Tajemnice DAG Fabrik zapisane w krajobrazie. Naukowcy z UKW zbadali, jak ukrywano fabrykę
fot. Facebook/UKW
Ukształtowanie terenu mogło być jednym z kluczowych elementów ochrony dawnej fabryki DAG Fabrik w Bydgoszczy. Naukowcy z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego i Uniwersytetu Milano-Bicocca sprawdzili, jak wydmy, las i naturalne różnice wysokości pomagały ukrywać obiekty przed rozpoznaniem z powietrza. Wyniki pokazują, że lokalizacja budynków nie była przypadkowa.
Inne z kategorii
Między kapslem a denarem. W Wilczu historia wychodzi z ziemi
W Wilczu już rośnie miasteczko poszukiwaczy. Zaczyna się wielki zlot pod Koronowem
Fabryka ukryta w lesie i między wydmami
DAG Fabrik była podczas II wojny światowej jedną z największych fabryk materiałów wybuchowych i amunicji na potrzeby III Rzeszy. Pod koniec 1944 roku kompleks zajmował około 23 km kw. i obejmował około 1500 budynków.
Zakład powstał na zalesionych terenach Kotliny Toruńskiej, pełnych wydm i naturalnych obniżeń. Takie położenie nie było przypadkiem. Ukształtowanie terenu pomagało zarówno ukrywać budynki, jak i ograniczać skutki ewentualnych eksplozji.
W badaniach uczestniczyli naukowcy z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy: dr hab. Zbigniew Podgórski, mgr inż. Marta Brzezińska i dr Dawid Szatten, a także dr Alberto Bosino z Uniwersytetu Milano-Bicocca.
Dlaczego budynki powstawały właśnie tam?
Badacze chcieli sprawdzić, czy na podstawie samego ukształtowania terenu można wyjaśnić rozmieszczenie obiektów dawnej fabryki.
Do analizy wykorzystali szczegółowy cyfrowy model terenu oraz narzędzia komputerowe pozwalające porównywać położenie budynków z cechami otoczenia.
Przeanalizowano 45 zachowanych i zinwentaryzowanych obiektów. Naukowcy ustalili, że na wybór miejsc pod zabudowę szczególnie wpływały m.in. długość stoków wydm oraz ograniczona widoczność nieba.
W praktyce oznacza to, że budynki lokowano tam, gdzie były mniej widoczne z dużej odległości, a tym samym trudniejsze do dostrzeżenia z powietrza.
Natura w służbie obronności?
Znaczenie miały nie tylko las i wydmy. Budynki były rozproszone na dużym obszarze, dzięki czemu nie tworzyły łatwego do zauważenia układu.
Naturalne różnice wysokości wykorzystywano także w samym procesie produkcji. Nachylenie terenu pozwalało m.in. na grawitacyjny transport nitrogliceryny pomiędzy obiektami.
Z kolei piaszczyste nasypy i odpowiednio ukształtowane formy terenu mogły zmniejszać skutki eksplozji, rozpraszając falę uderzeniową.
Skuteczność takiego rozwiązania potwierdza historia zakładu. Mimo ogromnej powierzchni fabryka podczas alianckiego nalotu w 1944 roku poniosła stosunkowo niewielkie szkody.
Technologia może pomóc odnaleźć kolejne obiekty
Zdaniem naukowców zastosowana metoda może mieć znaczenie także przy poszukiwaniu innych pozostałości po obiektach wojskowych i przemysłowych.
Jeśli wiadomo, jakie cechy terenu były szczególnie ważne przy ukrywaniu zabudowy, można wskazywać miejsca, w których z większym prawdopodobieństwem znajdują się nieodkryte dotąd obiekty.
Takie badania mogą więc pomóc archeologom i historykom prowadzić poszukiwania na dużych obszarach bez konieczności ingerowania w teren.
Miejsce pamięci
Dawna DAG Fabrik to jednak nie tylko ciekawy przykład wojennej inżynierii. To również miejsce związane z tragiczną historią tysięcy ludzi.
Według badaczy w fabryce pracowało i cierpiało około 40 tys. robotników przymusowych różnych narodowości. Dlatego kompleks jest dziś zaliczany do tzw. trudnego dziedzictwa – miejsc, które przypominają o najbardziej bolesnych wydarzeniach XX wieku.
Część dawnego zakładu można dziś poznawać w bydgoskim Exploseum.
Naukowcy podkreślają, że nowoczesne metody badania terenu mogą nie tylko pomóc lepiej zrozumieć sposób funkcjonowania fabryki, ale także przyczynić się do ochrony pozostałości po niej.
Wyniki badań zostały opublikowane w międzynarodowym czasopiśmie naukowym „Anthropocene”.