[KADR TYGODNIKA] Chleba czy igrzysk? O „Igrzyskach Śmierci” Suzanne Collins
Czy książka dla młodzieży może poruszać poważne tematy bez popadania w banał? „Igrzyska śmierci” Suzanne Collins pokazują, że tak. To seria, która pod kostiumem dystopijnej opowieści dla młodszych czytelników ukrywa bardzo dojrzałą refleksję o przemocy, propagandzie, nierównościach społecznych i cenie przetrwania.
Inne z kategorii
[OKIEM TYGODNIKA] Konstytucja awaryjna. W razie potrzeby zbić szybkę
[MIĘDZY WIERSZAMI] Czym jest życie? Trzech profesorów daje trzy odpowiedzi
Akcja powieści rozgrywa się w państwie Panem, gdzie bogaty Kapitol podporządkował sobie dwanaście biedniejszych dystryktów. By utrzymać ludność w strachu, władza co roku organizuje Głodowe Igrzyska — brutalne widowisko, w którym dzieci i nastolatkowie walczą na śmierć i życie. Z każdego dystryktu losowana jest para trybutów, a zwycięzca może być tylko jeden. Ten okrutny mechanizm staje się nie tylko narzędziem kontroli, ale również rozrywką dla uprzywilejowanych mieszkańców stolicy.
Collins wyraźnie czerpie ze starożytności. Widać tu nawiązania do igrzysk, walk gladiatorów, mitu o Minotaurze oraz rzymsko-greckiej symboliki. Imiona mieszkańców Kapitolu, takie jak Caesar, Seneca czy Coriolanus, brzmią antycznie i patetycznie. Z kolei imiona bohaterów z dystryktów częściej odsyłają do natury: Katniss, Primrose, Rue czy Gale. Ten kontrast dobrze oddaje podział świata przedstawionego — sztucznego, przesyconego przepychem Kapitolu i surowej, głodnej rzeczywistości prowincji.
Główną bohaterką jest Katniss Everdeen, szesnastolatka z najbiedniejszego Dystryktu 12. Po śmierci ojca w kopalni i załamaniu psychicznym matki dziewczyna przejmuje odpowiedzialność za rodzinę. Poluje, zdobywa jedzenie i opiekuje się młodszą siostrą Prim. Kiedy to właśnie Prim zostaje wylosowana do udziału w igrzyskach, Katniss zgłasza się na jej miejsce. Ten gest rozpoczyna jej dramatyczną drogę przez świat przemocy, manipulacji i politycznej gry.
Choć „Igrzyska śmierci” są adresowane do młodzieży, daleko im do typowej, uproszczonej literatury rozrywkowej. Język jest prosty, akcja wartka, pojawia się też popularny motyw trójkąta romantycznego, ale pod tą przystępną formą kryje się zaskakująco dojrzała opowieść. Narracja pierwszoosobowa pozwala wejść bardzo blisko w psychikę Katniss. Bohaterka jest silna, ale nie niezniszczalna. Jej siła nie wynika z potrzeby udowodnienia czegokolwiek światu, lecz z konieczności. Życie zmusiło ją do walki, odpowiedzialności i przetrwania.
Największe wrażenie robi psychologiczna wiarygodność tej historii. Collins nie prowadzi czytelnika ku łatwemu „żyli długo i szczęśliwie”. Pokazuje traumę, lęk, ataki paniki i konsekwencje przemocy. Katniss nie wychodzi z igrzysk jako triumfatorka w klasycznym sensie. Nawet zwycięstwo okazuje się formą przegranej, bo system niszczy każdego, kto zostaje wciągnięty w jego reguły.
W powieści nie brakuje brutalności, czasem wręcz naturalistycznej, ale nie jest ona użyta wyłącznie po to, by szokować. Przemoc ma znaczenie — pokazuje ciężar wojny, mechanizmy zniewolenia i cenę politycznej kontroli. Równocześnie autorka nie odbiera swoim bohaterom człowieczeństwa. Obok okrucieństwa pojawiają się akty odwagi, lojalności i bezinteresownego dobra.
Szczególnie mocna jest diagnoza współczesności. Kapitol przypomina świat skrajnej konsumpcji, kultu wyglądu i medialnego spektaklu. Jego mieszkańcy traktują śmierć dzieci jak emocjonujący program rozrywkowy, kibicują ulubionym trybutom, obstawiają zwycięzców i wzruszają się wywiadami. To gorzka satyra na kulturę reality show, celebryckość i społeczną obojętność. Collins pokazuje świat, w którym ludzie są tak przyzwyczajeni do widowiska, że przestają dostrzegać cierpienie stojące za ekranem.
Równie interesująco wypada obraz władzy. Prezydent Coriolanus Snow nie jest jednowymiarowym tyranem z plakatu propagandowego. To człowiek uprzejmy, opanowany, niemal elegancki, a jednocześnie budzący paraliżujący strach. Collins unika prostych podziałów moralnych. Nie wszyscy mieszkańcy Kapitolu są zepsuci, nie wszyscy mieszkańcy dystryktów są wyłącznie niewinnymi ofiarami, a wojna rzadko przypomina czyste starcie dobra ze złem. Częściej jest walką dwóch rodzajów zła, między którymi trzeba rozpaczliwie szukać trzeciej drogi.
„Igrzyska śmierci” nie są literackim majstersztykiem w klasycznym rozumieniu. Mają cechy typowej prozy młodzieżowej i nie każdemu przypadnie do gustu ich tempo, konstrukcja czy emocjonalność. Mimo to trudno odmówić im siły. To książki angażujące, gorzkie i znacznie mądrzejsze, niż mogłoby się wydawać po etykiecie „literatura młodzieżowa”.
Suzanne Collins stworzyła opowieść o świecie przyszłości, która zaskakująco celnie opisuje naszą teraźniejszość. To historia dla tych, którzy lubią analizować psychikę bohaterów, dostrzegać polityczne mechanizmy ukryte za widowiskiem i czytać książki, które oprócz akcji zostawiają po sobie niepokój. A tytułowe pytanie — chleba czy igrzysk? — pozostaje aktualne jak rzymska moneta znaleziona w kieszeni współczesnego celebryty.