Opinie Dzisiaj 17:42 | Redaktor
[ROZMOWA TYGODNI(K)A] Chuligani czy wojownicy o wolność? Bydgoska młodzież na barykadach lat 80.

Stefan Pastuszewski przygotowuje książkę o młodzieżowej opozycji w Bydgoszczy. W rozmowie z Michałem Jędryką opowiada o buncie, Solidarności, Kościele, Jarocinie, manifestacjach i granicy między sprzeciwem a radykalizmem.

Czy Bydgoszcz lat 80. miała swoje barykady? Stefan Pastuszewski odpowiada, że tak — choć oczywiście były to barykady w cudzysłowie. Chodziło o bunt młodych ludzi przeciwko systemowi, przeciwko rzeczywistości PRL, przeciwko zatrzaśnięciu „okna wolności”, które otworzyło się po Sierpniu 1980 roku.

W rozmowie z Michałem Jędryką autor przygotowywanej książki „Bydgoska młodzież na barykadach lat osiemdziesiątych XX wieku” opowiada o pokoleniu uczniów i studentów, które nie chciało jedynie czekać na działania dorosłych. Młodzi wychodzili na ulice, malowali napisy, rozrzucali ulotki, uczestniczyli w manifestacjach i tworzyli własne środowiska oporu.

Szesnaście miesięcy wolności

Pastuszewski przypomina, że po Sierpniu 1980 roku nastąpiło krótkie, ale niezwykle ważne doświadczenie wolności. Można było się organizować, mówić odważniej, działać jawniej. Potem przyszedł stan wojenny i to okno zostało gwałtownie zamknięte.

Zdaniem rozmówcy młodzież przeżyła to szczególnie boleśnie. Starsi działacze Solidarności myśleli częściej kategoriami „długiego marszu”, cierpliwej pracy i konspiracji. Młodzi byli bardziej niecierpliwi. Chcieli działać natychmiast.

Właśnie dlatego to oni w dużej mierze tworzyli manifestacje uliczne, brali udział w protestach, malowali hasła, rozrzucali ulotki i podejmowali akcje bezpośrednie. Pastuszewski przywołuje m.in. manifestację z 31 sierpnia 1982 roku na Starym Rynku oraz kontrmanifestację 1 maja 1983 roku przed bazyliką.

Chuligaństwo czy walka z systemem?

Jednym z najmocniejszych wątków rozmowy jest pytanie o granicę między chuligaństwem a walką o wolność. Pastuszewski nie ucieka od tego problemu. Przyznaje, że młody człowiek ma naturalną skłonność do ostrego negowania rzeczywistości, także w przestrzeni materialnej. Ale podkreśla, że w tamtym czasie działania wymierzone w symbole i narzędzia systemu były formą sprzeciwu wobec całego porządku PRL.

Rozmówca przypomina także tradycję bydgoskiego oporu: zniszczenie zagłuszarki 18 listopada 1956 roku czy późniejsze wystąpienia młodzieży. Dopiero Solidarność, jak zaznacza Pastuszewski, wprowadziła wyraźną zasadę walki bez przemocy.

W rozmowie pojawia się też bardzo mocna anegdota: młody człowiek miał przyjść do Pastuszewskiego z pytaniem, czy wynosić broń z jednostki wojskowej. Pastuszewski odradzał mu to, tłumacząc, że metodą opozycji nie jest walka zbrojna.

Bydgoszcz: miasto garnizonowe i miasto oporu

Rozmowa dotyczy także specyfiki samej Bydgoszczy. Było to miasto garnizonowe, wojskowe, milicyjne, z silnymi strukturami partyjnymi. Jednocześnie istniał tu mocny nurt społecznego oporu, który Pastuszewski określa jako katolicko-narodowy.

Ważną rolę odgrywał Kościół: parafie, duszpasterstwa akademickie, msze za ojczyznę. To przy nich spotykała się młodzież, wymieniała informacje, umawiała działania. Co ciekawe, Pastuszewski podkreśla, że wielu młodych łączyło udział w życiu kościelnym z fascynacją kulturą rockową, punkową i festiwalem w Jarocinie. Jeździli i na oazy, i do Jarocina. Polska dusza: rano msza za ojczyznę, wieczorem kaseta z punk rockiem — i jakoś się to w jednym sercu mieściło.

Historia długo zaniedbana

Pastuszewski uważa, że historia bydgoskiej młodzieżowej opozycji została zaniedbana przez oficjalną historiografię. Jednym z powodów jest trudność w uchwyceniu samego zjawiska. Młodzież działała często spontanicznie, nieformalnie, konspiracyjnie. Nie zostawiała po sobie wielu dokumentów.

Autor korzystał z trzech typów źródeł: dokumentów aparatu państwowego, czasopism podziemnych i niezależnych oraz — co najważniejsze — relacji uczestników. Podkreśla jednak, że materiały SB i innych służb trzeba traktować ostrożnie, bo były wyrywkowe, tendencyjne i pisane z punktu widzenia aparatu, który szukał przeciwnika do kontroli i neutralizacji.

Szkoła między młotem a kowadłem

W rozmowie pojawia się również temat szkół. Pastuszewski nie stawia łatwych ocen. Mówi, że szkoła bydgoska najczęściej próbowała tonować nastroje i realizować oficjalne zadania wychowawcze. Byli nauczyciele zwalczający postawy opozycyjne, ale byli też tacy, którzy uczniom pomagali.

Autor mówi o środowisku nauczycielskim jako o ludziach postawionych „między młotem a kowadłem”. Z jednej strony szkoła była instytucją państwową, kontrolowaną i podporządkowaną oficjalnemu programowi. Z drugiej — wielu nauczycieli miało własne sumienie, własne poglądy i własny stosunek do uczniów.

Spotkanie po latach

Książka Pastuszewskiego ma przypomnieć ludzi, którzy dziś mają już ponad sześćdziesiąt lat, ale w latach 80. byli uczniami, studentami, młodymi konspiratorami. Autor zapowiada spotkanie z uczestnikami tamtych wydarzeń 13 czerwca w Bibliotece Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego.

Ma to być nie tylko promocja książki, ale także — jak mówi Pastuszewski — swoiste spotkanie dekonspiracyjne. Wielu uczestników znało się kiedyś tylko z widzenia albo pod pseudonimami. Po latach mają się przedstawić sobie nawzajem już z imienia i nazwiska.

Zobacz rozmowę

Rozmowa Michała Jędryki ze Stefanem Pastuszewskim to opowieść o młodych ludziach, którzy nie godzili się na rzeczywistość PRL. O pokoleniu, które łączyło patriotyczny idealizm, religijne zaplecze, rockową kulturę buntu i polityczną niecierpliwość.

To także pytanie o Bydgoszcz: czy potrafimy pamiętać nie tylko o wielkich datach i oficjalnych bohaterach, ale również o młodych, którzy malowali napisy, rozrzucali ulotki, wychodzili z kościołów na manifestacje i ryzykowali własną przyszłość.

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor
-->