[ROZMOWA TYGODNI(K)A] Wołyń: prawda, groby i pamięć. Dr Przemysław Wójtowicz z IPN porządkuje fakty
Zbrodnia wołyńska coraz częściej wraca w debacie publicznej w kontekście polityki i relacji polsko-ukraińskich. W rozmowie z Tygodnikiem Bydgoskim dr Przemysław Wójtowicz z Delegatury IPN w Bydgoszczy przypomina jednak, że najpierw trzeba uporządkować fakty: czym była ta zbrodnia, kto jej dokonał, dlaczego historycy mówią o ludobójstwie i dlaczego tak wielu zamordowanych do dziś nie ma własnego grobu.
Inne z kategorii
[OKIEM TYGODNIKA] Komu bije dzwon...
Były dyrektor MEN: polskiej szkoły nie da się naprawić zwykłymi metodami
Na kanale Tygodnika Bydgoskiego publikujemy rozmowę Michała Jędryki z dr. Przemysławem Wójtowiczem z Delegatury Instytutu Pamięci Narodowej w Bydgoszczy. Tematem jest zbrodnia wołyńska — jedna z najboleśniejszych kart polskiej historii XX wieku.
Rozmowa nie jest publicystyczną wymianą haseł. Jej celem jest uporządkowanie podstawowych faktów historycznych, które w bieżących sporach często giną pod warstwą emocji, skrótów i politycznych ocen.
Już na początku rozmowy dr Wójtowicz zwraca uwagę na kwestię nazewnictwa. Pojęcie „zbrodnia wołyńska” jest powszechnie używane i zrozumiałe, ale z historycznego punktu widzenia opisuje tylko część większego zjawiska.
Historyk wyjaśnia, że chodzi o ludobójstwo wołyńsko-galicyjskie, nazywane też ludobójstwem wołyńsko-małopolskim. Zbrodnia rozpoczęła się na Wołyniu w 1943 roku, ale później objęła także Galicję Wschodnią oraz inne tereny: część Polesia, Zamojszczyznę, Lubelszczyznę i obszary dzisiejszych Bieszczad.
To ważne rozróżnienie, ponieważ pozwala zobaczyć zbrodnię nie jako pojedynczy wybuch przemocy, lecz jako szerszy, zorganizowany proces wymierzony w ludność polską.
W rozmowie wiele miejsca zajmuje pytanie o źródła wydarzeń z 1943 roku. Dr Wójtowicz wskazuje, że u podstaw ludobójstwa stała konkretna doktryna polityczna. Mówi o Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, a szczególnie o frakcji banderowskiej OUN-B, oraz o Ukraińskiej Powstańczej Armii, która stała się jej formacją zbrojną.
Historyk podkreśla, że nie wystarczy mówić ogólnie o „nacjonalizmie”. W jego ocenie właściwszym pojęciem jest szowinizm, ponieważ do wywyższania własnego narodu dołączony został element nienawiści i dążenia do fizycznego usunięcia innych.
W rozmowie pada też ważna uwaga: ludobójstwo nie rodzi się z przypadku. Musi istnieć zamiar, organizacja i ideologiczne uzasadnienie. W przypadku Wołynia te elementy — jak wyjaśnia dr Wójtowicz — były obecne.
Szczególne miejsce w pamięci historycznej zajmuje 11 lipca 1943 roku, tzw. krwawa niedziela. Tego dnia doszło do skoordynowanych ataków na polskie miejscowości. Dr Wójtowicz przypomina jednak, że mordy na Wołyniu miały kilka fal.
Za symboliczny początek ludobójstwa polscy historycy uznają atak na kolonię Parośla I 9 lutego 1943 roku. Później przyszła fala wiosenna, letnia kulminacja z 11 i 12 lipca oraz ostatnia, zimowa faza mordów na przełomie 1943 i 1944 roku.
W rozmowie padają także nazwy miejsc, które stały się symbolami tragedii: Parośla, Janowa Dolina, Wola Ostrowiecka, Wiśniowiec. Za każdą z tych nazw kryją się konkretni ludzie: rodziny, kobiety, dzieci, osoby starsze, cywile pozbawieni realnej ochrony.
Jednym z najważniejszych punktów rozmowy jest wyjaśnienie, dlaczego wobec zbrodni wołyńskiej używa się terminu „ludobójstwo”.
Dr Wójtowicz przypomina, że kluczowe są tu: celowość działania, organizacja, masowość oraz zamiar eliminacji ludności ze względów narodowych, etnicznych, religijnych lub rasowych. W przypadku zbrodni wołyńsko-galicyjskiej — jak wskazuje historyk — mieliśmy do czynienia z ideologią, strukturami kierowniczymi i świadomym uderzeniem w polską ludność cywilną.
To nie była seria przypadkowych napadów. To była zaplanowana akcja wymierzona w obecność Polaków na tych ziemiach.
Najbardziej przejmujący fragment rozmowy dotyczy ofiar, które do dziś nie mają godnego pochówku. Dr Wójtowicz podkreśla, że strona polska domaga się przede wszystkim trzech rzeczy: możliwości pracy archeologów, ekshumacji oraz godnych grobów dla zamordowanych.
Nie chodzi o odwet. Nie chodzi o polityczne gesty. Chodzi o elementarną powinność wobec ludzi, których zamordowano, a następnie często wrzucano do przypadkowych dołów i pozbawiano nawet prawa do imienia, krzyża i cmentarza.
Według dr. Wójtowicza ponad 90 procent ofiar ludobójstwa wołyńsko-galicyjskiego do dziś nie ma godnego pochówku. To zdanie powinno wybrzmieć szczególnie mocno, bo pokazuje, że spór o pamięć nie jest sprawą abstrakcyjną. To sprawa konkretnych rodzin i konkretnych ofiar.
W rozmowie pojawia się również wątek regionalny. Dr Wójtowicz przypomina, że także na Kujawach i Pomorzu żyją rodziny wywodzące się z Kresów, które przechowują pamięć o tej tragedii. W regionie działają środowiska kresowe, a jednym z aktywnych miejsc pamięci jest Grudziądz, gdzie znajduje się głaz poświęcony ofiarom ludobójstwa.
To pokazuje, że Wołyń nie jest tylko odległą historią dawnych województw II Rzeczypospolitej. Jest także częścią pamięci rodzin, które po wojnie znalazły się w różnych częściach Polski, również w naszym regionie.
O Wołyniu trzeba rozmawiać odpowiedzialnie. Szczególnie dziś, gdy temat ten często powraca w kontekście wojny rosyjsko-ukraińskiej, relacji Polski z Ukrainą i bieżącej polityki.
Tym bardziej potrzebna jest rozmowa spokojna, historyczna i precyzyjna. Taka, która nie zamienia pamięci w narzędzie doraźnej walki, ale też nie udaje, że prawda historyczna może zostać przemilczana w imię aktualnych interesów.
Rozmowa z dr. Przemysławem Wójtowiczem jest właśnie próbą takiego uporządkowania. Bez krzyku, ale z jasnym nazwaniem spraw. Bo w tej historii najpierw trzeba oddać głos faktom, a potem pamięci o tych, którzy wciąż czekają na własny grób.
Pełna rozmowa z dr. Przemysławem Wójtowiczem z Delegatury IPN w Bydgoszczy dostępna jest na kanale Tygodnika Bydgoskiego.