Czytając Tolkiena – czyli jak zostać rasistą pośmiertnie [WIDEO, FELIETON]
fot. Pixabay
25 marca obchodzimy Światowy Dzień Czytania Tolkiena. Data upamiętnia zniszczenie Jedynego Pierścienia. Symbolicznie to triumf dobra nad złem. W praktyce: doskonały moment, by przypomnieć sobie, że nawet taka historia może dziś wzbudzać kontrowersje.
Inne z kategorii
Kuchenne rewolucje [FELIETON]
Bydgoszcz 1981. Wydarzenie, które wstrząsnęło Polską
Śródziemie pod nadzorem
Oto John Ronald Reuel Tolkien – spokojny profesor filologii, miłośnik drzew i mitologii – zaczyna być w niektórych kręgach przedstawiany jako postać co najmniej problematyczna. A mówiąc wprost: oskarżany o brak wystarczającej „różnorodności”.
Zarzuty brzmią nie-poważnie. Świat Tolkiena jest rzekomo zbyt „biały”, zbyt europejski, za mało inkluzywny. Bohaterowie nie spełniają współczesnych standardów reprezentacji, a mieszkańcy dalekich krain pojawiają się rzadko i zwykle po niewłaściwej stronie konfliktu. Trudno powiedzieć, czy profesor Tolkien – który w listach bez ogródek krytykował nazizm, antysemityzm i imperialne zapędy własnego kraju – byłby bardziej zdziwiony, czy rozbawiony. Być może jedno i drugie. Albo ani jedno ani drugie (sam kiedyś wspominał, że wolałby, by niektórzy ludzie nie darzyli jego dzieł sympatią).
Ork też człowiek?
Nie brakuje prób „korekty” samego Śródziemia. W najnowszych adaptacjach orkowie – dotąd raczej jednoznacznie nieprzyjemni – zaczynają zyskiwać rys psychologiczny, a momentami wręcz społeczną wrażliwość. Kto wie, może w kolejnym sezonie serialu „Pierścienie Władzy” doczekamy się ich programu integracyjnego i panelu dyskusyjnego o wykluczeniu.
To, co jeszcze niedawno funkcjonowało jako internetowy żart (na przykład memy o „trudnej sytuacji orków pod Minas Tirith”), powoli zaczyna być traktowane całkiem serio.
Różnorodność, ale po swojemu
Tymczasem w samym Śródziemiu różnorodność była, tylko nieco inaczej rozumiana. Kultury, języki, obyczaje i historie poszczególnych ludów rozwijały się w sposób naturalny, zależny od miejsca i warunków życia. Rohan, Gondor, Shire czy krainy elfów nie były kalką jednej wizji, lecz odrębnymi światami, które – choć potrafiły współpracować – nie traciły własnej tożsamości. Dziś mogłoby to zostać uznane za brak odpowiedniej polityki integracyjnej.
Na szczęście jest jeszcze Niggle
W dniu poświęconym Tolkienowi warto więc zrobić coś przewrotnego: zamiast kolejnej dyskusji o orkach i reprezentacji, sięgnąć po mniej znany tekst. Na przykład „Liść. Dzieło Niggle’a”.
To krótka, cicha opowieść o artyście, który całe życie próbuje ukończyć swoje jedyne dzieło - obraz drzewa - a jednocześnie zmaga się z prozą codzienności. Zaskakuje go nagła konieczność podróży. Brak tu wielkich bitew, za to jest coś znacznie trudniejszego – pytanie o sens życia, sztuki i relacji z innymi. Tolkien proponuje zakończenie jednocześnie poruszająco szczęśliwe, jak i dojmująco smutne. Proponuje także własną wizję czyśćca i raju. Warto sięgnąć po tę lekturę, dopóki postęp jej nie dogonił.