Opinie Dzisiaj 15:30 | Michał Jędryka
Spór o dzwony brzmi coraz głośniej. Mówmy prawdę, ale całą

fot. Pixabay

Robert Langowski, wieloletni bydgoski radny, przedstawiający się na X jako „liberał”, domaga się ścisłości w dyskusji o dzwonach kościoła Świętej Trójcy. Znakomicie. Powiedzmy zatem nie tylko, że decyzja jeszcze nie zapadła, lecz również, że w dwóch innych bydgoskich parafiach dzwony już zamilkły, a w całej Polsce składane są podobne skargi. Pół prawdy, nawet wypowiedziane bardzo stanowczo, pozostaje tylko połową.

Pan Robert Langowski skomentował naszą relację z konferencji prasowej w obronie dzwonów kościoła Świętej Trójcy:

„Kolejny raz miejscowi działacze polityczni sugerują, że dzwony mają zamilknąć. Kolejny raz sugeruje się, że to wojna z Kościołem i chęć rugowania religii z przestrzeni publicznej”.

Rozumiem, że Langowski występuje tu w roli obrońcy prawdy i ścisłości informacji. Bardzo dobrze. Ścisłość jest w życiu publicznym cnotą rzadką, należy ją więc pielęgnować. Pod jednym wszakże warunkiem: że nie kończy się w połowie zdania.

Decyzji jeszcze nie ma. Niepokoju również ma nie być?

To prawda, że wobec parafii Świętej Trójcy nie została dotąd wydana decyzja zakazująca używania dzwonów. Do urzędu wpłynęła skarga, parafia otrzymała pismo, zapowiedziane zostały pomiary. Jeżeli nie wykażą przekroczenia norm, postępowanie nie powinno prowadzić do ograniczeń.

Proboszcz, mówiąc, że dzwony „mają zamilknąć”, uprzedził więc formalny bieg wydarzeń. Tyle że z tego nie wynika jeszcze, iż jego obawy są zmyślone, a protestujący walczą z cieniem.

W Bydgoszczy podobne procedury już bowiem przeprowadzono. W parafiach św. Urszuli Ledóchowskiej na Miedzyniu oraz św. Wojciecha na Okolu dzwony w konsekwencji decyzji dotyczących dopuszczalnego poziomu hałasu w praktyce przestały bić. Wobec parafii Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel również prowadzono postępowanie dotyczące kontroli hałasu.

Politycy uczestniczący w proteście oraz proboszcz Świętej Trójcy mają zatem realne powody do niepokoju. Nie przewidują skutków na podstawie układu gwiazd, lecz na podstawie tego, co wydarzyło się już w dwóch innych bydgoskich kościołach.

Chyba że pan Langowski wie o jakichś ustaleniach, których nie zna opinia publiczna. Może ma pewność, że w przypadku Świętej Trójcy pomiary zostaną wykonane w taki sposób, iż historyczne dzwony zmieszczą się w normie? Może wie, że niezależnie od wyników nie zostaną ograniczone?

Jeżeli posiada taką wiedzę, powinien się nią podzielić. Jeżeli jej nie posiada, jego uspokajający komentarz ma dokładnie taką samą wartość jak przewidywania tych, których krytykuje — z tą różnicą, że za obawami proboszcza stoją bydgoskie precedensy.

To nie jest jeden lokalny spór

Sprawa nie ogranicza się zresztą do Bydgoszczy. W 2024 roku po skargach mieszkańców zamilkły dzwony parafii Bożego Ciała w Bytomiu-Miechowicach. W Grudziądzu parafia św. Maksymiliana Kolbego została zobowiązana do używania tylko najmniejszego dzwonu i ograniczenia jego bicia do 30 sekund. Za niezastosowanie się do wymagań miała jej grozić kara sięgająca 11 tys. zł. W Dąbrówce Wielkiej sąd ukarał proboszcza w związku z używaniem elektronicznych dzwonów i odtwarzaniem pieśni. W Hałcnowie urzędnicy nakazali ograniczenie głośności dzwonów bazyliki.

Nie wszystkie te przypadki są identyczne. Czym innym jest krótkie bicie przed Mszą, czym innym wygrywanie melodii przez głośniki o świcie, a jeszcze czym innym oznajmianie każdej pełnej godziny. Nie wolno wrzucać ich do jednego worka. Pokazują jednak, że problem nie jest wymysłem kilku bydgoskich polityków.

Co więcej, Fundacja Wolność od Religii prowadzi otwartą akcję informacyjną: instruuje, jak nagrywać dzwony, jak przygotowywać materiał dowodowy, gdzie kierować zawiadomienia oraz udostępnia wzór takiego zawiadomienia. Zachęca również do składania wniosków do władz lokalnych i rozważania pozwów przeciwko parafiom.

Nie trzeba więc opowiadać o żadnym spisku. Proceder składania skarg na kościelne dzwony jest całkowicie jawny, zorganizowany i prowadzony w różnych częściach Polski.

Dzwon nie jest maszyną w fabryce

Robert Langowski może oczywiście powiedzieć, że urząd miasta nie prowadzi wojny z Kościołem, lecz jedynie wykonuje przepisy. I znów będzie to prawda — ale nie cała.

Obowiązujące prawo oraz przyjęta przez sądy wykładnia pozwalają potraktować parafię jako „zakład”, dzwonnicę jako „instalację”, a bicie dzwonu jako emisję hałasu. W najnowszym orzecznictwie Naczelny Sąd Administracyjny zaakceptował takie podejście.

Właśnie przeciwko temu protestują obrońcy dzwonów. Nie przeciw pomiarom jako takim ani przeciw prawu mieszkańców do nocnego wypoczynku. Nikt rozsądny nie domaga się, aby dzwony biły bez przerwy, o dowolnej porze i z dowolną głośnością.

Chodzi o rzecz bardziej zasadniczą: bicie dzwonu wzywającego na Mszę, oznajmiającego pogrzeb, ślub lub święto jest aktem kultu religijnego, a nie ubocznym skutkiem pracy urządzenia technicznego. Konstytucja chroni prawo do publicznego uzewnętrzniania religii przez sprawowanie kultu i uczestniczenie w obrzędach. Nie oznacza to nieograniczonego prawa do czynienia dowolnego hałasu. Oznacza jednak, że państwo powinno dostrzegać różnicę pomiędzy dzwonnicą, dyskoteką, warsztatem samochodowym i fabryką.

Dzisiaj tej różnicy prawo praktycznie nie widzi. O tym, czy historyczny dzwon będzie mógł spełniać swoją religijną funkcję, przesądza procedura administracyjna oparta na normach przygotowanych dla „pozostałych obiektów i działalności będących źródłem hałasu”.

Z jakiej racji publiczny akt kultu ma być w ten sposób uzależniony od decyzji miejskiej administracji? To właśnie jest przedmiotem protestu.

Protestuje się przed decyzją

Można oczywiście czekać spokojnie. Najpierw na pomiary, później na decyzję, następnie na karę, a na końcu na wyłączenie dzwonów. Dopiero wówczas, z kompletem urzędowych pieczęci w dłoni, wolno będzie zapewne wyrazić zaniepokojenie.

Tyle że protest obywatelski ma sens właśnie przed podjęciem decyzji. Po jej wykonaniu pozostają odwołania, sądy i rachunek za każdy kolejny dzień używania dzwonu.

Prawda o Świętej Trójcy brzmi dziś następująco: formalna decyzja jeszcze nie zapadła. Cała prawda brzmi jednak tak: dzwony dwóch bydgoskich parafii już zamilkły, wobec kolejnych wszczynane są podobne procedury, a organizacje niechętne obecności religii w przestrzeni publicznej otwarcie instruują, jak uruchamiać je w całej Polsce.

Skoro pan Robert Langowski tak bardzo troszczy się o ścisłość informacji, powinien dopowiadać również tę drugą część. Inaczej jego troska o prawdę przypomina dzwon bez serca: kształt się zgadza, tylko głosu nie słychać.

Michał Jędryka

-->