Wszystkie wymiary Zbawienia. O ryzyku i nadziei nowej „Pasji” [OPINIA]
fot. pixabay
Gdy opadnie już wielkanocny kurz, a świąteczna radość ustąpi miejsca codzienności, wracają pytania, które od wieków nie dają spokoju: co wydarzyło się naprawdę — i jak o tym opowiadać, by nie zdradzić sensu? Te pytania powracają dziś za sprawą zapowiedzi nowego filmu "Pasja" w reżyserii Mel Gibson — dzieła, które już przed premierą budzi emocje nie mniejsze niż jego poprzednik.
Inne z kategorii
Czy Kujawy tracą przemysł? Wenderlich: „To było sabotowane”
Wojna i (s)pokój [FELIETON]
Tym razem twórca postanowił sięgnąć tam, gdzie Ewangelie milczą lub mówią półgłosem. Nowy projekt, roboczo określany jako „Zmartwychwstanie Chrystusa”, ma objąć wydarzenia od śmierci Jezusa po Jego triumf nad śmiercią. Co znamienne, historia zostanie rozpisana na dwie części — pierwsza ma trafić do kin w Wielki Piątek 2027 roku, druga zaś w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego. Już sam ten gest — podporządkowanie premiery rytmowi roku liturgicznego — zdradza ambicję wykraczającą poza zwykłe kino.
Nie sposób mówić o kontynuacji bez przypomnienia, czym była pierwsza „Pasja”. Film niezwykle odważny, brutalny, ale przede wszystkim niepoprawny politycznie, wzbudził silne emocje, m.in. oskarżenia o antysemityzm. W rolę Zbawiciela wspaniale wcielił się wtedy Jim Caviezel. Początkowo pojawiały się spekulacje, że aktor powróci do tej kreacji, jednak ostatecznie zdecydowano się na współpracę z młodszym artystą. Chrystusa zagra tym razem fiński aktor, Jaakko Ohtonen, dla którego będzie to wielkoekranowy debiut. Co ważne, ma on inny, bardziej surowy typ urody, który – w założeniu twórców – lepiej odda postać Chrystusa, przedstawionego już nie jako pokornego Baranka Bożego, ale króla i wojownika. O ile bowiem pierwsza część skupiała się na ofierze, o tyle druga ma opowiadać o zwycięstwie.
To jednak nie koniec zmian. Inne osoby odegrają także role Marii Magdaleny i Matki Boskiej. Ten ostatni casting wywołał najsilniejsze kontrowersje.
Maryję zagrać ma bowiem Polka, Katarzyna Smutniak. To mieszkająca we Włoszech, niezwykle ceniona aktorka, która nie kryje dalekich od katolicyzmu poglądów. W Internecie można znaleźć fotografie, na których agituje na rzecz swobodnego dostępu do aborcji, wykonując przy tym wulgarne gesty. Dla wielu wiernych wybór ten jest więc swoistym policzkiem. Inni wskazują, że nie powinno się wiązać światopoglądu artysty z jego twórczością. Aktorka nadal może doskonale odegrać powierzoną rolę. Trudno nie zgodzić się z tą tezą. Jednak należy mieć też na względzie, że film, tak mocno oparty na Ewangelii, ma większe ambicje niż sam artystyczny przekaz. To, co czynią zaangażowani w niego aktorzy, siłą rzeczy rezonuje na odbiór dzieła.
Niektórzy fani zwrócili też uwagę na fakt, że praca nad tym przedsięwzięciem może przyczynić się do zmiany postępowania, a nawet nawrócenia członków obsady. Takie sytuacje miały już podobno miejsce w czasie kręcenia pierwszej części filmu. Trudno więc także z góry zaprzeczyć takiej możliwości, choć zawsze warto podchodzić do tego typu doniesień z ostrożnością. Wiele nieoficjalnych informacji z planu, okazuje się później częścią marketingu.
Kontrowersję wzbudziła także wizyta na planie "Zmartwychwstania Chrystusa", złożona przez ekskomunikowanego biskupa, Carlo Marię Viganò, tradycjonalistę, który publicznie krytykował papieża Franciszka i Sobór Watykański II.
Z filmem wiąże się też szereg innych obaw, a jednocześnie i nadziei. Pojawia się pytanie, czy trzy dni, w czasie których Jezus spoczywał w grobie, to dobry materiał na ekranizację. W „Pasji” Mel Gibson przedstawia historię ewangeliczną. Możemy oczywiście odnaleźć tam również nawiązania do wizji m.in. niemieckiej mistyczki i stygmatyczki, błogosławionej Anny Katarzyny Emmerich oraz samej Tradycji Kościoła, ale to Ewangelie pozostają rdzeniem opowieści, jako najważniejsze, najbardziej bezpośrednie źródło. Pismo Święte nie dostarcza jednak wielu informacji na temat tego, co się działo po złożeniu Chrystusa w grobie.
Katolickie credo zawiera element mówiący o zstąpieniu Zbawiciela do piekieł – otchłani Szeolu, by wyzwolić stamtąd sprawiedliwe dusze, ale to zaledwie krótka wzmianka. Szerszy obraz tego, co się działo w zaświatach owiany jest tajemnicą. Tymczasem Mel Gibson zapowiedział, że w „Zmartwychwstaniu Chrystusa” chciałby pokazać m.in. ten aspekt i skupić się na przedstawieniu innych wymiarów.
To decyzja odważna, ale i ryzykowna. Tam, gdzie kończy się Objawienie, zaczyna się interpretacja. A interpretacja — nawet najszczersza — zawsze niesie ze sobą cień domysłu.
Warto jednak przypomnieć, że Gibson już wcześniej sięgał po środki wyrazu wykraczające poza literalny przekaz biblijny. Symboliczne sceny z udziałem szatana, sugestywne wizje i momenty balansujące na granicy realizmu i metafizyki były jednymi z najmocniejszych punktów „Pasji”. To one nadawały opowieści wymiar, którego nie da się zamknąć w prostym odtworzeniu tekstu.
Reżyser prawdopodobnie znowu odwoła się do wizji mistyków. Wizję zstąpienia Chrystusa do Szeolu opisała dość obszernie, wspomniana już, błogosławiona Anna Katarzyna Emmerich. Istnieje także apokryficzna tzw. Ewangelia Nikodema, która zawiera podobny motyw. Jest to pismo średniowieczne, niekanoniczne, ale Kościół nie zarzuca mu herezji.
Mel Gibson zasugerował też w jednym z wywiadów, że chciałby rozpocząć tę opowieść od ukazania upadku aniołów.
Jeśli więc nowy film pójdzie tą drogą jeszcze dalej — można spodziewać się dzieła mniej dokumentalnego, a bardziej kontemplacyjnego i mistycznego. Mniej oczywistego, za to z ogromnym potencjałem emocjonalnym i symbolicznym.
Pozostaje pytanie zasadnicze: czy kino powinno wkraczać w przestrzeń, którą tradycja otacza milczeniem?
Być może odpowiedź, jak zwykle, okaże się prostsza niż spór wokół niej. Film — nawet najbardziej ambitny — pozostaje tylko filmem. Ale sposób, w jaki o nim rozmawiamy i sposób, w jaki zmusza nas do refleksji, mówi już coś znacznie poważniejszego o nas samych.