanta Fischer Autor

Dziennikarz Tygodnika Bydgoskiego
-->