[KADR TYGODNIKA] Ryszard III w wersji RPG, czyli teatralna gra o tron
Czy tragedię Williama Szekspira można opowiedzieć językiem gier komputerowych? W spektaklu „Ryszard III: Tron we krwi” reżyserka Patrycja Wysokińska podejmuje to ryzyko, zapraszając widzów do interaktywnej, momentami chaotycznej rozgrywki.
Inne z kategorii
Spektakl wystawiany w Teatrze Polskim w Bydgoszczy próbuje przełożyć klasyczną tragedię Williama Shakespeare'a na język współczesnej popkultury. Konwencja gry RPG nie jest tu jedynie ozdobnikiem – staje się osią całego przedstawienia i narzędziem budowania relacji z widzem. Publiczność zostaje wciągnięta w akcję poprzez możliwość podejmowania decyzji. Skanując kody QR, widzowie mogą – przynajmniej w założeniu – wpływać na rozwój wydarzeń i losy bohaterów. W praktyce jednak mechanizm ten okazuje się mniej przejrzysty, niż mogłoby się wydawać. Zamiast klarownych wyborów narracyjnych pojawiają się pytania o charakterze filozoficznym, których konsekwencje sceniczne nie zawsze są czytelne.
Najmocniejszym elementem spektaklu pozostaje jego warstwa wizualna i technologiczna. Bohaterowie prezentowani są niczym postaci z gry komputerowej – z przypisanymi umiejętnościami i punktami, które wyświetlają się obok nich. Lord Buckingham imponuje „statystykami” manipulacji, ale wypada gorzej w kategorii wrażliwości, a sam Ryszard zostaje wybrany przez „gracza” jako główny uczestnik tej teatralnej rozgrywki. Ruch sceniczny aktorów jest celowo zmechanizowany, chwilami niemal algorytmiczny, co konsekwentnie wpisuje się w przyjętą konwencję. Kostiumy przypominają połączenie szachowych figur z estetyką pikseli, a efekty dźwiękowe – jak sygnał towarzyszący zdobyciu pierścienia – przywołują skojarzenia z typowymi osiągnięciami w grach.
Ten spójny wizualnie świat niekiedy jednak zaczyna przytłaczać treść. Fabuła zostaje rozbita na krótkie, fragmentaryczne sceny, przez co traci ciągłość i dramaturgiczną logikę. Widz może mieć trudność z uchwyceniem sensu wydarzeń, a całość sprawia wrażenie eksperymentu, który nie do końca kontroluje własne tempo i kierunek. Dodatkowym dysonansem jest oprawa dźwiękowa – głośna, hardrockowa muzyka towarzysząca głosowaniom publiczności oraz sceny zza kulis, stylizowane na zakulisową imprezę, wprowadzają estetyczne napięcie, które nie zawsze służy opowieści.
W końcowych partiach przedstawienia pojawia się próba powrotu do emocjonalnej głębi szekspirowskiego pierwowzoru. Ryszard konfrontuje się z widmami swoich ofiar i własnym sumieniem, jednak te momenty – potencjalnie najmocniejsze – giną w natłoku środków scenicznych. Monolog, który powinien wybrzmieć jako tragiczna kulminacja, traci siłę i wiarygodność, sprawiając wrażenie jedynie obowiązkowego elementu adaptacji.
„Ryszard III: Tron we krwi” to bez wątpienia odważna i oryginalna propozycja. Twórcy pokazują, że teatr może sięgać po język nowych mediów i próbować dialogu z widzem wychowanym na interaktywnej rozrywce. Pozostaje jednak pytanie, czy każda klasyka wymaga tak radykalnego przepisania i czy w tej pogoni za formą nie ginie to, co w dramacie najistotniejsze – spójna opowieść i prawda emocji.