Nie polecam Habermasa. Polecam książkę, która go rozbraja [WIDEO]
Zmarł Jürgen Habermas – jeden z najważniejszych filozofów współczesnej Europy. Zamiast jednak sięgać po jego książki, warto przeczytać coś, co pozwala spojrzeć na jego myśl z dystansu. A przy okazji przypomnieć niezwykły dialog, jaki prowadził z Benedyktem XVI.
Inne z kategorii
Czytając Tolkiena – czyli jak zostać rasistą pośmiertnie [WIDEO, FELIETON]
Kuchenne rewolucje [FELIETON]
Filozof, który wierzył w rozmowę
Habermas był jednym z głównych przedstawicieli szkoły frankfurckiej – nurtu, który od dziesięcioleci wpływa na sposób myślenia zachodnich elit. W centrum jego filozofii znajdowało się przekonanie, że społeczeństwo można uporządkować dzięki racjonalnej debacie.
W idealnym świecie ludzie rozmawiają, argumentują i dochodzą do porozumienia.
Problem w tym, że rzeczywistość rzadko przypomina seminarium filozoficzne.
Scruton: krytyka bez złudzeń
Dlatego zamiast zaczynać od samego Habermasa, warto sięgnąć po książkę Rogera Scrutona „Głupcy, oszuści i podżegacze. Myśliciele nowej lewicy”.
Brytyjski filozof pokazuje, że wiele teorii współczesnej lewicy wyrasta z przekonania o opresyjności Zachodu. Jego zdaniem wiara w czysto racjonalny dyskurs jest złudzeniem, a permanentna krytyka własnej cywilizacji prowadzi raczej do jej osłabienia niż odnowy.
Habermas i Benedykt XVI
Z drugiej jednak strony obraz nie jest jednoznaczny.
Habermas był jednym z niewielu świeckich filozofów, z którymi poważny dialog prowadził Joseph Ratzinger. W ich słynnej debacie obaj zgodzili się co do jednego: demokracja nie utrzyma się wyłącznie na procedurach.
Potrzebuje fundamentu moralnego.
Sam Habermas przyznawał, że w społeczeństwie świeckim pozostaje „świadomość tego, czego brakuje”. Ratzinger odpowiadał, że rozum potrzebuje wiary, aby nie popaść w ślepotę.
Spór, który trwa
To właśnie ten spór wydaje się dziś najważniejszy.
Czy świat można zbudować wyłącznie na rozumie?
Czy też potrzebuje on czegoś więcej – tradycji, religii i moralnego zakorzenienia?
Dlatego warto czytać nie tylko Habermasa, ale także jego krytyków.
A może nawet – przede wszystkim ich.