[KADR TYGODNIKA] „Pozłacany wiek”. Pozłacane stereotypy, prawdziwe emocje
fot. kadr z serialu „Pozłacany wiek”
Jak wyglądały amerykańskie salony w epoce eleganckiego przepychu i cichej wojny tradycyjnych elit z parweniuszami? „Pozłacany wiek” zachwyca kostiumami, rozmachem i aktorstwem, ale nie zawsze potrafi równie skutecznie ożywić swoich bohaterów. Najciekawszy okazuje się wtedy, gdy zamiast opowiadać o wojnie klas, zagląda za drzwi małżeńskiej sypialni.
Inne z kategorii
Kostiumowy - wielką literą „K”
Serial HBO „Pozłacany wiek” to kolejna produkcja kostiumowa. Tym razem jednak kostiumowa „przez wielkie K”. Twórcy zabierają widzów do Nowego Jorku lat 80. XIX wieku – w sam środek gwałtownych przemian społecznych, przemysłowych i obyczajowych. Śledzimy budowę nowoczesnej kolei, losy niewyobrażalnie bogatych inwestorów i walkę o miejsce przy najbardziej prestiżowych stołach miasta.
Czy jednak warto kupić bilet na tę podróż – i zapłacić za niego własnym czasem? I czy twórcy na pewno wsiedli do właściwego przedziału?
Za nami już trzy sezony produkcji, a historia ma być kontynuowana jesienią. Mimo kilku poważnych mankamentów zdecydowanie jest tu na co popatrzeć.
I „popatrzeć” jest słowem kluczowym.
Moda jako drugi narrator
Na pierwszy plan wysuwa się bowiem wizualne bogactwo serialu. „Pozłacany wiek” jest piękny, pełen światła, przepychu i odważnych kolorów. Próżno szukać tu zachowawczych stylizacji znanych z wielu innych produkcji kostiumowych. Bohaterki nie stronią od kreacji wyglądających niemal tak, jakby zostały przeniesione wprost z wybiegu mody historycznej.
Co ważniejsze, ubrania nie służą jedynie ozdobie. Są indywidualnie dopasowane do charakterów i pozycji społecznej postaci, a momentami stają się wręcz jednym z narratorów historii.
Inaczej ubiera się chorobliwie ambitna, obsesyjnie skupiona na walce o należne jej miejsce w elicie Bertha Russell, a inaczej jej nieśmiała córka – wychowana pod kloszem panna z „dobrego domu”. Jeszcze inaczej wygląda Agnes van Rhijn, przedstawicielka starej nowojorskiej elity. Jej suknie są ciemniejsze, bardziej zachowawcze i jakby odrobinę spóźnione wobec zmieniających się trendów.
To nie przypadek. Główną osią opowieści jest przecież konflikt pomiędzy „starymi pieniędzmi” a ludźmi, którzy podobną pozycję zdobywają dzięki pracy, przedsiębiorczości i bezwzględnemu zmysłowi do interesów. Moda staje się więc kolejnym polem tej wojny.
XIX-wieczny Nowy Jork w nieco zbyt pastelowych barwach
Serial pozornie odhacza również kolejne punkty współczesnej poprawności politycznej: mamy zamożnych czarnoskórych bohaterów, wątki homoseksualne i feministyczne.
Warto jednak zaznaczyć, że obecność zamożnej czarnej klasy średniej i elity w Nowym Jorku końca XIX wieku nie jest wymysłem scenarzystów. Czarni nowojorczycy byli lekarzami, przedsiębiorcami czy duchownymi i tworzyli własne struktury życia towarzyskiego.
Twórcy pozwalają sobie natomiast nieco złagodzić realia ówczesnej segregacji rasowej. Relacja dwóch młodych kobiet o różnym kolorze skóry zostaje przedstawiona w dość cukierkowy sposób, a część historycznych napięć wyraźnie schodzi na dalszy plan.
Nie tu jednak leży największy problem „Pozłacanego wieku”.
Pięknie, tylko czasem trochę nudno
Problem zaczyna się na poziomie samej realizacji opowieści.
„Pozłacany wiek” to serial, który można obejrzeć – ale można go też bez większego żalu pominąć. Niektóre sceny i wątki wypadają znakomicie, jednak całość rzadko wywołuje prawdziwe wypieki na twarzy. Momentami produkcja zwyczajnie nuży, szczególnie kiedy kolejny raz wchodzi na dobrze znane tory romansowych schematów.
Innymi słowy: bohaterowie często pojawiają się na ekranie jako zestaw łatwo rozpoznawalnych typów.
Na szczęście nie wszyscy nimi pozostają.
Bertha i George Russell kradną cały serial
Po co więc włączać telewizor? Przede wszystkim dla małżeństwa Russellów.
Carrie Coon i Morgan Spector są w tych rolach znakomici. Bertha i George to bogaci dorobkiewicze, którzy mimo gigantycznego majątku wciąż spotykają się z pogardliwymi spojrzeniami przedstawicieli dawnej elity.
Bertha stawia sobie za życiowy cel wdrapanie się na sam szczyt nowojorskiej drabiny towarzyskiej. George robi natomiast bardzo wiele, aby marzenie żony mogło się spełnić.
Największą siłą tego wątku jest jednak nie ich majątek ani walka o wpływy, lecz głęboka i wielowymiarowa więź między małżonkami.
Oboje bardzo się kochają. Oboje mają niezwykle silne charaktery. Oboje potrafią być bezwzględni. I oboje w pewnym momencie zaczynają odkrywać, że nawet ogromne pieniądze nie zabezpieczą ich przed oddaleniem się od siebie.
Jak daleko Bertha posunie się, żeby osiągnąć swój cel? Kiedy George uzna, że ma już dość? A kiedy przeciwnie – bez najmniejszych skrupułów zemści się na każdym, kto ośmielił się stanąć jego żonie na drodze?
To właśnie tutaj „Pozłacany wiek” przestaje być tylko wystawną pocztówką z XIX wieku.
Małżeństwo z rozsądku nie zawsze oznacza katastrofę
Powiew świeżości pojawia się również w jednym z najbardziej wyświechtanych motywów kina kostiumowego: małżeństwie aranżowanym, zawieranym z powodów finansowych i rodzinnych.
Serial wykonuje tu zaskakujący zwrot. Nie skazuje takiej relacji automatycznie na wieczną nieszczęśliwość. Idzie nawet o krok dalej, sugerując, że to właśnie bezwarunkowe podążanie za głosem serca może czasem prowadzić w ślepą uliczkę.
W świecie, w którym małżeństwo jest także transakcją, interesem i narzędziem społecznego awansu, uczucie potrafi pojawić się tam, gdzie początkowo nikt go nie szukał.
I to okazuje się znacznie ciekawsze od kolejnego romansu opartego wyłącznie na zakazanej miłości.
Piękna sala balowa, czasem słabo zaparzona kawa
„Pozłacany wiek” jest więc serialem kolorowym i pięknym niczym pałacowa sala balowa. Niekiedy bywa odrobinę mdły jak słabo zaparzona kawa, ale w najlepszych momentach zdecydowanie przyciąga uwagę – niczym najbardziej ekstrawagancka kreacja Berthy Russell.
Większość bohaterów zaczyna tutaj jako stereotyp. Niektórym jednak w spektakularny sposób udaje się z niego wyrwać.
Dlatego „Pozłacany wiek” warto oglądać nie tyle jako historię wojny starych elit z nowymi, ile jako zaskakująco dobre studium relacji małżeńskich – w świecie, w którym pieniędzy jest więcej, niż ktokolwiek jest w stanie wydać, a ambicji zdecydowanie więcej niż szczerych uśmiechów.