[OKIEM TYGODNIKA) Zaszufladkowani, czyli wielkie biurko świata
fot. Pixabay
Stereotypy mają dziś wyjątkowo złą prasę. Kojarzą się z uprzedzeniami, intelektualnym lenistwem i krzywdzącym szufladkowaniem ludzi. A jednak trudno wyobrazić sobie człowieka, który potrafiłby całkowicie bez nich funkcjonować. Czy więc problemem naprawdę jest sam stereotyp — czy raczej moment, w którym zapominamy, że jest tylko uproszczeniem?
Inne z kategorii
Niemcy są uporządkowani, karni i bezwzględni. Francuzi – eleganccy i zniewieściali, a Polacy – romantyczni, nieufni i lubią kombinować. To zaledwie początek długiej listy, jak nauczają humanistyczne uniwersytety, śmiertelnych grzechów stereotypizacji. Przez lata edukacji uczniowie dowiadują się, jak karygodne jest szufladkowanie ludzi i zjawisk. Jak potwornie ogranicza to horyzonty i nawet w przypadku pozytywnych uproszczeń, cechuje głównie umysły płytkie, miałkie, podatne na propagandę. Kimże więc jest ta krwiożercza bestia stereotypu? Czy rzeczywiście, niczym zombie, ostrzy kły na mózg i wrażliwość współczesnego, oświeconego człowieka?
Cóż… tak. O ile umysł oświeconego człowieka może działać bez żadnych ram, kategorii, perspektyw. Tyle że w tym przypadku sam będzie przypominał bardziej rozlewającą się galaretkę niż rozbudowany, inteligentny mechanizm. Trudno funkcjonować w świecie, którego nie będziemy przepuszczać przez filtry własnej świadomości i doświadczeń. To naturalne zjawisko związane z poczuciem tożsamości – wychowaniem w konkretnej kulturze, systemie wartości i osobistych przekonań. Tak jak kultura nie znosi pustki, tak życie nie znosi nijakości. Nie da się być nikim. Europejczyk ma pełne prawo patrzeć na świat oczami Europejczyka, Polak – Polaka, dziecko – dziecka. Mają też pełne prawo przekuwać własne doświadczenia w konkretne informacje i wykorzystywać je w przyszłości, by chronić siebie i swoich bliskich. Nie ma to nic wspólnego z egoizmem czy wrogością.
Lista zarzutów wobec stereotypów nie dotyczy jednak wyłącznie ich rzekomo sztucznej konstrukcji. Pojawia się tam także upraszczanie rzeczywistości. To prawda, o ile zapomnimy, że zjawisko to jest wyłącznie stereotypem, a nie prawdą objawioną. Proste skojarzenia (np. Szkot-skąpiec, Żyd-biznesmen czy dziecko-niewinność) mogą być pomocne, ale zawsze stanowią generalizację. Coś, co pozwala uporządkować biurko świata tak, by móc przy nim usiąść do pracy, a nie zamknąć na klucz wszystko, czego nie lubimy. Co więcej, każdy naród i każdy człowiek mają cały zestaw takich etykiet – zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Nie możemy więc skupiać się tylko na jednym z nich. Jeśli weźmiemy pod uwagę wyłącznie negatywne, zrodzi się uprzedzenie, jeśli pozytywne – ślepe uwielbienie. Tymczasem sztuka mądrości polega na poszukiwaniu wiedzy we wszystkich szufladach.
Możemy więc powiedzieć, że stereotyp jest sam w sobie neutralny, a niekiedy wręcz pozytywny, o ile korzystamy z niego świadomie i z umiarem. I tu pojawia się inny problem. Osoby, które deklarują zaciekłą walkę z tego typu uproszczeniami, same zdają się czerpać z nich bez ograniczeń. Po jednej stronie barykady mamy więc „klasycznych” uczestników marszu tolerancji: „Julki”, „jednorożce” i „dzieci-kwiaty”, ale po drugiej równie kwiecisty zbiór, określający tych, którzy wzięli udział w Marszu Niepodległości: „moherowe berety”, „kiboli” i „dresiarzy”. Ot, tolerancja i walka z szufladkami!
Współcześnie jednak coraz częściej dochodzi do jeszcze bardziej skomplikowanego fikołka logiki – stereotypizacji stereotypów. Tak bardzo pragniemy usunąć wszelkie stygmatyzacje, że sami stygmatyzujemy to zjawisko. Ludzie nie przestali więc porządkować biurka. Po prostu uznali część szuflad za zakazane.
Bronimy się przed nimi do tego stopnia, że podważamy nawet istnienie charakterów narodowych. W dobrym tonie jest uznanie, że Hiszpan niczym nie różni się od Norwega, a Polak od Rosjanina. Oczywiście, na poziomie jednostek może tak być. Na poziomie zbiorowości jednak różnorodność doświadczeń historycznych, geograficznych i biologicznych musiała spowodować wykształcenie pewnego profilu. Chodzi o temperament, związany być może z genetyką, klimatem czy kulturą – neutralny moralnie, lecz znamienny w sposobie bycia. Nie jest przecież tajemnicą, że mieszkańcy krajów skandynawskich bywają z reguły bardziej powściągliwi od Latynosów. Tak jak w legendach tkwi ziarno prawdy, tak podobne ziarno może tkwić w stereotypie. Nawet w kontekście nie ogólnego usposobienia, tylko bardzo konkretnych cech. Bo czyż skojarzenie Polaków z kombinatorstwem nie ma historycznych źródeł? To pokłosie nieuniknionej adaptacji. Zabory, okupację i obozy koncentracyjne można było przetrwać właśnie sprytem, oszukiwaniem oprawców. Pisał o tym wyraźnie nawet rotmistrz Witold Pilecki, wspominając, jak więźniowie symulowali pracę i wymieniali się kromkami czarnego chleba. Te same doświadczenia sprzyjały też wykształceniu w społeczeństwie niemal sakralnej nieufności do władz. Melancholii. Skłonności do marudzenia. Komunizm utrwalił niektóre z tych nawyków, a gwałtownie rosnące spożycie alkoholu uczyniło pijaństwo jednym z poważnych problemów społecznych PRL. Burzliwe dzieje wykuwały zarazem etos heroicznej walki i umiłowania wolności.
Własną mentalność posiada każdy naród. Nie oznacza to oczywiście, że każdy Niemiec będzie pedantem, a każdy Amerykanin optymistą. Chodzi jedynie o pewien, zabarwiony określonym odcieniem, nalot tożsamości i historii, którą niosą zbiorowości.
Nie ma nic złego w tym, że odczuwamy potrzebę uporządkowania biurka świata. Tylko jeśli zdejmiemy z blatu stosy ołówków, notatek i śmieci, będziemy w stanie w ogóle z niego korzystać. Ważne, by sięgając do szuflady, pamiętać o jej ograniczonej przestrzeni.