[KSIĄŻKA TYGODNIKA] Epoka, która czci naukę, gubi rozum? Pięć „toksyn” opisanych przez Tomasza Rowińskiego
AI na podstawie okładki
Czy można żyć w cywilizacji otoczonej nauką i techniką, a jednocześnie coraz bardziej irracjonalnej? To jedno z pytań, które prowokuje książka Tomasza Rowińskiego „Toksyny. O pięciu złych duchach niszczących życie katolickie”. W najnowszym wideofelietonie przyglądamy się wszystkim pięciu „duchom”, ale szczególnie temu, który autor nazywa irracjonalizmem.
Inne z kategorii
Żadna epoka nie mówiła chyba o nauce tak często jak nasza. „Badania pokazują”, „eksperci twierdzą”, „naukowcy dowiedli” – takie formuły stały się nieodłącznym składnikiem debaty publicznej. Nowoczesny człowiek lubi zresztą widzieć siebie jako kogoś zasadniczo odmiennego od swoich przodków: wolnego od zabobonów, kierującego się faktami i rozumem.
A jednak właśnie irracjonalizm Tomasz Rowiński umieszcza wśród pięciu „złych duchów” opisanych w swojej najnowszej książce „Toksyny. O pięciu złych duchach niszczących życie katolickie”.
I być może jest to najbardziej interesujący z przedstawionych przez niego paradoksów.
Pięć toksyn
Rowiński wymienia ducha fałszywej jedności, niesamodzielności, personalizmu, irracjonalizmu oraz przywiązania do świata. Nie są to przy tym – jak sam podkreśla – abstrakcyjne kategorie, ale pewne sposoby myślenia, które przeniknęły do współczesnego życia katolickiego.
Pierwsza toksyna pojawia się wtedy, gdy jedność zaczyna być ważniejsza od prawdy. Kościół ma nie mówić czegoś zbyt wyraźnie, aby nie powodować konfliktu, nie zrazić świata, nie utracić społecznego uznania.
Z tym wiąże się niesamodzielność. Katolicy – przekonuje autor – zbyt często pozwalają innym określać kategorie, w których następnie sami myślą. I nie jest to wyłącznie problem uzależnienia od liberalnego establishmentu. Rowiński przypomina, że równie niesamodzielne może być podporządkowanie katolickiej opinii partyjnej prawicy.
W obu przypadkach gubi się rzecz najważniejsza: własne kryterium osądu.
Kiedy osoba staje się najwyższym trybunałem
Najbardziej kontrowersyjny może być rozdział poświęcony personalizmowi. Pojęcie to ma przecież w katolicyzmie bardzo dobre skojarzenia.
Rowiński twierdzi jednak, że personalizm, który miał być chrześcijańską odpowiedzią na nowoczesny indywidualizm, sam przejął z niego część zasadniczych założeń. W rezultacie coraz większe znaczenie zaczęto przypisywać indywidualnemu doświadczeniu i samostanowieniu osoby, coraz mniejsze zaś obiektywnemu porządkowi prawdy.
Nie oznacza to prostego odrzucenia przez autora całego dziedzictwa personalistycznego czy nauczania Soboru Watykańskiego II. Przeciwnie – omawiając deklarację „Dignitatis humanae”, Rowiński wyraźnie wskazuje na możliwość jej interpretacji w ciągłości z wcześniejszą tradycją Kościoła.
Jego zarzut dotyczy przede wszystkim sposobu, w jaki pojęcie osoby zaczęło funkcjonować w katolickiej mentalności.
Religia bez rozumu
Najciekawszy wydaje się jednak opis „ducha irracjonalizmu”.
Centralną postacią tej części książki jest Leszek Kołakowski. Rowiński wykorzystuje historię jego intelektualnej ewolucji do opowiedzenia o przemianach części polskiej inteligencji katolickiej.
Problem można sprowadzić do jednego zasadniczego pytania: co dzieje się z chrześcijaństwem, jeżeli przestaje ono uważać własną tradycję za racjonalną?
Katolicyzm przez stulecia rozwijał bardzo precyzyjny język pozwalający mówić o prawdzie, naturze, dobru, człowieku i Bogu. Wiara nie była w tej perspektywie przeciwieństwem rozumu.
W XX wieku coraz większą popularność zdobywały jednak próby zastąpienia tej konstrukcji religią bardziej subiektywną, egzystencjalną, opartą na osobistym doświadczeniu.
I tu pojawia się paradoks.
Jeśli wiara zostaje zamknięta w sferze indywidualnego przeżycia – jeśli wierzę właściwie dlatego, że odczuwam „potrzebę wiary” – wówczas wszystkie pozostałe dziedziny życia trzeba już urządzić według jakiegoś innego modelu racjonalności.
Zazwyczaj będzie to model dostarczony przez dominującą kulturę.
Dlatego religijny irracjonalizm może znakomicie współistnieć z kultem naukowości.
Nauka nie odpowie na każde pytanie
Nie jest to spór z nauką. Wręcz przeciwnie.
Problem zaczyna się dopiero wtedy, kiedy od nauk przyrodniczych oczekuje się odpowiedzi na pytania, których nie da się rozstrzygnąć metodą nauk przyrodniczych.
Fizyka może opisać zachowanie materii. Biologia – procesy zachodzące w żywym organizmie. Żadna z nich sama nie odpowie jednak na pytanie, czym jest dobro, czym jest osoba, jaki powinien być cel prawa albo dlaczego człowiek powinien postępować moralnie.
Do tego potrzebujemy filozofii.
Jeśli świadomie z niej zrezygnujemy, nie staniemy się ludźmi „bez filozofii”. Zaczniemy po prostu posługiwać się filozofią, której istnienia nie zauważamy.
I być może właśnie dlatego współczesna cywilizacja jest tak interesującym połączeniem skrajnego zaawansowania technicznego z coraz bardziej subiektywnym rozumieniem prawdy.
Kościół i świat
Ostatnią toksyną Rowińskiego jest przywiązanie do świata. Autor opisuje tu powojenny sojusz części katolicyzmu z liberalnym humanizmem.
Przez dziesięciolecia istniał rzeczywiście rozległy wspólny obszar ideowy: prawa człowieka, antykomunizm, wolności obywatelskie czy przekonanie o szczególnej godności osoby.
Świat liberalny jednak się zmienił. Dawne pojęcia zaczęły otrzymywać nowe znaczenia.
Zdaniem Rowińskiego część ludzi Kościoła próbuje mimo wszystko ratować dawny sojusz, niekiedy dostosowując chrześcijaństwo do nowych oczekiwań świata.
W ten sposób wszystkie pięć toksyn spotyka się ze sobą.
Gdy jedność staje się ważniejsza od prawdy, katolicy tracą samodzielność. Kiedy najwyższą instancją staje się indywidualne doświadczenie, słabnie znaczenie obiektywnego porządku. Religia pozbawiona własnego „logosu” wycofuje się do sfery przeżyć, a świat zewnętrzny zostaje oddany dominującej ideologii. Wreszcie sam Kościół zaczyna być oceniany według tego, czy potrafi do tego świata się dostosować.
O książce Tomasza Rowińskiego i o tym, dlaczego właśnie irracjonalizm może być jednym z najważniejszych znaków naszych czasów, mówię szerzej w najnowszym wideofelietonie Tygodnika Bydgoskiego.
Zapraszamy do obejrzenia filmu.