[KADR TYGODNIKA} Być albo nie być… Hamletem
Oscar Isaac mierzy się z Hamletem w chwili, gdy jego własne życie staje między żałobą a ojcostwem. „Król Hamlet” to kameralny dokument o aktorstwie, które przestaje być rolą, a staje się sposobem przepracowania straty.
Inne z kategorii
[OKIEM TYGODNIKA] Niedawno temu, w naszej galaktyce… Był sobie człowiek
[MIĘDZY WIERSZAMI] Zofia Kossak: pisarka ognia, wiary i trudnych pytań
Rola Hamleta od dawna uchodzi za jedno z największych wyzwań w aktorskim fachu. To postać obrosła legendą, wymagająca nie tylko technicznej sprawności, lecz także wejścia w skrajne emocje: gniew, rozpacz, zwątpienie, samotność i żałobę. Oscar Isaac, znany m.in. z „Diuny”, „Gwiezdnych wojen”, „Moon Knight” czy „Hazardzisty”, zmierzył się z tym zadaniem w 2017 roku, przygotowując się do tytułowej roli w „Hamlecie” Williama Szekspira, wystawianym w nowojorskim The Public Theater. Ten szczególny moment jego kariery zbiegł się z dwoma granicznymi doświadczeniami: śmiercią matki oraz narodzinami pierwszego dziecka.
Właśnie ten czas postanowiła udokumentować Elvira Lind, żona aktora i reżyserka filmu „Król Hamlet”. Jej kamera towarzyszy Isaacowi zarówno podczas prób, jak i w codzienności młodego ojca oraz syna przeżywającego żałobę. Powstał kameralny, intymny dokument o pracy nad rolą, ale także o próbie utrzymania równowagi wtedy, gdy życie nie czeka uprzejmie, aż aktor skończy spektakl.
Najciekawsze w filmie jest pokazanie aktorstwa jako rzemiosła wymagającego dyscypliny, pamięci, odporności psychicznej i fizycznej wytrzymałości. Lind nie buduje opowieści o gwieździe w blasku reflektorów. Pokazuje człowieka zmęczonego, ćwiczącego kwestie w samochodzie, korzystającego z pomocy laryngologa, robiącego inhalacje, trenującego fechtunek na balkonie i zmagającego się z własnym ciałem. To dobre przypomnienie, że za teatralnym efektem często stoi praca mniej efektowna niż premiera, ale znacznie bardziej prawdziwa.
Równolegle film opowiada o ojcostwie i żałobie. Isaac wita na świecie pierwszego syna, a jednocześnie żegna matkę. Musi dzielić czas między próby, rodzinę i własne emocje. Szczególnie mocno wybrzmiewa związek między osobistym doświadczeniem aktora a interpretacją „Hamleta”, która w tej inscenizacji miała skupiać się przede wszystkim na żałobie. Isaac przyznaje w filmie, że praca nad sztuką w pewnym momencie „ratowała mu życie”. Dzięki roli mógł przepracowywać to, co właśnie działo się w jego życiu.
„Król Hamlet” dobrze wypada również wtedy, gdy pokazuje aktorów poza sceną. Zamiast celebryckiego blichtru widzimy zwyczajne mieszkanie, hałas remontu za ścianą, rodzinne spotkania, skromne rozmowy i codzienność pozbawioną czerwonych dywanów. To jeden z większych atutów dokumentu — odmitologizowanie świata znanego z plakatów i premier.
Film nie jest jednak pozbawiony słabości. Najbardziej przeszkadza jego długość. Część scen można było skrócić bez szkody dla całości, a niektóre ujęcia powtarzają podobne treści, przez co dokument miejscami traci tempo. Widać też pewną niekonsekwencję: z jednej strony Isaac irytuje się na dziennikarzy, którzy łączą spektakl z jego żałobą po śmierci matki, z drugiej sam potwierdza, że to doświadczenie miało wpływ na jego wejście w rolę. Dodatkowo bardzo intymne przeżycia zostają przecież pokazane w filmie przygotowanym przez jego żonę. To interesujące napięcie, ale dokument nie do końca je rozwiązuje.
Mimo tych zastrzeżeń „Król Hamlet” pozostaje wartościowym zapisem pracy aktora w szczególnym momencie życia. Nie jest to dokument idealny: bywa zbyt długi, chwilami powtarzalny i momentami zanadto zapatrzony w swojego bohatera. Ma jednak jedną dużą zaletę — pokazuje, że za wielką rolą nie stoi mit, lecz człowiek: kruchy, ambitny, zmęczony i próbujący nie rozpaść się między sceną, żałobą a ojcostwem.