Opinie Dzisiaj 17:49 | Jolanta Fischer
[KADR TYGODNIKA] „Święta lokomotywa” i wojna klas. „Snowpiercer” jako brutalna opowieść o społeczeństwie

fot. kadr z filmu Snowpiercer: Arka przyszłości

Ludzkość niemal wyginęła, świat zamarzł, a ostatni ocalali przemierzają Ziemię w pociągu, który nigdy się nie zatrzymuje. „Snowpiercer: Arka przyszłości” to jednak nie tylko postapokaliptyczne kino akcji. Film Bonga Joon-ho opowiada przede wszystkim o nierównościach, propagandzie, władzy i cenie, jaką społeczeństwo płaci za narzucony mu „porządek”.

Ostatni ludzie zamknięci w pociągu

Punktem wyjścia filmu z 2013 roku jest nieudana próba powstrzymania globalnego ocieplenia. Jej konsekwencją staje się gwałtowne ochłodzenie klimatu, które praktycznie unicestwia życie na Ziemi. Garstka ocalałych znajduje schronienie w Snowpiercerze – gigantycznym pociągu nieustannie okrążającym planetę.

Szybko okazuje się jednak, że nowy świat odtworzył stare podziały. Na początku składu żyje elita korzystająca z luksusów, dalej znajdują się ludzie odpowiedzialni za funkcjonowanie całego systemu, a w ostatnich wagonach stłoczono najbiedniejszych pasażerów.

Ci ostatni żyją w warunkach przypominających slumsy. Dostają ściśle wyliczone racje żywnościowe, podlegają brutalnej dyscyplinie i są praktycznie pozbawieni wpływu na własny los.

„Święta lokomotywa” i kult Wilforda

Snowpiercer nie jest tylko środkiem transportu. Z czasem staje się niemal religijnym symbolem. Jego konstruktor Wilford przedstawiany jest jako człowiek, który ocalił ludzkość, a sam pociąg jako jedyne miejsce, w którym możliwe jest życie.

Jedną z osób pilnujących tego porządku jest minister Mason, grana przez Tildę Swinton. To jedna z najbardziej charakterystycznych postaci filmu – groteskowa, momentami zabawna, ale jednocześnie przerażająca.

Mason wygłasza pełne patosu przemówienia o obowiązku pozostawania na swoim miejscu w społecznej hierarchii. Jej wygląd, zachowanie i sposób przemawiania są wyraźną karykaturą totalitarnej propagandy.

Bunt rusza z końca składu

Głównym bohaterem historii jest Curtis, którego gra Chris Evans. Mieszkańcy ostatnich wagonów przygotowują kolejne powstanie i tym razem zamierzają zrobić coś, czego nie udało się ich poprzednikom – dotrzeć aż do lokomotywy.

Curtisowi doradza Gilliam, starszy mężczyzna będący autorytetem dla najbiedniejszych pasażerów. Wraz z postępem buntowników przez kolejne wagony zmienia się również sam film. Brud i półmrok ustępują miejsca coraz bardziej absurdalnym przejawom luksusu, a widz stopniowo poznaje zasady działania całego systemu.

Twórcy konsekwentnie stawiają przy tym pytania: czy społeczna hierarchia rzeczywiście jest konieczna dla przetrwania? Czy poza pociągiem naprawdę nie ma życia? I czy Wilford jest wybawcą, czy raczej twórcą systemu, który dzięki strachowi utrzymuje ludzi pod kontrolą?

Kino krwawe, groteskowe i polityczne

„Snowpiercer” miesza brutalność z czarnym humorem. Film potrafi w ciągu kilku minut przejść od krwawej walki do niemal absurdalnej komedii.

Najciekawsza jest jednak jego polityczna warstwa. Pociąg staje się miniaturą społeczeństwa, w którym pozycja człowieka zależy dosłownie od tego, w którym wagonie się znajduje. Przejście na przód składu oznacza więc jednocześnie wspinanie się po społecznej drabinie.

Film przewrotnie korzysta przy tym z różnych politycznych skojarzeń. Z jednej strony bezlitośnie wyśmiewa estetykę totalitarnej propagandy, z drugiej opowiada historię w dużej mierze poprzez konflikt klasowy między uprzywilejowaną elitą a wyzyskiwaną biedotą.

Nie wszystko w tej historii działa

Produkcja ma jednak swoje słabsze strony. Nie wszystkie elementy świata przedstawionego są równie przekonujące. Przez znaczną część filmu trudno zrozumieć, dlaczego system w ogóle utrzymuje przy życiu mieszkańców ostatnich wagonów, a późniejsze wyjaśnienie tej kwestii  pozostawia niedosyt.

Kontrowersje może budzić również zachowanie niektórych bohaterów. Curtis, który opowiada o ekstremalnym głodzie i dramatycznych wydarzeniach z przeszłości, reaguje wyjątkowo gwałtownie na odkrycie sposobu produkcji racji żywnościowych. Jeszcze więcej pytań pojawia się w przypadku Gilliama, szczególnie gdy pod koniec historii na jaw wychodzą informacje zmieniające sposób patrzenia na jego wcześniejsze decyzje.

Film, po którym zostaje więcej pytań niż odpowiedzi

„Snowpiercer” momentami może przywoływać skojarzenia z „Igrzyskami śmierci”.

Nie jest filmem pozbawionym fabularnych dziur, ale pozostaje widowiskiem oryginalnym, świetnie zagranym i konsekwentnie budującym napięcie. Szczególnie zapadają w pamięć Tilda Swinton jako minister Mason, nietypowa scenografia kolejnych wagonów oraz finał, który zamiast prostych odpowiedzi zostawia widza z kolejnymi pytaniami.

Więcej o produkcji w materiale wideo:

Jolanta Fischer

Jolanta Fischer Autor

Dziennikarz Tygodnika Bydgoskiego
-->